współpraca z blogerami

Współpraca z blogerami

To już kolejna część cyklu Ciemnej Strony Blogowania. Dziś pogadamy sobie o współpracy z markami, agencjami. Mój artykuł nie ma na celu szykanowania, nie jest to też wpis rozrywkowy. Traktuję go raczej jako materiał edukacyjny, który ma dwie cudowne funkcje: początkującym blogerom otwiera oczy i pomaga przejść przez te pierwsze komercyjne współprace, a wszystkim postronnym uświadamia, że blogowanie to fajna praca, ale jednak praca, która ma też minusy.

Możemy zaczynać? Nie! Bo jeszcze Wam nie podziękowałam za pozytywny odbiór pierwszej części. Czasami jak czytam na innych blogach o tych wszystkich dziwnych zachowaniach odbiorców, to mam wrażenie, że jest rudo = jest fajnie i nie ma tu takich zachowań. Obawiałam się, jak przyjmiecie krytykę wymierzoną prosto w odbiorców, ale moje obawy były zupełnie niepotrzebne. Jesteście super.

Przejdźmy już do właściwej części – jak wygląda współpraca z markami i agencjami od tej ciemnej strony.

 

„Na wczoraj”

Niech mnie ktoś oświeci, jak to jest, że kampania X planowana jest pół roku wcześniej, w TV reklamy są na czas, celebryci też, nagrody za milion pięćset zatwierdzone, regulaminy ustanowione, noty prasowe na portalach dawno opublikowane, a współpracę z blogerami organizuje się na samym końcu?!

Chorym standardem jest współpraca mieszcząca się w roboczym tygodniu. W poniedziałek poznajesz koncept, a do piątku ma już być wpis, wsparcie w socialach i jeszcze 3 dni wcześniej artykuł do zatwierdzenia wysłać trzeba :D I czas na poprawki też znaleźć się musi.

 

 Jak sobie z tym radzić 

Rozwiązanie jest zero-jedynkowe. Opcja 0 – rzucasz wszystko i poświęcasz się nowemu projektowi „na wczoraj”, opcja 1 – rezygnujesz, ze względu na brak czasu i inne ważniejsze rzeczy w tej chwili.

 

Niewywiązywanie się z terminów, przesuwanie dat publikacji

Pewnie osoby po tej drugiej stronie myślą dokładnie tak samo, bo wiem, że blogerzy święci nie są. Mam to ogromne szczęście, że znakomita większość moich komercyjnych współprac odbyła się w terminie, bez nadmiernego naginania cierpliwości drugiej strony. Mam szczęście do ludzi, no!

Czasami jednak jest tak, że klient sobie coś nowego wymyśli, agencja zrobić musi, a ja mam do podjęcia decyzję, czy się dostosowuję, czy odpadam. Pół biedy, jeśli jeszcze nie poświęciłam czasu na przygotowanie materiałów. Wtedy łatwiej odpuścić. Zupełnie inna kwestia, gdy wpis na blogu gotowy czeka, a tu takie kwiatki. I co wtedy? Rezygnować i stracić ten czas? Naginać się i publikować? Wy lubicie pracować za free?

Mam taką zasadę, że nie chcę publikować obok siebie wpisów partnerskich. Czasem bardzo spoci mi się mózg, żeby logistycznie to ogarnąć.

 

 Jak sobie z tym radzić 

W tym przypadku musisz wybrać mniejsze zło. Albo naginasz się i publikujesz w nowo ustalonym terminie (czasami nowy termin publikacji z niczym nie koliduje i jest okej), albo odpuszczasz, licząc się z utratą zarobków i ew. czasu, który już poświęciłeś na przygotowanie się do akcji.

 

Wymaganie więcej po czasie

Samo myślenie o tego typu zagrywkach podnosi mi ciśnienie.

Z doświadczenia własnego i znajomych blogerów wiem, że czasami agencje/przedstawiciele marek, umyślnie, lub zupełnie niewinnie, próbują dołożyć nam dodatkowych obowiązków, nie podnosząc przy tym kwoty wynagrodzenia.

O ile sytuacja ta ma miejsce na pierwszym etapie – negocjacji – wszystko jest okej. Obie strony chcą dla siebie „ugrać” jak najlepsze warunki i to od Was zależy, jakie sobie ustalicie zasady i na ile będziecie w stanie je nagiąć.

