Pierwsze miesiące w collegu

Posty z ciekawostkami o UK zawsze cieszyły się dużym zainteresowaniem, tymczasem Ruda od września do collegu chodzi i, pomijając jeden króciutki wpisik, kiedy to oficjalnie mogłam przywitać się z Wami jako studentka, o collegu nie pisnęłam ani słowa. Pora naprawić sytuację.

Fotografią interesuję się od bardzo dawna, jednak po przeprowadzce do Anglii, gdy też zaczęłam fotografować „na poważnie”, dla innych, coś w sobie zaniedbałam. Byłam jak jedna z tych, co to w CV piszą, że interesują się „filmami, dobrą muzyką i jeszcze lubią czytać książki”. Potrzeba eksperymentowania poszła w odstawkę, przestałam śledzić ulubione blogi, zrezygnowałam z setek portretów, gdzie wcześniej normę wyrabiałam tygodniowo. Fotografia stała się bardziej moją pracą, niż hobby, dużo czasu, naprawdę wiele, zainwestowałam w zbudowanie firmy, wszystkiego musiałam przecież nauczyć się od podstaw. Cała ta otoczka odebrała mi chęci, zdjęcia spowszechniały, aparat wyciągałam tylko na życzenie znajomych i to raczej niechętnie. Cały ten czas czegoś wciąż mi brakowało, niby wylewałam swoje kreatywne soki na upiększanie domu i DIY wszelakiej maści, jednak to nie było to. Kiedy życie przestaje mnie satysfakcjonować, najpierw łapię doła, później obmyślam plan, który daje mi siłę, taki, który rzeczywiście mam ochotę zrealizować. Tak było w przypadku collegu. Rok temu pojawiła się nieśmiała myśl o jakimś kursie, który skopie mi dupę, da motywację, zmusi do kreatywnego myślenia; w ciągu kilku miesięcy pomysł ewoluował, złożyłam papiery do szkoły, by w niedługim czasie dowiedzieć się, że od września zaczynam.

Co poczułam? Ekscytację, przerażenie, euforię, panikę, o tak na zmianę, w sumie to ciągle mi się zdarza..

Pierwsze miesiące dały mi popalić. Raz, że język techniczny, nieznany, obcy; założyłam, że słownictwo opanuję w trakcie kursu, nie chciałam poświęcać dodatkowego czasu przed szkołą, a konsekwencje tej decyzji czasami wgryzały mi się w szyję. Dwa, że wszystko nowe. W ciemni czułam się, jak największa ciemnota, po 3 godzinach babrania się w śmierdzących chemikaliach, wychodziłam z jednym, średnio kontrastowym zdjęciem, na które nawet mój teacher rozkładał ręce. Mało motywujące, frustrowałam się niezmiernie, tydzień później walczyłam od nowa, z podobnym skutkiem. Nawet pokażę Wam dowody:

Skanuj 2

Skanuj 6

Skanuj 12

Dobrze, że mam cyfrową lustrzankę, inaczej zostałabym księgową. Albo taksówkarzem! W studio, czy na zajęciach z PS znowu język, trochę za szybko, trochę za dużo; czasem znałam odpowiedzi, ale nawet nie próbowałam wyjaśnić, co mi siedzi w głowie. Innym razem dopiero w połowie zajęć domyślałam się, o czym właściwie gadamy od półtorej godziny :) Może wydawać się nieprawdopodobne, ale pierwsze dwa miechy były dla mnie trudne; ja wcale nie lubię nowych rzeczy, nawet jeśli mam świadomość, że to tego najbardziej mi trzeba.

LightingDiagramSheet-kopia 2

Piszę do Was z perspektywy 4 miesięcy. Muszę przyznać, sporo się w tym czasie nauczyłam, trochę nawyłam, trochę dumna z siebie byłam. Przede wszystkim ogarniam to, co dzieje się w danej chwili, z ciemnią dali mi już spokój, w PhotoShopie wymiatam. Z pierwszej pracy zaliczeniowej dostałam najwyższą ocenę, co w ogóle wyniosło mnie pod niebiosa upojenia samą sobą ;) Co dla mnie ważne – prowadzący zajęcia to młodzi ludzie, którzy rzeczywiście lubią to, co robią. Po drugie są bardzo pomocni – mam w klasie dwóch facetów po 50tce, jeden z nich nie rozumie PS, drugi imaca, ja nie nadążam z językiem, jeszcze ktoś inny nie pojmuje nic, a mimo to oni mają masę cierpliwości, aby te wszystkie rzeczy powtórzyć. I jeszcze raz. I jeszcze kolejny. Osobiście musiałabym zacząć z jakąś meliską. Dożylnie.

lines6

Mam już setki zdjęć collegu – zależnie od omawianego tematu, wypuszczają nas „w pole”, aby trochę poćwiczyć to, co chwilę wcześniej omówiliśmy. To nie jest duży budynek, ale wiecie co, za każdym razem znajduję elementy odpowiednie do tematu, i to takie, wcześniej niezauważone!

_MG_4398

tones7

Klimat zajęć przypomina trochę spotkanie ze znajomymi. Niby mamy temat, niby go omawiamy, ale nie brakuje historii z ostatniego weekendu, luźnych przemyśleń nijak związanych z fotografią, czy kilku paczek chipsów na ławkach. Mało tego, często zachęcają nas, aby przynieść coś słodkiego (teraz już wiecie, czemu tu jest tylu grubych ludzi!), prowokują rozmowę, zarządzają dodatkową przerwę. Albo dwie.

43904731481053__1080x810-ARGB_8888431147067-kopia

-43924559091656__1332x999-ARGB_88882035557034

Kiedy największy stres minął i potrafię spojrzeć na te kilka tygodni trzeźwo, widzę, jak wiele już się nauczyłam, jak bardzo college pozwala mi nabytą wcześniej wiedzę usystematyzować, nazwać. Robię rzeczy, na które nie miałam czasu, albo te odkładane od dobrych kilku lat (sic!).

-43924747669207__1080x810-ARGB_8888-1215646127

Wzięłam udział w 6 dniowym wyzwaniu foto (inspirowanym 365 photo challenge), aby codziennie złapać jakiś autoportret. Wyzwanie wyjątkowo przypadło mi do gustu, dlatego od 1 stycznia startuję z 52 weeks photo challenge, czyli jedno selfie tygodniowo. Wiem, że gdyby nie college, nie chciałoby mi się nawet przeczytać zasad wyzwania! Od wrześnie nie minęła masa czasu, a ja z zaskoczeniem potrafię stwierdzić, że zrobiłam kilka naprawdę dobrych zdjęć. Lepszych, niż przez całe ostatnie dwa lata. Znów mi się chce, czuję że odzyskałam w sobie ten magiczny pierwiastek ciekawości. Czy to nie jest sukces?

Ależ oczywiście, że czasami nachodzi mnie Mały Dół! Mam momenty, gdy wszystkie pomysły są głupie, nawet moje zimowe wyzwanie wydaje mi się bez sensu, ja jestem głupia, aparat głupi i w ogóle to nigdy nie lubiłam robić zdjęć. Zdarza się to zwłaszcza, gdy ewidentnie coś muszę, bo się zobowiązałam, bo wypada, bo sama wymyśliłam. I wtedy przypominam sobie jedno z najczęściej wypowiadanych zdań w collegu: PUSH YOURSELF.

Tylko tak nie zaczniesz się cofać.

Rate this post

DOŁĄCZ DO LISLETTERA

.

RÓB FANTASTYCZNE ZDJĘCIA TELEFONEM

Wartościowy artykuł? Udostępnij:

Share on twitter
Share on telegram
Share on whatsapp

SKOMENTUJ:

Subscribe
Powiadom o
guest
28 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Na-wrzosowisku

Każdy z nas ma takie dni, że to wszystko wydaje się być bez sensu, takie już to nasze życie. Najważniejsze, że podjęłaś próbę zrobienia czegokolwiek. Mój wujek mawia: ” Kto się nie rozwija, ten się zwija” i to jest moim zdaniem 100% prawda.
Życzę Ci dużo wytrwałości i powodzenia.
Pozdrawiam Anna.

