siła jest kobietą | kobieca historia | jest rudo

Piękna historia mojego sukcesu

Wiesz, że 3 lata rozwijałam firmę, którą z dnia na dzień porzuciłam? Wiesz, że załamywałam ręce i wyłam godzinami? Wiesz, że czasami porzucałam fotografie na długie tygodnie? Wiesz, że kontakt z klientem był dla mnie ogromnym obciążeniem? Wiesz, że techniczne kwestie tak mnie przytłaczały, że chciałam odpuścić, poddać się, zająć „czymś normalnym”. Nie zliczę, ile razy czułam się jak Największy Nieudacznik Tego Świata.

 

Wielokrotnie wszystkie moje działania, okupione ogromem kasy i jeszcze większą ilością czasu, mogłam podsumować jednym, całkiem zgrabnym słowem.

PORAŻKA.

Jednak teraz, bardzo mi wygodnie w moim domowym biurze, w czarnym fotelu. Siedzę przed komputerem, piję kawę, piszę ten artykuł i czuję się taka szczęśliwa. Szczęśliwa i na swoim miejscu. Dziś opowiem Ci o mojej krętej drodze do sukcesu.

 


Wpis jest wynikiem współpracy z marką Dermika, w ramach akcji Kobieca Historia. Siła i Piękno.
30 kwietnia wystartował konkurs na stronie www.kobiecahistoria.pl, w którym każda z Was może opowiedzieć swoją historię i zgarnąć nagrody. Jestem ciekawa, jaka jest Twoja opowieść…?

 

W 2006 roku dostałam swój pierwszy aparat cyfrowy i już wiedziałam, że to jest TO! Ekscytacja, frajda, wielki banan na ustach. Ostatnia myśl przed zaśnięciem i pierwsza po obudzeniu. Wkręciłam się maksymalnie! Nosiłam go wszędzie. Robiłam zdjęcia wszystkiego. Kompakt przyrósł mi do ręki. Ja i te zdjęcia to była jedna z pewnych rzeczy. Moja ostoja. Pasja. Moja niezmienna zmienna. 

O tym, jak rozwinęły się moje fotograficzne umiejętności, jakim fotografowałam sprzętem, jakie zdjęcia robiłam, możesz przeczytać w artykule o mojej foto drodze. Teraz przeskoczę już do czasu, kiedy mieszkałam w UK, kupiłam profesjonalny sprzęt i zapragnęłam miłość do fotografii zmonetyzować. To był rok 2012.

 

Ruda całkiem zielona

Ach, jak ja o niczym nie miałam pojęcia! Wiedziałam, że chcę łapać piękne chwile, dokumentować codzienność, ważne momenty i z tego się utrzymywać. Bardzo idealistycznie wydawało mi się, że pół roku wytężonej pracy i już, rzucam etat, jak stanik po ciężkim dniu. Bo już będę taka znana, ważna i rozchwytywana. I biznes będzie się tak kręcił, jak koła w tym różowym modnym rowerze z koszyczkiem, co tak super wygląda na Insta.

A potem cała wanna zimnej wody wylała mi się na głowę. Bo zrozumiałam, że to latanie z aparatem na szyi, to tylko ułamek obowiązków we własnym biznesie. Ot, chudziutki plastereczek weselnego tortu dla 200 osób. Ale cóż, miałam 21 lat, to wciąż dobry wiek, by być trochę naiwnym marzycielem.

Trzeba mieć stronę w sieci i to dobrze wypozycjonowaną. Wykupiłam więc stronę na wordpressie, domenę, hosting. Spędziłam długie godziny na stworzeniu logo, identyfikacji wizualnej firmy (choć wtedy jeszcze nie miałam pojęcia, że to się tak nazywa!), dostosowaniu poszczególnych podstron, zbudowaniu oferty. W pewnym momencie odpuściłam, zleciłam, zapłaciłam. Inna kwestia, że nie byłam zbytnio zadowolona, więc i tak dodłubałam swoje.

