jak sobie poradzić z rozstaniem stratą poronieniem

Jak poradzić sobie z rozwodem

Nie wiem, w jakim momencie życia czytasz ten wpis. Być może z ciekawości, co się u mnie wydarzyło. Być może nie wiesz, jak poradzić sobie z rozwodem, rozstaniem, poronieniem, śmiercią.

Właśnie straciłaś ważną dla siebie istotę i szukasz ukojenia. Słów, które ten rozedrgany brak w Tobie wypełnią. Coś zalepią. Zatuszują.

I WŁAŚNIE DO CIEBIE PISZĘ.

 

Ja też szukałam otuchy w wielu miejscach. Ostatecznie znalazłam ją w sobie i jest to jedyne pewne miejsce. Ty. Nawet, jeśli teraz nie wierzysz w moje słowa i wydają Ci się abstrakcją.

 

Jeszcze kilka tygodni temu sama tego nie rozumiałam. Nie ogarniałam ani sercem, ani głową. Tymczasem, gdy dasz sobie czas na przeżywanie straty, ból zastąpi spokój i przekonanie, że dasz radę. Czas upłynie i ta pustka wypełni się czymś nowym i pięknym.

 

Wiem, że jest Ci ciężko. Że nie rozumiesz. Że się nie zgadzasz. Że nie chcesz. Że wypierasz.

Dlatego dzielę się z Tobą listą rzeczy, które pomogły mi w tych najcięższych pierwszych tygodniach. Przyniosły trochę ukojenia. Poukładały myśli. Skierowały mnie na właściwy tor. W stronę siebie.

 

 

Jak poradzić sobie z rozwodem

 

 

Ludzie

 

Mam to szczęście, że mam szczęście do ludzi. Naprawdę tak uważam.

Intuicyjnie czuję, komu mogę się zwierzyć na pierwszym spotkaniu, a gdzie brać nogi za pas, mimo że wysiłek fizyczny to ja niespecjalnie lubię. I powiem Ci, że mi się to sprawdza.

W ostatnich tygodniach bywały momenty, gdy samotność rozrywała mnie od środka. Ale zaraz potem kierowałam swoje myśli w stronę ludzi, którzy okazali mi OGROM wsparcia. Mogłam dzwonić, wpadać, przyjeżdżać. Karmili, słuchali, głaskali, organizowali rozrywki.

Niemal każdego dnia z kimś się spotykam, a po każdym takim spotkaniu czuję się trochę lepiej. Już nie powiem, że ludzie są moją siłą, bo ta siła jest we mnie, ale przyjaciele dodają mi energii. I wiary, że życie toczy się dalej.

 

Na ludzi trzeba jednak uważać. Nie każdy wie, jak się zachować i wesprzeć. Niektórzy zawsze postawią „ja” na pierwszym planie i będą Cię nim tłamsić.

Odcinaj się od takiej energii. Stawiaj wyraźną granicę, za którą schronisz siebie. Nieważne, że to Twoja babcia, przyjaciółka, brat. Zostaw te etykietki i skup się teraz na sobie. Nic innego się nie liczy.

 

 

Jak poradzić sobie z rozwodem – psychoterapia!

 

W przeszłości zaliczyłam już dwie trzymiesięczne terapie. Coś nie zaiskrzyło. Coś było nie tak. Stresu za dużo, emocji wiele, nie takie słowa, nie ten nurt.

Aż latem tego roku trafiłam na „mojego człowieka”. Na kobietę, której każde słowo wchodzi we mnie głęboko i zostaje. Mój psychoterapeuta marzeń :)

Czasem burzy, czasem buduje. Ale mam przekonanie, a raczej wiarę, że robi to, co jest dla mnie najwłaściwsze w danym momencie. I ta wiara, zaufanie powoduje, że czuję się zaopiekowana. W najlepszych rękach.

Rozmowa ze specjalistą to ogromna pomoc w tak trudnych chwilach, gdy mierzysz się ze stratą. Przeczytaj, napisałam całkiem pokaźny artykuł o mojej psychoterapii.