Ja mam jawny cennik dostępny w zakładce Współpraca i to jest mój benchmark. Jeśli druga strona będzie chciała zbijać cenę, możecie zaproponować jakieś dodatkowe działania (Insta Stories, newsletter itd…), zamiast od razu godzić się na pomniejszoną sumę.

Nie ma też nic złego w wykonaniu tej samej pracy za mniejszą sumę – czasem projekty są tak wartościowe, umożliwiają spotkania z super ludźmi, lub uczą mnie tak fantastycznych rzeczy, że wynagrodzenie gra tutaj któreś-tam skrzypce.

Inna kwestia, gdy wszystko już ustalone, klepnięte, post niemal gotowy, a agencja/marka wyskakuje z dodatkowymi wymaganiami. Żądają zmiany ceny, dodatkowych aktywności, płatnej promocji na Facebooku, lub innych rzeczy, które będą kosztować Cię nieplanowaną pracę, lub kasę.

 

 Jak sobie z tym radzić 

Grzecznie poinformować, że te działania wykraczają poza zakres omówionej wcześniej współpracy. Jeśli propozycja jest okej i możesz się zgodzić na te dodatkowe działania, zwyczajnie je wyceń. Być może będziesz musiał zrobić coś dodatkowo, ale otrzymasz za swoją pracę wynagrodzenie. W korpo też nie tyrasz nadgodzin za free. No chyba, że w korpo się tyra, a ja nie wiem ;)

 

Nierówne i szkodliwe zapisy w umowach

Ostatnimi miesiącami przeszło mi przez łapki bardzo wiele różnych umów o współpracę. Nie były to umowy tworzone na potrzeby naszej współpracy, a ogólne wzory, jakie do tej pory używała agencja/marka. Wiecie co, jestem autentycznie ZAŁAMANA I ZMARTWIONA, jak wyglądają takie zapisy.

Rozbiję to na części pierwsze, aby trochę Was uczulić i przestrzec.

 

Zapisy nierówne

Jeśli Ty za złamanie zakazu o poufności masz do zapłacenia marce 20.000, a o nich nie ma mowy – to jest nierówny, niesprawiedliwy wręcz zapis.

Jeśli w umowie jest zapis o karach za jakiekolwiek opóźnienia/niedotrzymania itp. powinny być nałożone na obie strony w takim samym stopniu.

Jeżeli marka/agencja może zerwać umowę ze skutkiem natychmiastowym, gdy Ty się nie wywiążesz, w umowie powinien być zapis, że zasada dotyczy obu stron. Agencja też czasem „nie dowozi”.

 

 Jak sobie z tym radzić 

Informować, że umowa powinna być równa i tak samo chronić i obciążać obie strony. Wypunktować zapisy, które w naszej opinii krzywdzą/faworyzują jedną stronę i prosić o zmianę. U mnie do tej pory działało.

 

Zakaz konkurencji

Jeśli na blogu mam długoterminową akcję z marką, to zapis o zakazie konkurencji wydaje mi się jak najbardziej uzasadniony i chętnie taki dokument podpiszę. Znacie mnie i wiecie, że nie jestem osobą, która w styczniu przekona Was, że najlepszy jest Nikon, a w lutym już, że jednak Canon to król.

Inna kwestia, gdy akcja jest szybka, jednorazowa, czasem ograniczająca się tylko do działań w kanałach social media, a zakaz konkurencji do podpisania na pół roku. Hola hola, toż to bardzo nieproporcjonalne do zakresu prac, a także do wynagrodzenia.

Bo zakaz konkurencji to nic innego, jak niemożność wzięcia udziału w jakiejkolwiek innej akcji przedmiotu konkurencyjnego.

 

 Jak sobie z tym radzić 

Negocjować. Negocjować. Tłumaczyć. Jeśli marka/agencja będzie obstawać przy swoim, możecie zaproponować podwyższenie wynagrodzenia, które zrekompensuje Wam potencjalne straty. No chyba, że wiesz, że współpraca z marką konkurencyjną w tym terminie nie jest realna, to może szkoda zachodu?

