podsumowanie 2018 roku

Podsumowanie 2018

- porażki i sukcesy Rudej

Rok 2018 rozsypał mnie na drobne. Kilkukrotnie. Przeżyłam ciężkie chwile, ciężkie tygodnie. Przeżyłam. Właśnie.

Poskładałam się od nowa, rozsypałam, znów pozbierałam i posklejałam najlepiej jak potrafiłam. Jestem. Żyję. Mam się coraz lepiej. Nawet już bardzo dobrze, mogę rzec. Jestem inna. Pełniejsza. Zdrowsza. Bliższa siebie. Jestem.

 

 

Uwielbiam planować. To daje mi siłę, porządkuje myśli, napędza do działania. Od kilku lat w grudniu planuję rok, tutaj możesz przeczytać o moich celach na 2018 rok. Dziś się niejako z tych moich planów rozliczam. Zupełnie szczerze, bo dość mam rzygania tęczą i niekończącego się pasma sukcesów.

 

Influencerzy to normalni ludzie z normalnymi do bólu problemami.

Jestem zwyczajnym człowiekiem. Odczuwam smutek. Ryczę czasem. Krzyczę. Czasem przetnę się nożem. Wypadają mi włosy na potęgę i mam w zlewie brudne gary.

I tak jak wszystkim ludziom, czasem mi się coś nie udaje. A czasem owszem. I o tym jest ten wpis.

 

 

Rok 2018 – moje podsumowanie

 

 

Porażki 2018

 

  • Zrobiłam niewiele zdjęć. Rzeczywistość okazała się być zupełnie odmienna od moich założeń “regularnego dokumentowania codzienności”. Momentami szło mi nieźle, a potem na długie tygodnie zapominałam o funkcji aparatu w telefonie. O lustrzance nie wspominając. W czerwcu i lipcu straciłam całe serce do wykonywanej przeze mnie pracy. Miałam ochotę rzucić bloga. Zająć się “czymś normalnym”. Czułam się zmęczona. Wykończona. Kilka tygodni później, gdy już myślałam, że kryzysy za mną, życie prywatne mi się rozsypało. I tak, robienie zdjęć było jedną z ostatnich rzeczy z listy. Nawet o tym nie myślałam.

 

  • Wypuściłam tylko jeden kurs fotografii online, choć planowałam sztuk dwie. Biznesowo miał być taaaaki rozwój, a wyszło coś pomiędzy wegetacją, a ostrym działaniem. Oczywiście lepiej stworzyć 1 porządny produkt, niż 2 średnie, nie mam co do tego wątpliwości! Jednakże, choć sam kurs zbiera rewelacyjne oceny, to ja czuję niedosyt. Może porażka to zbyt duże słowo, ale niewątpliwie plan nie został zrealizowany.

 

  • Nie stworzyłam cyklu wpisów o kreatywności. Powody te same, co w pierwszym punkcie. Stawiam na autentyczność i nie wyobrażam sobie pisać o czymś, czego sama nie czuję.

 

  • Trenowałam zrywami. Mam wrażenie, że regularne treningi przepisuję sobie z miesiąca na miesiąc, z roku na rok… Co ja poradzę, jak ćwiczyć nie lubię, endorfin po tym nie czuję, lepszego samopoczucia też nie. Jedyne, co mam, to świadomość, że zrobiłam dla swojego ciała coś dobrego. I o ile nad dietą panuję, ba! ja lubię zdrowo jeść, tak do aktywności fizycznej muszę się każdorazowo zmuszać. W grudniu łaziłam na siłownię i utyłam kilo trzysta w sadło. Pierniki i kakao z mlekiem kokosowym pewnie nie pomogły. W styczniu przechodzę na “pudełka”.

 

 

Artykuły, z których jestem dumna

 

 

 

 

Moje ulubione zdjęcia 2018

 

 

 

Pssst, jeśli jednym z Twoich postanowień noworocznych jest nauka fotografii, to właśnie masz okazję zrobić pierwszy milowy krok!

 

Trwa sprzedaż mojego kursu wideo. Śpiesz się!

Kurs do kupienia tylko do 8.01 (wtorek) do północy!