 


Gdy jest w Tobie ogromny brak czegoś, kogoś i nie potrafisz jeszcze tej pustki niczym wypełnić. Gdy budzisz się i nowa rzeczywistość dociera do żołądka ciężkim kamieniem. Siada na piersiach i odbiera oddech. Gdy jest nie do przyjęcia. Nie do zaakceptowania. Idź do psychologa.


 

Mnie bardzo pomógł. Pomaga.

 

 

Co jeszcze pomoże poradzić sobie w kryzysie? Leki

 

Melisa melisą, ale gdy w Tobie tylko przerażenie, lęk, ból, pustka… chemia ratuje. W tych najtrudniejszych chwilach, kiedy rosło we mnie przekonanie, że ja już nigdy i nic, to jedna mała pigułka pozwalała uwierzyć, że jeszcze kiedyś coś.

Dobrze dobrana nie otumania, nie zmienia Cię w innego człowieka. Po prostu pozwala uwierzyć, że kiedyś jeszcze staniesz na nogi.

Ból nie był dla mnie znośniejszy, lżejszy. Czułam się tak samo, tylko z tym ziarenkiem nadziei. Jeśli samo w Tobie nie kiełkuje, wybierz się do lekarza. Nie masz możliwości spotkać się z psychiatrą? Nawet lekarz POZ powinien Ci pomóc. Tylko bądź szczera. Przede wszystkim ze sobą. To nic złego potrzebować pomocy.

 

 

Książki mogą pomóc Ci poradzić sobie z rozwodem

 

Bardzo pomogły mi trzy pozycje, które teraz Ci polecę. Nie wiem czy pomogą Tobie. Bo muszą trafić i to w sam środek bólu, by z tego narodziło się coś nowego i na dłużej. Ale powiem Ci te tytuły, bo może teraz najbardziej na świecie potrzebujesz jakiegoś ukojenia, słowa, które jeszcze bardziej Cię rozsypie, byś zaraz potem sklejała się od nowa.

 

Przebudzenie – Anthony de Mello

Koi. Przytula. Bo odrzuca wszystko to, w co wierzyłam całymi latami. A jak się odrzuci wszystko to zostaje spokój. Ja i spokój. Spokój we mnie. Ja staję się spokojem.

20 minut lektury działa na mnie lepiej, niż tabletka Xanaxu.

 

Zrozumieć ACT – Harris Russ

To książka dla terapeutów, o terapii akceptacji i zaangażowania. Napisana jest jednak prostym językiem, choć rzeczy tam zawarte do wdrożenia takie proste nie są.

Celem terapii ACT jest zwiększenie elastyczności psychologicznej. Nie szczęście, bo szczęście nie jest wartością, szczęścia nie można robić.

Opiera się na 6 filarach, które zwalczają neurotyzm, uczą innej perspektywy, pomagają Ci osadzić się w „tu i teraz”, robić to, w co wierzysz i naprawdę docenić życie.

Porządkuje myśli do odpowiednich szufladek. A jeśli ta pozycja Ci nie odpowiada, kolejna jest w zupełnie innym stylu, łatwiejsza.

 

Twój umysł na detoksie – Santandreu Rafael

Śmiałam się, że to moja biografia, bo naprawdę wiele z opisanych tam problemów w pełni mnie dotyczyło. Ło. Czas przeszły. Zaznaczyłam dziesiątki fragmentów i czasem czytam je sobie, by przywrócić myśli do pionu. I to, co jeszcze jakiś czas temu wydawało mi się abstrakcją, teraz do mnie trafiło. Z wieloma problemami już się uporałam.

Wyzbywanie się potrzeb jest bardzo uwalniające.

 

 

Pisanie też pomaga poradzić sobie po rozstaniu, stracie

 

Natłok myśli? Bombardują Cię, atakują, dźgają w bok chudym palcem?

Weź kartkę i długopis i spisz to wszystko, co masz w sobie. Wyrzuć to w papier, on to przyjmie. Przez 10 lat pisałam pamiętniki i doskonale wiem, o czym mówię. Zresztą expressive writing jest metodą terapii

Ja w trudnych momentach piszę… wiersze. Zamykam ból w strofach i ruszam dalej. W ostatnich tygodniach napisałam ich czterdzieści kilka. Być może nawet kiedyś to wydam.