Wykupiłam też kurs online o podstawach SEO i dzień po dniu, wpis po wpisie, zdjęcie po zdjęciu, zaczęłam ową wiedzę wdrażać w życie. Czacha mi wtedy parowała, bo tego wszystkiego było dużo, a nie dość, że dużo, to jeszcze trudne. I czułam się przytłoczona, zniechęcona i bez sił.

Ale się uparłam i dałam radę. Przebrnęłam.

Przebrnęłam i przez marketing, kupiłam jakieś mądre książki, coś tam się nauczyłam, coś odpuściłam.

Zadbałam o formalności, założyłam firmę. Przygotowałam wizytówki, ulotki promocyjne sztuk kilkaset, które po kilku latach wyrzuciłam. Zaczęłam pojawiać się na eventach, robić zdjęcia dzieciakom w szkołach, powoli spływały do mnie nowe zapytania. Sesja pierwsza, trzecia, kolejna. Głównie Anglicy, czasem Polacy, znajomy znajomego. Potem z polecenia.

Był duży stres, obgryzione paznokcie, sprawdzanie plecaka po pińcet razy. Były niezliczone problemy z dojazdem na miejsce (do gubienia się i przygód w trasie mam ewidentnie talent!), był kiepski sen. Czułam się, że każdą wiadomość e-mail muszę urodzić – taki to był dla mnie wysiłek. Wtedy ponad siły. Ale tak bardzo chciałam…

 

Ruda wprawiona

Z czasem nabrałam w tym wszystkim lekkości. Mechanicznie pakowałam sprzęt, tankowałam samochód, odpisywałam na maile. SEO stało się jakieś takie przyjaźniejsze, strona działała i spełniała swoją rolę. Telefony już nie paraliżowały.

Zaczęłam fotografować śluby, dojeżdżać w przeróżne części Anglii, choć w żyłach pulsowała spora ilość kortyzolu. Nieustannie.

Rozszerzyłam swoją ofertę o fotoksiążki i z zadowoleniem stwierdziłam, że jestem w tym wszystkim naprawdę dobra. Widziałam, jak się rozwijam i dawało mi to masę satysfakcji!

Podnosiłam ceny, a chętnych było coraz więcej. Pozyskałam wiernych klientów, którzy znajdywali mi nowych ;) Miałam swój pastelowy styl, którym wyróżniałam się na tle konkurencji. Nie brakowało mi pomysłów na nieszablonowe ujęcia, a przy tym potrafiłam oddać emocje, uczucia, podniosłość chwili. Planowałam otworzyć studio fotograficzne. Może nawet sieć…

Rozwinięcie swojego biznesu zajęło mi 3 lata. W tym czasie cały czas pracowałam na etacie, dokształcałam się, spędziłam rok w angielskim collegu na kierunku fotografia.

A potem dotarło do mnie, jak bardzo tego nienawidzę.

 

Ruda niezadowolona

Pamiętam dokładnie ten moment, kiedy usiadłam na łóżku i na głos powiedziałam to, co już od miesięcy kołatało mi się po głowie, niepokoiło serce.

Nie chcę już dłużej tego robić. Nienawidzę swojej wymarzonej pracy. 

Nie miałam chęci, siły, motywacji. Nie miałam radości z wykonywanych zleceń. Już nie chciałam. Przerażało mnie to. Strach otwierał oczy, dłoniom nakazywał się trząść. To był mój prywatny koniec świata. Moja wielka porażka. Mój moment zwątpienia, załamania rąk, plucia sobie w brodę.

Mój czarny czas wypełniony wyrzutami sumienia. Be careful what you wish for. Obwiniałam siebie. Za zmarnowane 3 lata. To właśnie wtedy nadałam sobie drugie imię Największego Nieudacznika Tego Świata. Nie wiedziałam, co robić. Czym się zająć. Na czym skupić.

Moja stała, niezmienna, ostoja rozsypała się po okolicznych miasteczkach z budynkami z czerwonej cegły. Nawet nie miałam ochoty jej szukać.

 

Ruda spełniona

TERAZ.

Pierwsza połowa 2018 roku.

Dopiłam już kawę, playlista na Spotify właśnie się skończyła. Zaraz ja skończę ten artykuł i zacznę montować materiały wideo do mojego pierwszego kursu.

Wiesz, że będę uczyć podstaw fotografii? Wiesz, że kilkaset osób zapisało się na listę zainteresowanych? Wiesz, że miesięcznie odwiedza mojego bloga 100.000 osób? Wiesz, że udostępniłam ponad 500 darmowych artykułów? Wiesz, że mam sklep online, gdzie sprzedaję swoje autorskie lekcje i akcje do Photoshopa? Wiesz, że prowadzę swój bank zdjeć? Wiesz, że zmobilizowałam do założenia swojego biznesu dziesiątki kobiet? Wiesz, że na mojej grupie jest są ponad 22 tysiące Rudzików? Wiesz, że najchętniej fotografuję telefonem, i to dla przyjemności? Wiesz, że nie biorę już zleceń? Wiesz, że dzięki mnie wiele osób uwierzyło w siebie, pojęło podstawy i zwyczajnie zaczęło robić zdjęcia? Wiesz, że ta świadomość niesamowicie mnie napędza i sprawia, że mam ochotę napisać kolejne 500 poradników? Wiesz, że pewnie to zrobię?

 

Ruda douczona

Pewnie zastanawiasz się, jak to się stało, że z tej niepewnej siebie kupki nieszczęścia, stałam się człowiekiem, który codziennie inspiruje innych i pokazuje, że SIĘ DA! Kreatywność, pasja, działanie to moje drugie ja.

Pewnie interesuje Cię, co się wydarzyło, że ta porażka była na tyle plastyczna, że udało mi się ulepić z niej sukces.

Moją siłą jest akceptacja. Adaptacja. 

Po kilku ciężkich tygodniach… po czasie wypełnionym wątpliwościami i pretensjami, odpuściłam sobie. Zaakceptowałam ścieżkę, którą przeszłam, zaakceptowałam to, jak wyglądała i fakt, że obrany kierunek przestał mi odpowiadać. Zaakceptowałam swoje marzenie, a z czasem doceniłam (tak, dobrze czytasz!) te 3 lata. Zaakceptowałam zmianę. Mam do niej prawo. Ty też, wiesz?

Teraz, patrząc na ten czas…

Ile ja się rzeczy nauczyłam! Jak się rozwinęłam! Ile już wiem o biznesie, marketingu, formalnościach, prowadzeniu strony, obsłudze klienta, umowach, prawie, SEO! O fotografii nie wspominając ;)

To był bardzo wartościowy czas, który teraz całą sobą doceniam. Miałam odwagę porzucić swój plan, przerwać działania, które przestały cieszyć. Przestałam rozwalać moją rudą głową mur. Adaptacja. Akceptacja. Zgoda z samym sobą. Zgoda na zmianę zdania. Zgoda na plan B. Zgoda, by odpuścić, odpocząć, pomyśleć, zajrzeć w siebie.

Dzięki temu doświadczeniu bardziej poznałam siebie. Zajrzałam w serduszko i zobaczyłam, co tam nie pasuje, co uwiera, a co skulone w kąciku pragnie rozwinąć skrzydła. Fotografia pomaga mi lepiej zrozumieć swoje potrzeby, środki przekazu, którymi chcę się komunikować.

 

 

Dzięki fotografii, dzięki mojej pasji wiem, że chcę żyć zgodnie z tym, co czuję. I to jest mój sukces.

 

5/5 - (3 votes)

DOŁĄCZ DO LISLETTERA

.

