pieprzyć skromność!

Pieprzyć skromność!

Ooo jaka fajna koszula, świetnie w niej wyglądasz! – rzucam od progu, zupełnie naturalnie i zupełnie szczerze.
Yyy, stara koszula. – u mojej rozmówczyni widzę lekki grymas, następuje szybka zmiana tematu.
 

Albo:

Świetna fryzura, dodaje Ci seksapilu. – to także ja, do mojej pięknej przyjaciółki, która dziś wyjątkowo uczesała się zupełnie inaczej.
No coś Ty! Muszę jeszcze schudnąć z milion-pięćset!

 

Ja się pytam, co jest z nami nie-tak..?!
Dlaczego od dziecka wpajano nam skromność – nie pyskuj! (nie miej swojego zdania), nie chwal się (bo ja nie mam czym), zawsze pierwsza mów dzień dobry (najlepiej od razu buty wypucuj). Wszystko na nie: nie mów zbyt głośno, nie podskakuj mała, nie przerywaj, nie wierć się.
Co jest z nami, kobietami, Polkami, do cholery! Skąd to przylazło. Pieprzyć skromność! Przez tą polskość tylko się kompleksów nabawiłyśmy – zawsze coś za małe, za grube, skądś się brzuch wylewa, uszy odstają, cera niedoskonała, dupa w skinny jeans nie mieści. Noszkurwa.

 

Sama byłam dzieckiem nieśmiałym, zachowawczym i nazbyt ułożonym. Mogłabym mieć na drugie ODPOWIEDZIALNA. Serio. Na komplementy nie odpowiadałam dziarsko dzięki. Bardzo chciałabym napisać Wam o momencie przełomowym, no wiecie, o tym fragmencie mentalnej przemiany z kaczątka w łabędzia, ale niestety nic takiego nie pamiętam. Teraz zawsze mi miło, gdy ktoś dostrzeże moje starania.
Na zmiany myślowe pracowałam latami. Ten proces ciągle trwa, o pewność siebie dbać trzeba nieustannie. Nie będę tutaj bawić się w coucha, jak pozbyć się kompleksów fajnie opisała Ania.
Na mój sposób postrzegania swojego ciała bardzo wpłynął bardzo Pan Mąż. Z uporem maniaka powtarzał mi co mam ładne, co piękne, co zgrabne. Aż uwierzyłam. :)

Spada na nas lawina sprzecznych informacji… każą chudnąć, albo pokochać swoje ciało (aktualne, czy już to odchudzone?), a my w tym wszystkim zakompleksione i małe. Dziś mówię DOSYĆ. That’s enough! Dorośnijmy…
Odrzuć konwenanse, ciotce-słodziutka-utyłaś każ się pierdolić. Skąd ta moda na ocenianie wyglądu innych? Kto dał ciotuni prawo do krytyki Twojego ciała? Nie pozwól wejść sobie na głowę.

Więc co teraz? Wywal z domu męża, wszystkie gadające Mamooo, ja chcę XYZ też. Nawet kota, jeśli trzeba. Zrób herbatę, weź notatnik i stań przed lustrem. Wypisz wszystko to, co jest fajne i zacznij się tym cieszyć. Rozmiarem DD, czy falami loków – czym chata bogata.
Pora dolać trochę rumu do herbatki – przechodzimy do tego co jest be i nie, nie zalewamy się w trupa. Utwórz dwie kategorie: be do zmiany i be do zaakceptowania. I teraz sprawa bardzo prosta: be do zmiany – zmień. Ha, nie spodziewałaś się tego, wiem! Nie jęcz wreszcie, rusz dupę i działaj. Innych rad nie posiadam.
Krzywy nos? Chodakowska nie pomoże, ale skalpel już owszem. Krew i igły nie za bardzo? Pozostaje Ci samoakceptacja. Widzisz, tutaj też masz wybór.

Pomijając sytuacje, gdzie komplementami zasypują nas “przyjaciele”, polecam uśmiechnąć się i podziękować: Dzięki, miło, że zauważyłeś albo Starałam się, dziękuję. Krótkie, eleganckie, można przejść dalej. Eee, ja gruba jestem, Wcale nie, No coś Ty! – peszą komentatora, zostawiają niesmak.
Dobra dziewuchy, żebym następnym razem, na komplement o seksi fryzurze, usłyszała :
– Dzięki! Cycki też mam fajne!

Okeeej?