 

 

Ja sama

 

Kobieto. Nie znam Twojej sytuacji, Twojego bólu. W tych najtrudniejszych momentach możesz być otoczona setką serdecznych Ci osób, ale tak i tak cierpi się w samotności. 

Ty się rozsypujesz.

Ty musisz się posklejać. Ty musisz poradzić sobie z rozwodem, startą, rozstaniem.

Sama.

Kawałeczek po kawałeczku. Dzień po dniu. I licz się z tym, że rozsypywać będziesz się wielokrotnie.

Wódka, pracoholizm, przelotne związki, ryzykowne zachowania… to wszystko wyjątkowo nietrwałe spoiwa. Kuszą chwilową ulgą, a potem boli wciąż tak samo.

 


Trzeba Ci czułości. I kilku tygodni, miesięcy.

Potrzebujesz siebie, a to najtrudniej sobie dać, gdy ta cholerna sytuacja wyżarła Ci całe poczucie bezpieczeństwa, spokój, stabilizację i wiarę, że sobie poradzisz.

Daj sobie siebie. Wróć do siebie. Zaopiekuj się sobą. Bądź dla siebie dobra. Możesz krzyczeć z bezradności, ale naprawdę masz tylko siebie i to naprawdę uwalnia. Może jeszcze nie rozumiesz, ale jak zrozumiesz, niczego więcej nie będzie Ci trzeba.


 

 

Na zakończenie. Przytulam Cię.

 

Możesz nie wierzyć, ja też nie wierzyłam. Ale ta pustka wypełni się czymś wartościowym i pięknym.

 

To nie Tobie się to dzieje. To dla Ciebie.

 

Tylko najpierw pozwól sobie na ogrom bólu.

Bądź wściekła. Bądź zrozpaczona. Zawiń się na miesiąc w kołdrę albo codziennie widuj z przyjaciółmi. Przeżywaj to sobie w sobie i po swojemu.

Ale przeżywaj.

Nie uciekaj. Nie maskuj.

Szalej, tańcz albo rycz do nieprzytomności.

 

Pewna mądra kobieta powiedziała mi łzy się naprawdę kiedyś skończą. Dla mnie to też była abstrakcja.

Rób czasem nic. I daj się dopaść tym emocjom tak trudnym, że wbijasz sobie paznokcie w ramiona. Obserwuj je. Zrób im trochę miejsca. Daj im chwilę.

 

Minie kilka tygodni i to ziejące coś zmniejszy się, zabliźni, nie będzie o sobie przypominało w każdej sekundzie życia. Nauczysz się siebie na nowo. Zupełnie inaczej. Inna Ty. Silniejsza. Bliższa siebie.

4.8/5 - (30 votes)

DOŁĄCZ DO LISLETTERA

.

RÓB FANTASTYCZNE ZDJĘCIA TELEFONEM

Wartościowy artykuł? Udostępnij:

Share on twitter
Share on telegram
Share on whatsapp

SKOMENTUJ:

Subscribe
Powiadom o
guest
38 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

[…] miejsce. Ty. Nawet, jeśli teraz nie wierzysz w moje słowa i wydają Ci się abstrakcją. Czyli Natalia Lis z bloga Jest rudo i tekst o tym, jak poradzić sobie ze […]

Asia B.

Przeżyłam stratę i to każdą z tych, które wymieniasz… Każda bolała, każdą przeżyłam w inny sposób, ale wszystkie uczyniły mnie silniejszą. I to prawda, że wszystko czego potrzebujesz to Ty sama. Trzeba zmierzyć się z tym, co w środku, a potem nadchodzi nowe… Piękniejsze…

Klaud

A ja właśnie walczę ze sobą… niby wiem, że bardzo potrzebuję terapii, ale jednocześnie strasznie się boję. Już raz odwołałam wizytę na dzień przed. Mam nadzieję, że w końcu się odważę i przy pomocy terapeuty poukładam sobie wszystko w głowie.

Angelika

Dobre porady. Mam nadzieję, że kiedyś przyjdą czasy, że więcej osób będzie sięgać po pomoc zamiast kisić ją w sobie. Leki czasem pomagają, te dobrze dobrane, rozważnie i na chwilę. Skoro jest medycyna to czemu by nie korzystać. Polecam też krople walerianowe. Niby zioło, ale tak mocne leki, a można używać doraźnie i chwili największej potrzeby, żeby ukoić nerwy lub po prostu zasnąć. I tak jak pisałaś- CZAS- czas naprawdę goi rany. Napisałam nawet post o tym, że złe wspomnienia znikają szybciej niż te dobre. Ta świadomość czasem pozwala przeczekać gorszy czas, kiedy wiemy, że to minie. Trzymaj się ciepło… Czytaj więcej »

justynamdmx

Czekam na czas, by o moich przeżyciach móc już tylko pisać. Póki co wciąż boli. W moim przypadku książka, którą przytulam, to „Najgorszy człowiek na świecie”. Dodam, że nie chodzi wcale o problem alkoholowy. Krystyna to symbol, nazwałam jej imieniem drzewko świąteczne, które będzie ze mną i z dziećmi już 4 wigilię.

Natalia Lis

Dużo uścisków ślę. I wielki kubek pysznej herbaty. Może być z prądem, jeśli takowej Ci trzeba.

Patryk Tarachoń

Głowa jest jedynym miejscem, w którym nie cierpimy, tam jesteśmy sami z sobą, mając kogoś kto nas rozumie. :) Będzie dobrze, mocno się trzymaj i nie poddawaj.

Paulina Pudło

Szczery, trafiający do serducha wpis. Podoba mi się, że nie pisałaś jak połowa blogsfery coś typu „zaszalej, dużo się spotykaj z przyjaciółmi a wszystko Ci minie i znowu będziesz mogła się cieszyć życiem”. U Ciebie to przybrało formę poważną, bo strata jest czymś poważnym i naprawdę można cały wpis odebrać jako jedną z najlepszych rad dla kogoś, kto właśnie coś utracił bądź z czymś się rozstał. Czas to jedna z najważniejszych walut i mało w to ktokolwiek wierzy, lecz to właśnie on leczy najbardziej rany. Z czasem do wszystkiego człowiek idzie się przyzwyczaić jak wygląda obecna sytuacja i ten ból… Czytaj więcej »

Natalia Lis

Paulina, bardzo Ci współczuję Twojej straty, strat.
A i cieszę się jednocześnie, że dostrzegasz plusy, zmiany na lepsze, że do nich dążysz…

Magdalena Paździor

Cześć! Co za wpis. Taki, po którym miałabym ochotę podbiec do Ciebie i mocno Cię przytulić mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Ułoży się, bo przecież zawsze się układa.
Jednak najpierw żałoba, którą zawsze trzeba przeżyć.
Ściskam mocno i życzę samych ciepłych i dobrych chwil!

Natalia Lis

Ja Ciebie też ściskam! :*

Madzia Rębowiecka

Ściskam Cię mocno! W czerwcu odszedł mój ukochany Tatuś… ciężki czas, ale staram się…

Natalia Lis

Utulam mocno.

Sebastian Florek

Dziękuję
Życzę dobrego.

Ryszawa

Bardzo poruszający wpis.
Ściskam Cię i życzę wszystkiego dobrego.

ewelin_aleni

,,20 minut lektury działa na mnie lepiej niż tabletka Xanaxu” To po co w ogóle tabletki? Czy jest sens?
Zgadzam się że niemalże że wszystkim. Jedną rzecz wykluczyłabym na pewno: to chemia.

Asia

Zgadzam się! Chemia tylko opóźnia to co jest konieczne do życia – akceptację. No i jednak każda jej odmiana szkodzi…

Malgorzata ABY K.

Żyję dzięki tej demonizowanej chemii. Po próbach samobójczych, pakowaniu się w multum niebezpiecznych sytuacji w maniach (może kiedyś napiszę o tym książkę), czterech pobytach w szpitalu psychiatrycznym mam w końcu dobrze dobrane leki i mogę uczyć się, pracować, robić mnóstwo fajnych rzeczy, żyć :) Prawdopodobnie prochy będą ze mną do końca życia (dwubiegunówka) i już to w pełni akceptuję. Jedni muszą brać tabletki na choroby somatyczne, ja muszę na głowę. Tak wyszło.

princess.malpka

Trzymam kciuki :)

Aneta Wójcik

Dokładnie tak jak piszesz. Ja miałam to „szczęście „, że akurat jestem w trakcie terapii, więc mogę na bieżąco raz w tygodniu pracować nad tymi emocjami. Tabletki owszem pomogły nie czuć ale po rozmowach z psychiatrą i terapeutką postanowiłam jednak się z tym zmierzyć i leki brałam tylko przez tydzień. Są momenty, kiedy rozrywa mnie od środka i chcę wziąć ale tego nie robię, bo chcę nauczyć się z tym żyć. Książki też pomagają ale chwilowo nie jestem w stanie czytać. Jak brałam leki to thriller psychologiczny na chwilę pomagał się oderwać. Teraz tylko piszę. W 21 dni zapisałam 100… Czytaj więcej »

Kasia

To wszystko jest taaaaak bardzo trudne i pogmatwane…

Aneta

Są rzeczy na ktore potrzeba nawet lat. Mam 26 lat i od 11 miesięcy jestem „wdową”. Pisze w cudzysłowie bo na czerwiec był zaplanowany ślub a J. zmarł w grudniu. Niedługo pierwsze Boże Narodzenie bez Niego. Po wielu wspólnych latach. Żyję, ja nadal żyję. Bo mam dla kogo. Bo mam dziecko. Ale żal do świata, ból i tęsknota towarzyszą mi nadal. Każdego dnia. Płacze nocami, płaczę gdy jade na cmwntarz, płaczę… Moje łzy nie skończyły się po roku…

Natalia Lis

Tak mi przykro.
Nic więcej nie mogę powiedzieć. Nie musisz być silna. Pozwól sobie na ten ból. Łzy się kiedyś skończą.

Kasia

Szanuję Cię za ten wpis wymagający odwagi, otwartości i szczerości. Też zastanawiałam się skąd ta cisza u Ciebie. Ale faktycznie, czasami tak musi być. W trudnym momencie poznałam kilka osób, które dały mi kawałeczek swojej energii i kilkoma słowami pokazały, że mój cel, moje życie i marzenia nadal są przede mną, nigdzie nie zaginęły… a to ja się pogubiłam :) I do dziś pamiętam kilka zdań od przyjaciela „Żaden czas nie jest stracony, zawsze coś się wynosi jakieś nauki – dobre czy złe. To kształtuje naszą osobowość. Życie przynosi nam różne niespodzianki – dobre i złe, nie zawsze jest wspaniałe.… Czytaj więcej »

Martyna Szkołyk

Bardzo mądry wpis, na pewno jego napisanie kosztowało Cię wiele emocji. Też przytulam na odległość, jeszcze będzie okej. :)

Cześć,
Do tego wpisu dodałbym punkt wiara. Gdy zmarł mój dziadziu, to głównie pomogła mi świadomość, że jest w lepszym miejscu, gdzie nie jest schorowany i ze patrzy na mnie teraz i na pewno byłoby mu przykro, że jestem taka smutna. I dlatego starałam się uśmiechać. Dla niego właśnie.
Pozdrawiam,
Kasia

dorkalilaroz

Strata, niestety bardzo znane mi pojęcie ? Straciłam dziadków, rodziców, teściów i córeczkę w 5 miesiącu ciąży . Za każdym razem było ciężko. Najlepiej pomagał czas. Słuchanie muzyki no u robienie zdjęć. Kiedy zmarła moja mama moja córcia( obecnie 2,5 letnia) miała 2,5 miesiąca, ona przede wszystkim pomagała przetrwać ciężkie chwilę, tak samo kiedy 1,5 roku później zmarła teściowa..Tak więc moim zdaniem pojęcie, że czas leczy rany jest bardzo prawdziwe. Do tego wsparcie bliskich osób, ukochana pasja, muzyka i terapia. Pozdrawiam serdecznie?

Nadine Lu

Ja w temacie rozstania – Z perspektywy ponad dwóch lat od rozstania i rozwodu: to najlepsze co mogło mi się przytrafić. Totalna czystka w moim życiu, żeby można było na nowo wybudować to, na czym tak naprawdę mi zalezy. Przez rok składałam sie do siebie, przez pierwszy miesiąc wegetowałam i robiłam tylko to, co faktycznie musze (głównie przy rocznym dziecku), bo świat się zawalił. A potem puszczalo. Po 2 latach mam moje samodzielne, wymarzone życie, o jakim marzyłam i czuję wdzięczność za ten rok w rozsypce. Rozstania są dobre, bo dobre związki się nie rozstają.

Marta

Też ostatnio pisałam o temacie straty.. To mega ciężkie doświadczenie, dobrze jest móc spojrzeć jak ktoś inny odnajduje się w tym temacie, co on ma do powiedzenia. Bardzo wartościowy tekst!

Lukasz

Super tekst ?

Agnieszka

Pani Natalio, dopiero co przeczytałam ten artykuł. Przykro mi, że musiała Pani przez to przejść. Dzięki za przytulenie i przytulam zwrotnie:-)))

[…] najpopularniejszego bloga fotograficznego z Polsce, otwarcie opisała trudne chwile w życiu i to jak sobie z nimi radzi , między innymi korzystając z […]

Michał

Nie do końca rozumiałem ten wpis. Dopiero dzisiaj po Twoim newsletterze, w którym nieco odkryłaś karty dowiedziałem się,że chodzi o męża. Bałem się,że strata dotyczyła dziecka… Facetem się nie przejmuj :-) Fajna dziewczyna jesteś, energiczna, pozytywna i całkiem ładna ;-) Dasz radę!

Joanna Duda

Jasne, że dasz radę. Na pewno już dałaś! I pamiętaj nie jesteś sama:)

Joanna

” … rycz do nieprzytomności.” Działa niezawodnie i szybko.
Znajdź miejsce, gdzie nikt cię nie usłyszy (najlepiej w polach, lesie) i krzycz, krzycz tak głośno jak nigdy wcześniej, rycz z najgłębszego miejsca twoich płuc, wyj aż do zmęczenia … aż się oczyścisz z tej złej energii (żalu, smutku, zawodu, krzywdy, niesprawiedliwości). Potem połóż się na ziemi i przytul do trawy, mchu … niech cię ukoi i też przytuli, i da siły by iść dalej. W Matce Naturze siła !

Ola

Zmiany ciągłe zmiany. Wszystko się zmienia, czasem myślimy, że wszystko się ułożyło i będzie to już stałe. Nagle wszystko rozpada się jak bańka mydlana. Zaczęłam Cię czytać kiedy te zmiany jeszcze u mnie nie nastąpiły, byłam młodsza, bardziej spontaniczna. Potem poznałam kogoś było cudownie pojawiło się dziecko owszem lekki strach, ale i dopełnienie szczęścia. A teraz moja córka skończyła roczek, a ja jestem z Nią sama. Kocham i uwielbiam nad życie. A przecież nie tak miało. Ale trzeba być silnym. W pewnej bajce jest taka kwestia: „Iść ciągle naprzód i naprzód”. To idę. I ty też idź. Może przez pewien… Czytaj więcej »

Mateusz

Pięknie opisane.
Od 4 lat jestem po rozwodzie.
To co mi się nasuwa na myśl, gdy pomyślę o odpowiedzi na pytanie „Jak sobie z tym poradziłeś?” to…

Wybaczenie. Takie prawdziwe. Najgorsze to co można robić to rozpamiętywać w nieskończoność.

Wiem, że przyszło to w całkiem niedługim czasie po wyprowadzce EX.
Ja chyba wiedziałem od dawna, że do tego zmierza. Może zdążyłem się przygotować. To trochę jak ze śmiercią bliskiej osoby – masz czas, żeby się pożegnać gdy nie następuje to nagle.

Życzę wszystkim, którzy to teraz przechodzą: spokoju wewnątrz siebie i wybaczenia.

Życie dopiero przed wami.

Dzięki za ten wpis.