 

Przeniesienie autorskich praw majątkowych

Mój faworyt, ulubiony kotek, no.

Wyobraź sobie, że szykuje się współpraca. Warunki dogadane, wynagrodzenie też. Masz zrobić wpis i dużo pięknych zdjęć. A potem dostajesz umowę, a w umowie zapis o przeniesieniu autorskich praw majątkowych do fotografii, a nie-daj-boże wpisu. I ludzie naprawdę to podpisują, a mi na serio opadają ręce i cyce też.

W praktyce podpisanie takiej umowy oznacza bowiem, że oddałeś marce/agencji prawo do zarządzania fotografią/wpisem, jej przerabiania, rozpowszechniania na wymienionych polach eksploatacji. Słabo, nie?

 

 Jak sobie z tym radzić 

  1. Nie godzić się na zapisy, o których nie było wcześniej mowy.
  2. Jeśli marce zależy na zdjęciach, ustalić, że w ramach współpracy przekażesz drogą mailową X fotografii, które marka może wykorzystać, pod warunkiem oznaczenia autora. Możesz też przekazać zdjęcia, nie oczekując oznaczenia – za free, w ramach dobrej woli, albo za dodatkową opłatą.
  3. Udzielić marce/agencji licencji niewyłącznej na korzystanie z materiałów (zdjęć/filmów/treści) na wskazanych polach eksploatacji.

 

Kochane Rudziki, jeszcze raz powtórzę, że moją intencją jest edukowanie. Otwieranie oczu i uświadamianie. Blogowanie to cudne zajęcie, ale jeśli traktujemy je zarobkowo, może pojawić się kilka minusów. Praca jest fajna, ale to jednak wciąż praca.

 

Koledzy blogerzy, czy doświadczyliście jeszcze jakiś nie-fair zachowań po stronie agencji/marki? Chętnie też poznam perspektywę osób nie blogujących – czy coś Was zaskoczyło?

 

PS Czekam też na info, czy kontynuować ten cykl? Ciekawi Was, jak to wygląda pod podszewką?

PS PS Współpraca z markami to tylko 1 z kilku sposobów na monetyzację bloga. Dowiedz się, jak zarabiać na blogu poprzez afiliację, własne produkty czy reklamy AdSense.

Rate this post

DOŁĄCZ DO LISLETTERA

.

RÓB FANTASTYCZNE ZDJĘCIA TELEFONEM

Wartościowy artykuł? Udostępnij:

Share on twitter
Share on telegram
Share on whatsapp

SKOMENTUJ:

Subscribe
Powiadom o
guest
54 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
lawyerka

Cykl jak najbardziej kontynuować! Uwielbiam wpisy z tej serii i za każdym razem czekam na kolejny. Co do umów- zawsze trzeba czytać od deski do deski, a jeżeli czegokolwiek nie rozumiemy- pytać i nie podpisywać w ciemno. Czasem naprawdę warto pokazać taką umowę prawnikowi, zwłaszcza jeżeli nie mamy doświadczenia w tym temacie. Za konsultacje zapłacimy mniej niż potem stracimy z tytułu ewentualnej kary umownej, albo z tytułu niemożności zarobkowania przez zakaz konkurencji :)

Aleksandra Pakuła

Jestem marketingowcem – współpracami z blogerami nigdy się nie zajmowałam, ale mam kilku znajomych, którzy robią to na co dzień. Najsmutniejsze jest to, że brzydkie numery robi się najczęściej początkującym blogerom, dla których współpraca jest jak złapanie Pana Boga za nogi. Wciska się im w umowy dziwne zapisy, a później okazuje się, że korzyści dla blogera są niemal żadne. Cieszę się, że powstała ta seria – wiem, że śledzi Cię cała masa blogerów, dla których ten wpis jest na wagę złota <3 A propos zaskoczenia przy propozycjach współprac - jedna z dużych marek kosmetycznych oferuje blogerkom stałą, sześciomiesięczną współpracę, w… Czytaj więcej »

Patrycja

:O I ktoś daje się w ten sposób wykorzystywać? Serio?!

