Jesteś swoim domem, zadbaj o silne fundamenty

Dziewczyno, życie jest takie soczyste… Odłóż te sztućce i obserwuj, jak sok ścieka Ci po palcach. Słuchaj takiej muzyki, która wywołuje gęsią skórkę. Kup sobie dobre słuchawki i ulubioną herbatę. A potem pij ją w tym kubku, siedząc na parapecie i patrząc, jak świat się nie kończy. Świat płynie i Ty też możesz. Przecież potrafisz. Wszyscy umieliśmy, tylko potem latami wmawiano nam co innego.

 

Oblizuj garnek po śmietankowym kremie i gotuj sobie ciepłe kolacje. Karm nimi dobrych ludzi. Czytaj, oglądaj, chłoń treści, które Cię budują. Uzupełniają, wzmacniają, konfrontują. Myśl samodzielnie i non stop pytaj „dlaczego?”

 

Ludzie będą Ci mówić, że utarte ścieżki, to są dobre ścieżki. Nie pozwól, aby ich strach stał się Twoim. Masz w sobie moc do zmiany. Dokładnie tyle, ile uważasz, że masz. Rób małe rzeczy w wielkim stylu.

Noś koronkową bieliznę pod puchatym swetrem. Jeśli lubisz. Jeśli nie, to tego nie rób. Konwenanse są jak sztuczne kwiaty. Niby ładne, ale jak się człowiek przyjrzy, widać, że fake.

 

Jest jak jest. Jest dokładnie, jak być powinno. Spotykamy właściwych ludzi w odpowiednim momencie życia. Coś nam dają. Czegoś uczą.

 

Jeśli nie masz postawy ofiary, nie mogą Ci nic zabrać. Możesz chronić siebie. Możesz być swoim własnym wszechświatem, swoją osią, wypadkową, numerem jeden. A przy tym uwielbiać ludzi, kochać się z nimi, śmiać się z ich sucharów, jeść domowy sernik. Możesz się utulić i możesz tego przytulenia potrzebować od niej i od niego. Możesz pojechać na Bali albo zostać turystką w rodzinnym Radomiu.

 

Reaguj, gdy widzisz krzywdę.

Pomagaj, gdy uważasz, że warto.

Nie wartościuj pomocy innych.

Nie oceniaj. Nie jesteś tym drugim człowiekiem, nie przeszedłeś jego drogi, nie zbudowałeś jego domu.

 

Buduj swój. Konsekwentnie każdego dnia. Jesteś swoim domem, zadbaj o silne fundamenty. Bądź dobrym człowiekiem, Zrób komuś dzień dobry. Sobie też. Małe rzeczy budują Twój dzień, wiesz? Dni układają się w tygodnie, a te w życie.

 

Nie musisz wstawać wcześnie. Musisz się wysypiać, dbać o siebie. Jadaj czasem w Macu, jeśli to daje ci radość.

Jeśli coś jest dla Ciebie ważne, to rób to. Jeśli nie robisz, widocznie nie jest dość ważne. A może chwilowo nie masz przestrzeni. Nie da się wszystkiego i na raz. Łatwo popaść w pęd, który jest zaprzeczeniem uważności.

Mam w sobie pewność, że tego trzeba Tobie i Twoim bliskim. Uważności i uwagi. Bycia naprawdę. Słuchania „jak się masz?” z autentyczną ciekawością wewnętrznego kosmosu tej pary oczu na przeciwko Ciebie. Można być bardzo blisko, a jednak daleko. Można też dać uwagę, która nie zna odległości. Przytulanie niestety już owszem, ale gdy Ci tego trzeba, utul samą siebie. Daj sobie ukojenie.

 

Nie mów, że „jakoś to będzie”. Wybieraj jakość. Wybieraj. To jest Twój przywilej, nagroda.

 

Od pomyłek świat nie runie, nauczysz się czegoś nowego, a takie lekcje, choć kłują w bok, jak kościsty paluch, bardzo dużo nas uczą. Odpuść kontrolę, nawet gdy ona Ci nie odpuszcza. Wybierz wybór. Sprawczość. Wyprostowane plecy.

Gdy życie daje Ci cytryny, rób z nich lemoniadę, cytrynówkę, lemon curd. Miej w sobie tygrysa, lamę czy karpia. I don’t give a fuck. To jest Twoje życie. Żyj dla siebie, bo tylko siebie masz na zawsze. I gdy to w końcu zrozumiesz, poczujesz się naprawdę lekko.

Zaufaj. Nie stawiaj szczęściu warunków. Życie jest takie proste, gdy tylko przypomnisz sobie, że potrafisz pływać. Na początek zanurz stopy. Możesz smutek wylać z łzami, ale czasem trzeba się wkurwić. Złość to energia na zewnątrz, na kogoś lub coś. Tak się rusza do przodu. Płynie dalej.

Gubisz spokój zawsze wtedy, kiedy szukasz go na zewnątrz.

Spokój jest w Tobie. Pozwól mu rozrastać się i kwitnąć. Nie czekaj, aż ktoś wręczy Ci kwiatek. Nawet jeśli, uschnie szybko. Ogród musi być w Tobie… Musi budzić się kwitnieniem, wschodem, rosą, życiem, barwą. Mocne korzenie. Bujność. Różnorodność. Siła. Energia. Witalność. Wtedy burze, huragany Cię nie zniszczą. Pokaleczą, a i owszem, ale z tak mocnych korzeni urodzi się jeszcze piękniejsze nowe.

 

Mam żyzną ziemię. Jestem życiem. Jestem śmiechem, odrodzeniem, namiętnością. Jestem najlepsza. Jestem ważna. Jestem dobrocią. Jestem.

Czy może być coś piękniejszego? A jednocześnie to tak bardzo nie ma znaczenia, bo mogłabym nie istnieć, nie mieć tego ciała, tych myśli. To by się mogło po prostu nie wydarzyć.

A jednak właśnie się wydarza. I ja postanawiam z tego wydarzania czerpać radość.

 

2020 bądź dobry!

A i tak będziesz taki, jakiego mi Ciebie potrzeba by wzrastać. Nie wierzę w przeznaczenie. Nie wierzę w przypadki. W siebie wierzę.

 

Podobał Ci się ten tekst? W podobnym stylu napisałam także: