minusy prowadzenia bloga - ciemna strona blogowania

Ciemna strona blogowania #3 – trudy pracy blogera

Zapraszam Was na trzecią już część cyklu Ciemna Strona Blogowania. Dziś sobie pogadamy o trudach pracy blogera. Bo, że to trudne zajęcie i nie dla każdego tłumaczyć nie muszę? A może jednak trochę powinnam. Cel mam czysto edukacyjny.  Jeśli dopiero zaczynacie blogowanie, będziecie wiedzieć, czego się spodziewać. A jeśli nie planujecie, to ten tekst pozwoli Wam lepiej zrozumieć, że nie ma pracy idealnej. Gotowi na obalenie mitów? Uwaga, wszystko zaraz runie!

 

Wy mnie dobrze znacie, ale w razie, gdyby tekst czytał zupełny świeżak, wyjaśnię, że to nie zbiór narzekań. Lubię sobie czasem pomarudzić (świetnie podsumował to Pan Mąż w jego tekście Jęczybuła), ale zbiór wpisów Ciemna Strona Blogowania ma przede wszystkim uczyć, wyjaśniać, pokazywać, jak blogowanie wygląda naprawdę. Bez lukru, cukru pudru, bez ksylitolu nawet no!

 

Przeczytaj także:

 

Każde zajęcie składa się z tych fajniejszych obowiązków i tych nieco mniej. Są też takie znienawidzone, które zrobić trzeba i kropka. Bywa i tak, że te lubiane zaczynają nam brzydnąć, gdy ogrom zajęć, albo choroba, albo pada. Słyszeliście pewnie: rób to, co kochasz, a nigdy nie będziesz musiał pracować.

Powtarzam się, ale to zdanie jest maksymalnie szkodliwe. Kształtuje w młodych ludziach poczucie, że jak już zatrudnią się na tym wymarzonym stanowisku/otworzą swoją działalność będą nareszcie na wiecznych wakacjach. A to bzdura kompletna jest! Każde, powtarzam, halo, KAŻDE zajęcie ma swoje jasne i ciemne strony. I teraz poczytacie o minusach blogowania.

 

Minusy prowadzenia bloga

 

Tona maili

Fajnie jest dostawać propozycje współpracy. Równie fajnie czytać historie super Czytelników. Uwielbiam dowiadywać się, co u Was, jak się rozwijacie, chętnie też pomagam rozwiązać foto-dylematy. Problem rodzi się, gdy tych maili dostaje się kilkadziesiąt dziennie.

Nie przesadzam.

Są takie dni, kiedy wyczyszczę skrzynkę, idę na lunch, wracam i zastaję dwadzieścia-kilka nowych wiadomości. Dlatego też nie jestem w stanie na wszystkie odpisać, choć oczywiście się staram, jak mogę ;) Nie deleguję maili, czytam wszystko, ale nie wszystkim odpowiadam.

Od kiedy w książce Asi Glogazy przeczytałam, że ona też nie odpisuję wszystkim, nie mam wyrzutów sumienia. Jest jak jest. Zamiast produkować się w wiadomości prywatnej, wolę w tym czasie napisać przydatny artykuł, który przeczyta 5 tysiący ludzi. Sorry. Brutalna prawda, z którą musiałam się pogodzić i Wam też mówię wprost, jak jest.

 

Bloger, i sterem, i okrętem

Prowadzenie poczytnego bloga wymaga wyspecjalizowania się w wielu różnych umiejętnościach. Nie wierzycie, to już wymieniam kilka z nich:

  • Trzeba dobrze pisać – i na to składa się własny styl, ale znajomość zasad, jak tworzyć teksty w sieci, interpunkcja, ortografia, składnia, formatowanie tekstu; inaczej pisze się na blog, inaczej w SM;
  • Blog musi wyglądać – jestem zdania, że w obecnych czasach brzydkie/nieczytelne/nieestetyczne blogi nie mają racji bytu; a wygląd to nie tylko logo, które możesz zrobić np. w Canva, ale i cała szata graficzna; nie wiem, jak Ty, ale ja bardzo nie chcę grzebać w kodzie, który brzmi równie sympatycznie, co starogermański… Jest też kwestia zdjęć – jasne, możesz korzystać z darmowych zdjęć (polecam mój bank zdjęć! a co!), ale w przypadku np. bloga kulinarnego, cóż, czarno to widzę.
  • Blog musi działać – jeśli piszesz na darmowych platformach, nie ma się co martwić; problem pojawia się, gdy chcesz mieć bardziej profesjonalnego bloga i przechodzisz na WordPress.org. Tutaj już mamy domenę, hosting, szablon, który trzeba dostosować, ogarniasz to?
  • SEO jest mega-ważne – jeśli masz na blogu jakikolwiek tekst, który jest aktualny teraz, ale będzie także za miesiąc i za rok, to powinieneś zadbać o odpowiednie SEO, dzięki temu artykuł będzie wysoko w wyszukiwarkach, a w efekcie Twój blog odwiedzą nowi czytelnicy; brzmi prosto, ale wymaga trochę praktyki i dobrego nauczyciela. Poczyniłam już pierwsze kroki w tym temacie i możecie przeczytać u mnie 3 artykuły Podstawy SEO na blogu (WordPress i Blogger);
  • Promocja przez social media – możesz tworzyć najbardziej wypasione teksty na świecie, ale ludzie sami Cię nie znajdą, a już na pewno nie na początku Twojej działalności. Dlatego tak ważna jest promocja swoich treści, a to trudne zadanie, wiem co mówię! Prowadzenie kilku kanałów social media pochłania czas, ale i wymaga zgłębienia informacji, jak one w ogóle działają, a raczej, jak z nich korzystać, by działały. Do tego możesz dodać newsletter – wielka przyjemność, na którą brakowało mi czasu przez ostatnie pół roku!

 

I oczywiście, że te wszystkie rzeczy można zlecić. Jednak znakomita część początkujących blogerów, zakłada blog, bo chce pozyskać dodatkowy dochód, a nie generować koszty. W pełni to rozumiem, dlatego uprzedzam lojalnie, że blogowanie to zajęcie dla ambitnych ludzi, którzy nie boją się wyzwań i lubią uczyć nowych rzeczy. Bo w tej branży ciągle coś się zmienia, nowości nie brakuje.

 

MOJA RADA

Mam taką zasadę, że uczę się wszystkiego, co przyda mi się wielokrotnie. Nie wyobrażam sobie nie znać SEO, w końcu optymalizuję niemal każdy post. Sama tworzę treści do social media, bo chcę mieć z Wami ciągły kontakt. Uczę się, jak lepiej pisać, w końcu tworzenie bloga to pisanie bloga, nie inaczej.

Zlecam zaś wszystko to, co wymaga jednorazowego działania. Od lat współpracuję z firmą OpiekunBloga.pl, która dba o prawidłowe działanie bloga i sklepu, pomaga mi przy nagłych problemach, a także zapewnia domeny i hosting. Jeśli szukacie stabilnego, pewnego hostingu i chcecie czuć się prawdziwie zaopiekowani, tak jak ja, to polecam całym serduchem. Dla chętnych mam 10% rabatu na pierwszy rok hostingu, po kliknięciu tutaj: CHCĘ 10% RABATU!

Dzięki takiemu podejściu czuję się samodzielnym blogerem, ale nie Zosią-Samosią, która wszystko zawsze musi sama. Szanuję swój czas i Wam też polecam.

 

Ktoś zawsze coś

Gdy blog zacznie zbierać wokół siebie społeczność, albo chociaż liczby, zaczną się do Ciebie zgłaszać wszyscy. Po pomoc, po wsparcie, po ambasadorowanie, po promocję, po udostępnienie, po wzmiankę, po wpis, po ogłoszenie, po reklamę. Nie ma nic złego w zadaniu pytania, przesłaniu oferty, propozycji. W pełni to rozumiem. Jednak tym punktem chcę uświadomić wszystkim, jak trudne jest podjęcie decyzji.

Nie da się pomóc wszystkim. Trzeba sobie to uświadomić. Postanowić. To pozwoli zachować asertywność.

Raz wypromujesz czyjś blog, a masz jak w banku, że pytania od kolejnych chętnych będą płynąć wartkim strumieniem, wprost do Twojej skrzynki (patrz pierwszy punkt). To jeszcze pikuś.