RÓB FANTASTYCZNE ZDJĘCIA TELEFONEM

Wartościowy artykuł? Udostępnij:

Share on twitter
Share on telegram
Share on whatsapp

SKOMENTUJ:

Subscribe
Powiadom o
guest
34 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Magdalena

Jeny jak pięknie! Jesteś moją największą inspiracją i motywacją do rozkręcania swojego biznesu… To wszystko co czytam u siebie – to wszystko mogłabym sama o sobie powiedzieć. Ale najpiękniejsze nadchodzi na koniec historii – happy end <3 Dziękuję, za to, że jesteś, że piszesz, że wciąż dajesz od siebie aż tyle!

Lukas Paulo

Hej :)
Wspaniały wpis i super fotografie :) Cieszę się wraz z Tobą z Twego sukcesu. Jestem Twoim fanem i nowym uczniem :D Pozdrawiam cieplutko

Natalia Lis

Cześć! Miło mi szalenie powitać się w gronie Rudzików!

Marika

Fajny wpis. Pokazuje, że nie od razu Rzym zbudowano, co wszystkim się marzy:) Ja jestem na etapie robienia zdjęć znajomym dzieciom i moim psom:) Bardzo bym chciała kiedyś mieć swoje małe studio. Ale ja za dużo myślę, a za mało robię. Wciąż od ponad roku myślę jakie bym sobie logo zrobiła. I tylko myślę.. I nie mogę niby wg mnie iść dalej bo nie założę funpage na fejsie, bo nie mam tego logo i nie mam jeszcze niczyjej zgody na publikowanie zdjęć i tak w kółko głupie wymówki:) Też notorycznie myślę o jakimś kursie. Ale podstawy raczej znam, a na… Czytaj więcej »

Natalia Lis

Marika, od czegoś trzeba zacząć, a ja popieram zaczynanie od planu. Spisz sobie wszystko, co musisz zrobić, potem ułóż to w kolejności wykonywania zadań, dopisz, co zlecisz, a co zrobisz samodzielnie, ile potrzebujesz kasy. Taki prosty biznes plan. To konieczność!

Nabierz rozpędu, a potem będzie już z górki. Zobaczysz!

LazyKiwi

Dziękuję Ci za ten wpis. Chyba właśnie TEGO mi było trzeba na dzień dobry we wtorkowy poranek. Takiego cichego zapewnienia, że początek będzie ciężki, ale nie warto się poddawać, trzeba robić swoje. I tak, jest to zaledwie pierwsza połowa wpisu, jednak osobiście ja tam właśnie jestem. Świeżynka jeśli chodzi o firmę. I czasem z tyłu głowy pojawia się ten wredny głosik, że nie dam rady. Ale chcę dać radę! Zaakceptowanie tych 3 lat było najlepszym możliwym wyjściem. Bo nawet jeśli obecnie robi się coś odmiennego to jednak z każdego doświadczenia wynosi się małe umiejętności. Musimy jako ludzie nauczyć się odpuszczać… Czytaj więcej »

Natalia Lis

Zawsze warto robić swoje, ale także… weryfikować swój pomysł i czasem przystopować i zastanowić się, czy to właściwy kierunek.

Ania Kalemba

Ahhhh, pięknie to opisałaś! Uwielbiam Cię!

Natalia Lis

:*

W mojej głowie od kilku lat kiełkuje pomysł o własnej firmie, dzięki Tobie i paru innych blogerek, uczę się, pracuję nad szczegółami, myślę ze jeszcze rok czasu zajmie mi dopieszczenie szczegółów. Nie spieszę się, mam czas. Dziekuje Ci z całego serducha za ten post, jest dla mnie motywacją do działania :)

Chłopinka

Bardzo fajnie, że podzieliłaś się na blogu swoją historią. Droga do sukcesu zazwyczaj nie jest usłana różami i kosztuje nas wiele łez. Najważniejsze jednak, że ostatecznie jesteś szczęśliwa tam, gdzie jesteś. Bardzo inspirujący wpis.
Pozdrawiam!