Stonerchef

Tak, na przykład spore grono blogerów kulinarnych, którzy robią wpisy z lokowaniem produktu za miesięczny zapas makaronu i przetworów :) I tak się błędne koło napędza, bo marki wiedzą, że istnieje takie grono, a blogi, które są prowadzone z doskoku nadal traktują barter, jak spełnienie najskrytszych marzeń. Rynek się przez to psuje, a przecież kulinaria mają ogromny potencjał komercyjny. Niekiedy czytanie niektórych propozycji współpracy jest jak solidna tragikomedia – niby się pośmiejesz, że chyba dla beki Ci wysłali briefa, a potem dochodzi do Ciebie refleksja, że to jednak na serio.

Aleksandra Pakuła

To prawda! Znam osobiście blogerkę kulinarną, której przesłano ketchup, koncentrat i jakąś przyprawę, a ona ulokowała je we wpisie z przepisem. Wartość barteru – 20 PLN.

Stonerchef

Czyli nawet sama praca, którą trzeba było poświęcić na przygotowanie takiego przepisu „sponsorowanego” przekraczała wartość barteru. Niestety lwia część kulinarnej blogosfery traktuje swoje blogi, jak zeszyty z przepisami, „a jak coś się uda dorobić, to super”. Proza życia :D

Natalia Lis

O, to zaskok, bo o sytuacji z blogosferą kulinarną nie miałam pojęcia. Ajć.

Aleksandra Pakuła

Decydują i wcale nie jest wielkim problemem znaleźć chętne :(

Natalia Lis

Jak zaczęłam czytać Twój komentarz, to spodziewałam się salwy negatywów na blogerów. Jak wspomniałam wyżej, wiem, że i w naszej grupie jest masa nieprofesjonalnych buców. Na szczęście miło się zaskoczyłam, choć treść raczej smutna. Dlatego też wydaje mi się, że ten tekst jest ważny w szczególności dla tych, którzy dopiero zaczynają. A co do tej opisanej sytuacji – mnie to smuci. Już nie zaskakuje, ale smuci. Bo może dziewczyny, które to biorą nie są w top 100 polskiej blogosfery, ale kilka stów (a może i tysiaków) mogłyby każdego miesiąca za to zgarnąć. I jakby każdy się cenił, marki musiałyby wyłożyć… Czytaj więcej »

Pracowałem długo w korpo i wiem, że podobnie wyglądają wszystkie współprace zewnętrzne. Na wczoraj, czyli ASAP to jest norma korporacyjna. Wobec pracowników też. Bardzo dobrze, że zwróciłaś uwagę na zapisy umowy, przed którymi trzeba się bronić ręcyma i nogyma oraz wszystkim innym. Większość z nas nie ma doświadczenia z umowami lub ich nie czyta (o zgrozo) Firmy dla współpracowników zewnętrznych przygotowują umowy standardowe. Bardzo niekorzystne umowy. Korporacje dzielą się na dwie grupy – jedne nie pozwalają zmieniać ani przecinka w tych umowach i z tymi bym nie współpracował oraz takie, które godzą się na przeróżne zmiany, jeżeli je dobrze uargumentujesz.… Czytaj więcej »

Przykro mi, że problem jest tak szeroki, rozległy, jak Ocean Spokojny.

Rubinowa

Temat korpo także zwrócił moją uwagę, i mam również kilka spostrzeżeń. Pracowałam w tego typu instytucji (branża zupełnie nieartystyczna. Bankowość). Są czasami lojalki i przede wszystkim: tak, NADGODZINY SĄ ZA FREE. Zwykle dostaje się ileś tam godzin potem do odbioru, co jednak i tak nie jest takie łatwe, bo często szefostwo nie zgadza się na wzięcie urlopu. Czasem chodzi o tak zwany „nienormowany czas pracy” który zostaje wykorzystany do zmuszania do nadgodzin, a czasem pada jedynie tekst „nie musisz przychodzić, na Twoje miejsce jest chętnych kolejnych dziesięciu”. To ostatnie to autentyk i co lepsze, mój dyrektor miał… rację, bo rotacja… Czytaj więcej »

asia / wkawiarence.pl

od kilkunastu lat pracuje w bankowości, na średnim szczeblu kierownictwa. Niestety znam od podszewki nierówne i rzec bym mogła nietaktowne traktowanie :( Praca po 10 godzin w okresie wakacyjnym to norma. A zarobki tez niezbyt wysokie. Dlatego praca w pocie czoła, zarywane noce ale bycie na swoim tak chwalę i przybijam piąteczke każdemu kto się na to odważył. Bo pracuje na własny rachunek, który być może – OBY! w przyszłości mu zaprocentuje.
Natalia bardzo dobry tekst ! Otwierasz oczy wielu osobom-blogerom, a może przeczyta go ktoś „z drugiej strony” na to liczę :)