 

 

 

Sukcesy 2018

 

  • Odwiedziłam piękne miejsca. Bieszczady razy kilka w tym na Święta Bożego Narodzenia, dzikie Podlasie i spacer po puszczy. Łódź, Katowice, Poznań. Zakopane i termy. Wieś pod Lublinem. Weekendami wieś pod Warszawą. W kwietniu Londyn – studio Harry’ego Pottera, piękne miejsca, instagramowe uliczki. W maju Rzym i najlepsze jedzenie ever. Był i babski wypad do Wrocławia, od knajpki do knajpki ;)

 

  • Korzystałam z lata w Warszawie. Zaliczyłam park linowy, objadłam się na mieście na potegę, pojeździłam na miejskim rowerze. Spacerowałam nad Wisłą, nie nad Wisłą także. Widziałam multimedialny pokaz fontann, spotykałam się z ludźmi (na jedzonku, oczywiście!), nawiązałam nowe znajomości i bardzo zadbałam o te już istniejące. Podziwiałam Warszawę z dachu BUW, byłam w klubie komediowym, na koncercie, wystawach.

 

  • Wypuściłam kurs PODSTAWY FOTOGRAFII – prosta droga do dobrych zdjęć. Dokładniej to zrealizowałam 2 kompletne edycje, wraz z moim wsparciem na grupie, oraz tym indywidualnym, mailowym. Według ankiety przeprowadzonej wśród kursantów, 100% z nich poleciłoby kurs przyjacielowi. WOW!!! Robię to dobrze!

 

 

  • Usprawniłam pracę w blokach i trzymałam się harmonogramu. A pewnie wiecie, że mam tendencje do brania na siebie zbyt wiele… W tym roku jednak pracowałam około 6h dziennie, a często nawet mniej. Zazwyczaj zaczynałam o 8 rano, by skończyć o 14. To daje mnóstwo czasu na rozwój, rozrywkę, innych ludzi. Tak też ten czas wykorzystywałam. To dla mnie naprawdę milowy krok. Jestem z siebie dumna.

 

  • Stworzyłam swoje rytuały i dobre nawyki. Trening autogenny wieczorami wyregulował mój sen. Dawałam sobie czas na odpoczynek i regenerację. Medytowałam porankami. Zwłaszcza w drugiej połowie roku dbałam nad kontaktem z ciałem, nad byciem “tu i teraz”. Wysypiałam się. Rozmawiałam ze sobą. Pozwalałam sobie na całą gamę uczuć, na ich przeżywanie, na kontakt z nimi… (choć czasami to było ostatnie, na co miałam ochotę)

 

  • Znalazłam “mojego człowieka” i od czerwca zadowolona chodzę na terapię. W efekcie bardzo wiele nauczyłam się o sobie. Pracuję nad emocjami, własnym rozwojem, schematami, które ranią mnie lub moich bliskich. Najlepsza inwestycja czasu i pieniędzy w tym roku.

 

  • Wróciłam na YouTube z poradnikami fotografii. Wolisz oglądać niż czytać – wpadaj tam szybko. No i śledź mnie na Insta Stories – tam jestem niemal codziennie!

 

  • Obejrzałam i przeczytałam masę wartościowych treści. O wielu z nich napisałam w podSUMowaniach w akapicie KULTURALNIE, o reszcie na bieżąco mówiłam na Stories.

 

  • Wypracowałam zażyłą relację z Rudzikami. Pamiętacie te trudne miesiące, o których już wspomniałam wyżej? Dostałam OGROM wsparcia od właściwie obcych mi ludzi. Pytaliście, jak się mam, pocieszaliście, dzieliliście się swoimi historiami, by dodać mi sił, bym uwierzyła, że wszystko się ułoży. Bardzo mi pomogliście. W wielu momentach w 2018 roku czułam, że jesteśmy ze sobą blisko. Że dzielimy się radościami, smutkami. Szalenie to cenię! I dziękuję! Myślę, że dużą rolę w budowaniu tej relacji odegrały materiały na Instagramie (pełne szczerości opisy pod zdjęciami, autentyczne Stories), a także newslettery, w których pozwalam sobie na więcej. Ufacie moim rekomendacjom, cenicie jest rudo jako markę.

 

  • Doceniałam małe rzeczy. A to przecież one składają się na udany dzień, tydzień, życie. Bardzo pomagały mi w tym publikowane co niedziele #PozytywnePodsumowanieTygodnia na IG. Wielu z Was dołączyło do mnie i tak lektura tych komentarzy stała się moją ulubioną. Okazuje się, że można się ucieszyć naprawdę z wielu tycich pierdół. Mocno Wam polecam tę formę praktykowania wdzięczności.

 

 

 

A teraz Ty, Rudziku, napisz mi szybko o swoim największym sukcesie w 2018 roku!