Justyna Pieńkowska

Hej, Super motywujący post. Cieszę się bardzo że go przeczytałam. Czasami potrzeba nam jakiegoś impulsu do działania, i właśnie tak traktuje Twój post. Fotografuje już jakiś czas ale ciągle maje umiejętności nie są takie jak bym chciała. Nie jestem zawodowym fotografem, po prostu to moje hobby. Szukam swojego miejsca w fotografii . I czasami też wątpię i już mam chęć się poddać.Niestety a może i stety nie mogę żyć bez biegania z aparatem za urokami przyrody. Twoje słowa dały mi siłę. Dziękuje ;)

Vero

Wspaniały, szczery, wzruszający tekst. Życzę sobie kiedyś spojrzeć na siebie i swoje życie w taki właśnie sposób, bo jest w tym masa ciepła, zrozumienia, wyrozumiałości i życzliwości do siebie samej.
Zaszłaś naprawdę daleko i gratuluję Ci, że potrafisz wyciągnąć ze swoich doświadczeń tak wartościowe wnioski.
Ściskam!

Ania Mańkowa

Ja jestem teraz na takim rozdrożu. po długiej nieobecności w pracy wróciłam do niej. do biurka, do papierów, do więzienia ;) i jeszcze bardziej przez tą z nią rozłąkę zrozumiałam, jak jej nie lubię, jak marnuję w niej swój potencjał. Zakiełkowała mi podczas tego czasu spędzonego w domu, że szkoda życia na coś czego się nie lubi, bo nie wiadomo przecież jak długie ono będzie, że trzeba coś zrobić i… coś tam zaczęłam, bo i bloguję i maluję, bo i fotografuję i nawet uczę się programowania, bo tak naprawdę mam sporo możliwości, ale i tak przeraża mnie, że miałabym rzucić… Czytaj więcej »

Pisałam juz na IG ale jeszcze raz napiszę, jesteś ogromną inspiracją, uwielbiam takie historie. No i po przeczytaniu tego wpisu zaczynam się zastanawiać, że może faktycznie nic w naszym życiu nie dzieje sie przypadkiem :)

Klaudia Klekotka

Jak dobrze, że ktoś tak po prostu szczerze napisał jak to wygląda. Ja dopiero zaczęłam, bo działam od niecałych trzech miesięcy i co zauważyłam? Znajomi reagują różnie. Póki co mnie to nie dotyka ale już kiedyś prowadziłam bloga jakieś pół roku i… usunęłam ze względu na opinie znajomych i różne przykre komentarze. To na prawdę niszczy pasje i strasznie ciągnie w dół. Oby takich przykrych sytuacji było coraz mniej… :-) Gratuluję Ci spełnienia marzeń. Głęboko wierzę, że też mi się uda. Dla mnie pisanie jest prawdziwą pasją i nawet jeśli będę miałam to robić dla kilku osób – to nie… Czytaj więcej »

K.

Właśnie takie wpisy najbardziej kocham na blogach osób, które osiągnęły sukces w tym co robią. Sama zawsze marzyłam by założyć bloga, biznes, ale kończyło się to tylko na wielkich, czasem nawet trochę szczegółowych planach. Mam zapał, pasję, ale właśnie tak jak piszesz ta świadomość, że coś nie wypali, że blog pozostanie kompletnie nieznany w sieci, jest przerażająco dołująca! W końcu jednak trzeba zrozumieć tą całą czarną magię pozycjonowania, SEO oraz wymyślić porządną identyfikację wizualną … Wpis naprawdę motywujący, może w końcu wezmę się w garść i zacznę robić coś co kocham. Jednak z tyłu głowy pozostanie: „Czy samo zaangażowanie starczy?”… Czytaj więcej »

Natalia Lis

To mnie pozostaje mocno trzymać za Ciebie kciuki. Bój się i rób. Nic się samo nie wydarzy.

