blog roku 2014 fotograficzny

Zacznij żyć swoimi marzeniami

Spod koca wystają mi tylko dłonie, i to tylko tyle, aby móc sięgnąć białych klawiszy. W domu jestem sama, walczę z chłodem już trzecią herbatą tego poranka, i zastanawiam się, jak to jest być KIMŚ? Kilka dni temu sponiewierały mną wątpliwości, znaki zapytania wgryzły w skórę za uchem, drapiąc niemiłosiernie. W klatce piersiowej osiadło jakieś ptaszysko, trzepocze skrzydłami, wzbudza niepokój. Dopada mnie sceptyczny nastrój, powątpiewam czasem, to takie ludzkie przecież, zwątpić, stoczyć się, zapaść w sobie i nie wpuszczać nikogo.

Bywa, że się gubię, za dużo wiary kładąc w mapy narysowane przez innych, kiedy wierzyć wypadałoby tylko w siebie. Za bardzo czekam na przysłowiowe zbawienie, zamiast samemu ten kościół zbudować. W Castoramie kupuję drabinę, żeby tak jak oni, wdrapać się na szczyt, a w domu przecież mam schody. To niezdrowe i śmieszne. Te odnośniki, punkty wyjścia, wypadkowe. O ile prościej żyje się swoimi marzeniami! O ile pewniej budować swoje fundamenty, a na tym stawiać chałupę, co to nawet wilk z płucami jak maratończyk, nie ma bata, nie zdmuchnie. Zastanawiam się skąd w nas ta potrzeba podpatrywania, naśladownictwa, zachowań na bazie kopiuj-wklej. Potem jakiś taki krzywy kolaż wychodzi, bez rąk, nóg, cycków, nawet nie ma na czym oka zawiesić. Po co wpychać siebie w ramy, skoro to styl nie nasz i kolor jakiś obcy. Dlaczego tak chętnie robimy sobie krzywdę? Autorytety są w porządku, o ile traktujesz je jak bazę, odnośnik, dodatek do swojej filozofii. Masz mózg, śmiało, zbuduj coś swojego, zapragnij, zawalcz, zacznij żyć swoimi marzeniami i, dla odmiany, zrealizuj je. Przeszło ci przez myśl, że na szczycie jest zimno, brakuje tlenu i spaść zupełnie łatwo? To może zdobądź inny teren, wypracuj swoje metody, wbij flagę w plażę i popijaj drinki. Zasłużyłeś. To już jest twoje.

Nie warto gonić za pragnieniami laski spod piątki, realizować ambicji ojca, nie musisz zalewać się w trupa, bo wszyscy, bo nikt, bo ktoś coś w jakimś pokrętnym celu, którego artykulacja sprawia już niemałe problemy. Nikt ci nie każe. Ty nic nie musisz. Nie przyswajaj cudzych wartości, uodpornij się na złote rady, zapadnij się w sobie i znajdź odpowiedź, co ważne jest naprawdę?

Przyznaję, że ten blogowy świat bardzo mnie wessał. Dałam się zeżreć, dałam się wyrzygać. Za dużo czasu pochłonęły mi analizy, surowe liczby, te ugotowane też. Błędne założenia i niepotrzebne oczekiwania skutecznie przysłoniły pierwotne cele.

Ale…

Musicie wiedzieć… napędzacie! Blog powstał by uczyć (fotografia), chciałam dzielić się z Wami codziennością (lifestyle) czy opisywać, co mnie rusza (po mojemu). W pewnym momencie granice się zatarły, piszecie mi, że dzięki mnie (mnie!) po raz pierwszy od miesięcy/lat wyciągnęliście aparat z pudełka, że ta pasja uśpiona odżyła, że znów macie czas dla siebie, chcecie się rozwijać, tworzyć, czujecie się bardziej wartościowi, chcecie więcej i lepiej! Moje teksty wpłynęły na Waszą pewność siebie, akceptację. Zwykły wpis o collegu zadziałał motywująco, a ja chciałam tylko opisać moje zmagania w angielskiej szkole. Apel smutnego człowieka wywołał reakcję, jakiej w życiu się nie spodziewałam, wbił Was w fotele. Wasze komentarze potrafią zmienić kiepski dzień w super zajebisty. To jest prawdziwa moc blogowania, to ma znaczenie! Ile świetnych konwersacji narodziło się na tym blogu, ile z Was dało poznać się lepiej dzięki regularnym komentarzom, ile genialnych blogów dołączyło do mojej czytelniczej listy, bo daliście znać, ej ty ruda, heloł! mądrą ripostą. Z całą pewnością mogę powiedzieć BLOGOWANIE ROZWIJA i to jest prawdziwa wartość. Niezmienna. Warta pielęgnowania.

Cieszę się, że dopadł mnie ten kryzys, bo przemyślenia, które spowodował, zadziałały jak najlepsza terapia. Dlatego od teraz będę szła drogą, którą podpowie mi intuicja i PM :) Nawet jeśli chaszcze pokaleczą mi nogi. Przecież to tymczasowe; gardzę drogą na skróty.

Zdawałoby się fotografia temat prozaiczny, wyeksploatowany. Dostaję od Was sygnały, że forma i treść prezentowana w tym miejscu jest czymś, czego w internecie brakowało! Uwierzycie, że może jeszcze czegoś nie być? Czuję, że mam misję, a Wy mnie w tym przekonaniu wciąż utwierdzacie. Dlatego chcę mądrze dotrzeć do większej grupy, a konkurs Blog Roku 2014 może mi w tym skutecznie pomóc. Realizuję swoje pasje, a teraz chcę śmiało sięgnąć po jedno z marzeń. I tutaj wkraczacie Wy, a dokładniej Wasze gibkie palce i kolorowe telefony.

Jeśli uważasz blog JestRudo.pl za wartościowy, jeśli choć raz dzięki moim wpisom znalazłeś odpowiedź, i masz ochotę mnie wesprzeć*:blog roku jest rudo

blog roku jest rudo

Dziękuję!

* – koszt to 1zł + VAT, cały dochód zostanie przekazany na cele Fundacji Dzieci Niczyje.

Oceń post!