Jako osoba wrażliwa, empatyczna mam największy problem z wiadomościami, od matek chorych dzieci na przykład. I tutaj bardzo trudne zadanie, jak pogodzić chęć pomagania z blogiem? Nie takie proste. Wiem, że mam rewelacyjnych czytelników, ale wiem też, że szybko poszlibyście gdzieś indziej, gdybym dwa razy w tygodniu wrzucała smutne ogłoszenie z prośbą o pomoc. Przychodzicie do mnie po konkretne treści.

Dlatego postanowiłam pomagać we własnym zakresie, ja, Natalia Sławek, nie blog Jest Rudo. A Ty zrób, jak Ci mówi serducho.

 

Cierpliwość drugie imię blogera

Zgadnijcie, ile czekałam na pierwszą zarobioną z bloga złotówkę?
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
2 lata.
W tym czasie napisałam niemal 300 artykułów. 1 artykuł to średnio 3-6 godzin pracy. Macie kalkulator?
Potem wskoczył jeszcze jeden wpis partnerski i znowu długo, dłuuuugo nic.

A teraz zgadnijcie, ile czekałam na współpracę stricte związaną z fotografią?
Niemal 3,5 roku.

Gdyby nie cierpliwość, albo niewłaściwa motywacja (kasa? sława?), już dawno rzuciłabym to w cholerę, albo Wy rzucilibyście mnie. Bo propozycje dostawałam już po kilku tygodniach prowadzenia rudego bloga, tylko wszystko, jak leci, odrzucałam. Nadal tak jest – propozycji współprac spływa do mnie kilka – kilkanaście tygodniowo. A ile z nich widzicie na blogu? No właśnie.

Myślę, że to dobry moment, by opowiedzieć Wam o tych najzabawniejszych z mojej perspektywy. Proponowano mi:

  • gaśnicę :D – w zamian za wpis na blogu
  • zapas kostek toaletowych na miesiąc – to samo, wpis na blogu
  • zapas wody butelkowanej na miesiąc (a ja wielka fanka kranówki!) – tutaj oczekiwano zostania ambasadorką marki przez kilka miesięcy
  • 5 artykułów sponsorowanych za 250 zł (w tym czasie cena jednego artykułu u mnie to był koszt rzędu 2500 zł netto)
  • napisanie serii artykułów specjalistycznych w zamian za… link do mojego bloga

Ponadto zgłosiła się do mnie marka produkująca części do samochodów, twierdząc, że nasze biznesy są bardzo podobne i powinniśmy rozpocząć długofalową współpracę. Regularnie też otrzymuję propozycję działań wszelakich w zamian za zestaw kosmetyków. Równie regularnie je odrzucam.

Oczywiście problem ten nie dotyczy osób, które blogują dla przyjemności. Jednakże biorąc pod uwagę liczbę zapytań o kwestie finansowe, związane z blogiem, które do mnie spływają, wiem, że tych, co chcą zarobić jest całkiem sporo. I super! Bo blogowanie to naprawdę fascynujące zajęcie, daje radość i spełnienie, a jak można blog przekuć na biznes, to dopiero pięknie.

 

 

Szalenie praco i czasochłonne zajęcie

Wspomniałam już wyżej, że jeden artykuł to 3-6 godzin. To taka wersja optymistyczna, bo są wpisy, nad którymi pracuję bite dwa dni, czyli jakieś 20 godzin. Są i takie, które przygotowuję przez tydzień (wyzwania foto na przykład), a potem wybieram zwycięzców kolejne 2 dni.

Aby stworzyć 56 sekund wideo, łapałam chwile całe dwa miesiące.

Wpisy z serii #rudeM tworzone są przeze mnie od miesięcy. Towarzyszy temu wymiana setek maili, bo są to posty, które powstały we współpracy z markami.

Wybór najlepszych aparatów na dany sezon to także kilka dni bardzo dla mnie żmudnej roboty. Bo ja przecież wiem, jaki aparat kupić.

Czasem dniami testuję konkretne urządzenie, by przygotować dla Was rzetelną recenzję, poradnik, który wyjaśni wszystkie niejasne kwestie.

Mogłabym tak dalej, ale po co. Chyba macie już jakiś obraz?