świetny wpis! inspirujący :)

Ania Kotowska

Kurde, tego mi było trzeba. Wysłała mi link moja przyjaciółka, która robi mi zdjęcia na blog. Bo widziała że się dołuje, że mało kto komemtuje i statystyki leca. Dziękuję ❤️

Bardzo mądry i potrzebny tekst i tak bardzo motywujący do działania. Super jest przeczytać, że po drodze do sukcesu są także trudności bo przecież każdy z nas je ma ale nie każdy o nich mówi. I masz rację trzeba je zaakceptować. Brawo za odwagę. Ja sama jestem na etapie zmiany swojej życiowej ścieżki, czego jednym z elementów jest założenie bloga i zmiana pracy więc wiem o czym piszesz. Życzę dalszych pięknych sukcesów.

Fajnie, że o tym piszesz. Mnie też się tak wydawało, że tylko będę miała lustrzankę, założę stronę i od razu będzie sława, ochy i achy. Jednak stres i świadomość, że nie podołam, że nie zadowolę klienta skutecznie odbierał mi radość z pasji. Pomyślałam, ze ja się do tego nie nadaje, że pod presja czyichś oczekiwań nie stworze nic naprawdę dobrego. Chyba wiele z nas tak ma, ale cześć się poddaje a część coś z tym robi i idzie dalej ?

princess.malpka

kochana wielkie gratulacje za sukces i zycze dalszych <3

Bardzo mądrze napisane. Dobrze, że powstał ten wpis. Wszyscy widzą tylko sukcesy, nikt nie zwraca uwagę na drogę do nich, a po drodze zazwyczaj różnie bywa ;)

Cześć,
Ale super wpis. Bardzo bardzo się cieszę z Twojego sukcesu. Osiągnęłaś to, co jest marzeniem naprawdę wielu. W tym moim. Moja strona ma 1000 odsłon miesięcznie i pewnie na tym poziomie pozostanę. Pewnie nie zrobię na niej ani złotówki, ale to moje hobby i chociaż na nim nie zarabiam, to piszę o tym co uwielbiam. I może kiedyś kogoś sama zainspiruje. A to już coś, prawda? :)
Pozdrawiam i życzę powodzenia.
Kasia

Fajny wpis Piękne zdjęcia

Skarb

Gratuluję odwagi do przyznania sie do zwątpień i porażek.
Efektów ciężkiej pracy również gratuluję :-)

Natalia Lis

;) dzięks!

Joanna Krzepina

Będąc właśnie na etapie „N.N.T.Ś” parę dni zbierałam się do zostawienia śladu pod tym artykułem, co oznacza mniej więcej tyle, że gdzieś tam mnie drapał w głowie przez ten czas. Ciekawe jest zjawisko, że jakoś tak zazwyczaj zakładamy, iż piękne historie innych ludzi są im w naturalny sposób przypisane, ot, urodzili się do nich, więc teraz je tworzą. Bez brnięcia, potknięć etc. Ci ludzie od kołyski pewni siebie i swojej wartości ;) Fajnie, że zechciałaś podzielić się też drugą stroną medalu – budujące i dające do myślenia. Ps. Z boku patrząc te trzy lata rozwijania firmy mają oczywistą wielką wartość.… Czytaj więcej »

Cudownie :) Ja też marzę o takim happy endzie ;) który z kolei będzie początkiem kolejnej przygody :) Kocham w życiu właśnie to, że jest zmianą :)
pozdrówki :*

Karolina Beczek

Szczere gratulacje. :)

Ryszawa

Ach, podziwiam Cię.
Moja historia jest taka, że boję się otworzyć na nowe

Blog o Berlinie

Bardzo się cieszę, że się nie poddałaś! Praca na etacie to byłoby pozostanie w strefie komfortu, która taką ambitną osobę jak Ty na dłuższą metę by zamęczyła. Dzięki za ten wpis. Ja jestem teraz na początku drogi, też mam mnóstwo czarnych scenariuszy w głowie, ale właśnie takie słowa dodają mi skrzydeł i wiem, że się uda. Tak trzymaj :)

Gosia

Swietny wpis, mysle ze wiele osob sie w Twojej historii moze odnalezc