Joanna Kołcun

Cykl jak najbardziej kontynuować! Jest świetny i jak najbardziej spełnia swoją rolę edukacyjną :) Już czekam na kolejny wpis :)

Taa, z tymi prawami autorskimi to w ogóle są cyrki :D I te nierówne zapisy pojawiają się wszędzie, masakra straszna – nawet w umowie najmu są bardzo często! Zawsze trzeba czytać umowy, najlepiej dwa lub trzy razy, tak dla pewności. I nie bać się konsultować z kimś, kto ma doświadczenie w tego typu umowach lub z grubej rury – od razu z prawnikiem :)

Dorota

Bardzo przydatny wpis, cykl wart jest nagrody Nobla! :) Oczywiście, że kontynuować!

JuliaArt

Kontynuuj ten cykl jak najbardziej! Uwielbiam go i z chęcią go czytam, bo zawsze dowiem się czegoś nowego <3

Jola

Raz się dałam wrobić, ale byłam głupia i dopiero na początku drogi. Ok, dałam się namówić na marne zarobki z kiepską umową. Na szczęście obyło się bez konsekwencji. Drugi raz, jak dostałam podobną propozycję, już się nie zgodziłam. W tej pierwszej najbardziej bolało, że coś było omówione, a z czasem firma zaczęła zmieniać warunki.

Natalia Lis

Nauka na własnych błędach bardzo boli, ale jestem przekonana, że takie lekcje też najlepiej zapadają nam w pamięć.

chadonistka

Bardzo ciekawy cykl. Kontynuuj koniecznie. :)

Karolina

Oczywiście, że kontynuować! ? dziękuję za każdy taki edukacjny wpis ?

Irmina

Dodałabym jeszcze- być bardzo ostrożnym ze wszystkimi, bez wyjątków. Czytałam o przypadku, że bloger zgodził się na współpracę z urzędem, a po wykonaniu pracy jednak zmienili zdanie i zerwali współpracę.

Żanetta Charemska

Jako prawnika nie zaskoczyły mnie zapisy jakie widujesz w umowach ;) Często pisząc opinie do umów przesyłanych przez agencje artystyczne spotykam się z takimi kwiatkami (w szczególności dotyczące kar umownych) i zaznaczam te fragmenty jako zapisy nie do zaakceptowania. Naprawdę warto je negocjować – toż to umowa ;)

Natalia Lis

Dokładnie tak. Wydaje mi się, że dużo osób nie zdaje sobie sprawy, że nie musi podpisywać każdego świstka, który mu się pod nos podsunie. Warto mówić i edukować, że umowa powinna po równo chronić i obciążać każdą ze stron.

Natalia Sławek

Dzięki za ten komentarz. Już nie raz doszły mnie słuchy, że blogosfera kosmetyczna bardzo psuje rynek. Czasem dostaję propozycję np. lokowania produktu na IG, w zamian za… produkt. Informuję wtedy, że u mnie kosztuje to 1K; nic oczywiście z tego nie wychodzi, a potem widzę, że kampanię promują wcale nie takie małe i niszowe blogerki. Smutek. Bo gdyby każdy brał konkretną kasę, marki musiałyby płacić.

monia

Ehhh, skąd ja to wszystko znam – i z fotografii i z bycia grafikiem – magia, magia, magia – że ktoś mnie prosi o zrobienie czegoś, ofc w czynie społecznym najlepiej, jak odpisuję włączając kwotę to nagle kontakt się urywa, a za tydzień owo „coś” widzę zrobione przez noł-nejma, na poziomie wiadomo jakim…
I tak sobie myślę, że już mnie nic nie zdziwi – a mogłam kurdę zostać patologiem albo… grabarzem! ;)