Wyobrażam sobie ile pracy kosztuje znalezienie świetnego przepisu, zrobienie ciasta, opisanie wszystkiego, zrobienie zdjęć, edycja zdjęć, finalnie połączenie wszystkiego w całość. A ciasto może się też nie udać. Przepis wymagać dopracowania. Czaicie? Nie chcę nikogo zniechęcić, chcę uświadomić.

Pół biedy, kiedy blogowanie jest Twoim jedynym zajęciem. Ale powiedzmy sobie wprost, tylko niewielki procent blogerów utrzymuje się z pisania bloga. Ja teraz jestem w tym bardzo komfortowym położeniu – zajmuję się pisaniem dla Was i prowadzeniem sklepu. Czasem łapię zlecenie fotograficzne. I bardzo sobie to cenię.

Jednak pierwsze 2 lata, gdy jeszcze mieszkałam w Anglii, oprócz rozwijania rudego bloga, pracowałam na etacie, prowadziłam swoją firmę fotograficzną i wybrałam się do collegu ;) Znałam swój cel i dałam radę, choć było cholernie trudno.

 

Kreatywnie czyli jak?

Wiecie co, pisanie, tworzenie czegokolwiek to zajęcie wymagające kreatywności. A kreatywność to coś, co bardzo ciężko „wytrzepać z rękawa”. Jeśli jestem przemęczona, chora, w złej formie, od razu odczuwam, jak spada moja kreatywność. Niby siadam przed komputer, ale litery nie sklejają się w słowa, a te w zdania to już w ogóle nie bardzo. Nie chce mi się robić zdjęć, nie mam siły, ochoty, a mam wielkie nic.

Każdy z nas bywa zmęczony,  ma jakieś problemy, rozchoruje się raz na jakiś czas. I w „normalnej” pracy często można pościemniać, coś tam zrobić, jakoś się zakręcić i już, praca zrobiona. Może nie idealnie, ale jakoś tam lekko do przodu się posunęliśmy. A jak L4, to ktoś za nas coś.

Tymczasem nienapisany tekst pozostaje tekstem nienapisanym.

I wtedy pojawiają się dylematy. Odpocząć? Zmusić się? Wierzyć w wenę? Olać natchnienie? Wypić kawę? Matko-z-córką która to już dziś? To może chociaż mocną herbatę? Padam na twarz, czy się rozczulam?

 

Praca, czy życie, czy już praca

No właśnie. Bardzo łatwo popłynąć na tej fali tworzenia i zarzucić sieci także na czas, co prywatnym być powinien. Problem z blogowaniem polega na tym, że niejednokrotnie nasze życie rodzinne mocno przeplata się z zawodowym. By nie zwariować, trzeba postawić krechę. Wyznaczyć granice, zasady, kodeks.

Nie powiem Ci przecież, co tam ma się znaleźć. To Twoje życie, Twoje przyzwyczajenia, Twoje prawo do odpoczynku. Chciałabym tylko, byś o tym, Rudziku, pamiętał. Nie da się być cały czas w pracy i nie czuć zmęczenia. To tak nie działa. Nawet jak najbardziej na świecie uwielbiasz blogowanie, nie pozwól, by wypełniło całą Twoją dobę. No chyba, że bardzo szybko chcesz je znienawidzić.

 

Wyszedł mi kolejny tekst-kolos, ale bardzo chciałam tą trzecią częścią zamknąć cykl Ciemna Strona Blogowania. Mam nadzieję, że obraz blogera siedzącego pod palmą, pomijającego pinacoladę, trochę Wam już się rozmył, zamazał.

Jeszcze raz podkreślę, że nie chcę nikogo odwieść od założenia bloga! Wręcz przeciwnie, bardzo Was do tego zachęcam, bo to cudne zajęcie, dające masę satysfakcji, radości, a z czasem być może i pieniędzy. Jednak miejcie na uwadze trudności, które mogą się pojawić, na jakże wyboistej ścieżce do popularnego bloga.

 

Blogerze, daj znać, co jest dla Ciebie największym minusem w blogowaniu? A osoby, które dopiero planowały start w blogosferę – zniechęciłam Was czy wręcz przeciwnie???

Czekam na Wasze komentarze!