Przeraziłaś mnie! Blogować zaczełam bardzo niedawno, więc nie zastanawiałam się nad takimi rzeczami. Widzę, że oczekiwania odnośnie współpracy z blogerami są absurdalne. Fajnie, że o tym napisałaś, bo mimo, że uważam siebie za bardzo ogarniętą osobę, to nie wiem, czy bym o tym wszytskim pomyślała. A, i jak już komentuje ( naTwoje wpisy, by zostawiać komentarze, regowałam 'póóóóźniej’) to chciałabym Ci powiedzieć, że strasznie nie lubię Twojego stylu na zdjęciach oraz estetyki- irytuje mnie i przeszkadza. Ale przy okazji jesteś tak profesjonalna i takim wzorem do naśladowania (sposób komunikacji, organizacja), że wracam tu i wracam. I jestem pod wrażeniem tego,… Czytaj więcej »

Natalia Lis

Warto mieć te rzeczy na uwadze, nie trzeba się bać współpracy z markami, bo na ogół wszystko jest okej :) po tej drugiej stronie też siedzi człowiek, a ludzie są różni – nie wszyscy to profesjonaliści, ba, myślę, że niewielka część.

Pozdrowienia dla chłopaka :D

Ania Kalemba

W sumie to się cieszę, że z góry nie decyduję się na żadną współpracę z markami :) bo jakoś mało ciekawie to wygląda! :)

Natalia Lis

Ania, warto mieć na uwadze, że to są marginalne sytuacje, przynajmniej z mojej perspektywy. To nie jest tak, że każdy jest zły, wciska kit, chce nie-wiadomo-jakich-kosmicznych-kar i w ogóle. Raczej ludzie są fajni i tego się trzymam, jednak warto jest uświadamiać, jak to może wyglądać, na co uważać.

Ewa Anna

Wpis zdecydowanie edukacyjny. Gut dżob! I chce więcej :)

Natalia Lis

Będzie więc!

Beata Redzimska

Natalia, jak najbardziej kontynuować. Pomaga nabrać zdrowego rozsądku. Hurra optymizm odnośnie blogowania przekształca w zdrowy rozsądek. A to bardziej zrównoważone podejście. Pozdrawiam cieplutko Beata

Kontynuuj koniecznie ten cykl!
Niemniej szkoda, że ta ciemna strona jest aż taka. Mam nadzieję, że spotyka Cię rzadko lub będzie coraz rzadziej;)

Patrycja, ja mam generalnie dużo szczęścia do ludzi. Sytuacje te nie przydarzają mi się zbyt często, a jeśli nawet, to z każdym razem wychodzę z tego mądrzejsza.
:)

Natalia_21

Czekam na kolejne wpisy:) <3

Mało jest podobnych wpisów i podpisuję się rękoma i nogami. Rzeczywiście tak jak już w komentarzach piszecie marketingowce myślą że mogą wszystko …. Ten wpis to bardzo cenna uwaga i od siebie dodam fajnie byłoby kontynuowanie cyklu. Blogowanie to fajna przygoda i fajnie jak co raz więcej osób się tym zaczyna trudnić. Ale warto się wzajemnie edukować i wspierać, bo marki markami a tak naprawę tylko wzajemna współpraca może dać korzyść.

Ryszawa

Mnie często denerwuje to, że nie zawsze współpraca jest sprawiedliwa. Firmy oczekują od blogerów, że ci staną na głowie, a sami często nie trzymają terminów, przesyłają uszkodzony produkt itd.

Edyta

kontynuuj cykl! :) to dobre podpowiedzi – dla mnie zaskoczeniem (takim niby oczywistym, ale jednak zaskoczeniem) było zwrócenie uwagi na nierówne zapisy – bo przecież dlaczego marka/agencja nie musi być zobowiązana do terminowości. serdeczności! :)

Malwina

Dobrze wiedzieć, na co trzeba uważać:)

Paweł Kępa

Super artykuł! Szczere gratulacje! Widzę, że współpraca z markami to temat rzeka. Pamiętam wystąpienie z Blog Conference Poznań z 2016 roku na ten temat. I te wszystkie historie, które tam były przytoczone. Pamiętam też jak Michał Szafrański powiedział, że zawsze żąda zapłaty z góry. Dla małego blogera może być to jednak problem. W tym miesiącu zaliczyłem pierwszą współpracę a bloga prowadzę od 4 miesięcy. Nie wiem czy to szybko czy późno. Negocjacje poszły natomiast bardzo szybko. Próbowałem przemycić tam zapis o płatności z góry, ale niestety nie mam jeszcze takich kart przetargowych w rękawie jak Michał czy inni duzi blogerzy.… Czytaj więcej »

[…] Bo szczególnie na początku przygody z blogowaniem taki otrzeźwiający kubeł zimnej wody na głowę pomaga skuteczniej i bardziej długofalowo ustalić priorytety. Warto przeczytać. Serdecznie polecam: Ciemna strona blogowania […]

Concordiaa

Właśnie polecono mi Twój blog jako pomoc przy prowadzeniu mojego bloga… Jestem zachwycona i będę zaglądać tu często :D
P.S. Kontynuuj cykl :)

Natalia Lis

:*

Figabezmaku

Przez jakiś czas byłam odcięta od innych blogów i z nieukrywaną radością do Ciebie wracam – tym razem już z nowego laptopa. I wiesz co? Miałaś rację, Twój blog naprawdę jest łososiowy! Jestem w szoku, ale takim na plus. :) Nowy cykl jest naprawdę fajny. Mam wrażenie, że ta ciemna strona blogowania to jest coś, co każdy piszący gdzieś tam w środku delikatnie czuje, a nawet, jeśli nie miał z czymś osobiście styczności, to troszkę przeczuwa, że tak to może wyglądać – a mimo wszystko nikt głośno o tym nie mówi. Bo przecież blogowanie to jest tylko cud, miód i… Czytaj więcej »

Natalia Lis

Dziękuję Ci za ten komentarz, utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że powinnam kontynuować.

nostami

Bardzo edukacyjny post i świetna seria! Kontynuować zdecydowanie!
Dziękuję – początkująca blogerka^^ ;-)

[…] U Natali z Jest Rudo Ciemna strona blogowania #2 – współpraca z markami  […]

Kasia Torz

Podoba mi się.

Kontynuować, zdecydowanie ! :). Spora dawka cennej wiedzy i rad :).

Ania

Przydatny post ja cały czas waham się czy założyć blog czy nie temat mam fajny i niszowy narazie zbieram dane ;) pozdrawiam czekam na kolejne artykuły!

Managerka Umów I. Przetacznik

Cykl jest super! Aż kusi mnie, żeby wziąć niektóre takie umowy, ocenić poszczegolne zapisy z prawnego punktu widzenia i zaproponować w komentarzach jak powinno być win-win! Uwielbiam wytykać takie błędy, szczególnie w interesie tej słabszej strony. A nią jest zazwyczaj i niestety bloger… Super, że o tym piszesz, bo wielu blogerom możesz pomóc:)

Ej, to jest super pomysł! Może chciałabyś napisać taki post na mojego bloga do zakładki „blogowanie”? Jeśli jesteś zainteresowana, choćby wstępnie, odezwij się na kontakt@jestrudo.pl

Ziemolina

Świetny wpis, cykl.kontynuowac:) Prowadzę blog kosmetyczny, więc mam mnóstwo propozycji barterowych – kosmetyk w zamian za recenzję. Wiele mlodych dziewczyn zakłada blogi tylko po to, by dostawac produkty, przez co rynek jest bardzo zepsuty. Ja.podchodze do temaru profesjonalnie a testowanie.produktów to moja.praca. Mam w domu milion kolorowych cudeniek i wcale.nie.kręci mnie nakladanie.tego wszystkiego na skórę, bo skórę mam jedną i o nia dbam. Jeżeli zatem zgodzę się na przetestowanie.produktu, to za.odpowiednie wynagrodzenie.i po wcześniejszym przeanalizowaniu składu. Podejmuję.współpracę tylko z msrkami,.ktore uwazam za.dobre i polecam wyłącznie produkty o ktorych dzialaniu jestem przkonana, łatwo stracic.renomę, rzucajac.się.na.wszystko bez.skladu i ladu. Pozdrawiam.Cie serecznie, bardzo… Czytaj więcej »