Monika Ciesielska

Ale piękna mapa myśli!

Ewelina Podsiadła

jeden z lepszych wpisów, serio.. o to w tym wszystkim chodzi ,żeby mieć dokoła ludzi w temacie i kogoś kto jakiś czas kopnie w tyłek w odpowiednim kierunku :) chętnie poczytałabym więcej na temat college. Pozdrawiam

Natalia Lis

Dziękuję.
Będę się starać pisać tak znacznie częściej!

Madzia

Kobieto, uwielbiam Cię! Uwielbiam to, jak piszesz, co robisz, jakie zdjęcia wrzucasz!

joule

Brakuje, oj brakuje takiej atmosfery na uczelniach.
Kusi mnie, żeby kiedyś skończyć powiedzmy roczne studium fotograficzne. Tak dla siebie.

Iga Stanek

Gratuluję pokonania swoich lęków i wyjścia ze strefy komfortu – poza nią, jak widać, dzieją się najfajniejsze rzeczy. :) Chciałabym doświadczyć tego typu studiowania – megawymagającego, ale takiego, w którym się zatapiasz, chłoniesz wszystko i angażujesz się w 100%…

Beata Godula

Życzę Ci żebyś z każdym miesiącem potrafiła dostrzec swoje postępy i miała coraz więcej ambitnych planów :) sama zaczęłam robić zdjęcia, zawsze to uwielbialam, nigdy nie miałam sprzętu. Teraz moja miłość sprawiła mi cudowną niespodziankę i podarowała na święta lustrzankę, spełniając tym samym jedno z moich marzeń. Twój blog i porady bardzo mi pomagają, dziękuje!

Natalia Lis

Ojacieee, ale masz fajną Miłość! W takim razie DUŻO kreatywności!

Anna

Pracujecie na MAC’ach? Koszmar – tak by powiedzieli wykladowcy w Irlandii :)

Natalia Lis

Dla mnie wręcz przeciwnie :) choć to z pewnością jest kwestią przyzwyczajenia

Ola

Oh, ja bardzo miło wspominam pracę w ciemni! Uwielbiałam ją! Moja praca dyplomowa z fotografii realizowana była „ręcznie”, w Photoshopie mogłam bawić się jedynie na grafice komputerowej – pomyśl jakie to utrudnienie! :)

Tak czy inaczej gratuluję! Wiem jak ciężko, pomimo szczerych chęci, odnaleźć się czasem w zupełnie innym świecie (głównie tym językowym!). Jak wymiatasz w Photoshopie, to z pewnością Creative Suite od Adobe „coś” Ci mówi :)

Owocnego weekendu!

Jola Piasta

Natalia, nie wiem czy świadomie, czy też nie, ale sprawiłaś, że ten tekst jest bardzo motywujący. Tak szybko można stracić iskrę do pasji, tak łatwo jest się poddać, a wystarczy nie zatracić się w rutynie, szukać inspiracji i bardzo często (tak jak zrobiłaś to Ty) wyjść ze swojej strefy komfortu. Świetnie, że odważyłaś się na to przedsięwzięcie, bo finalnie okazało się, że to był dobry wybór. Kończę z jednego, prostego powodu – sprawdzam już wymienione przez Ciebie fotograficzne wyzwania :D Odezwał się we mnie znajomy chochlik, jak tylko zobaczyłam „photo challenge”.
Zatem PUSH YOURSELF!

Natalia Lis

Właśnie stało się to samoistnie, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że warto jest pozwolić myślom płynąć, przestać się ograniczać i dać Czytelnikom lepiej poznać. Da się zrobić! :)

kasia dytrych

Dla mnie ważne jest, że mówisz o momentach „upadków”, słabości, wahań. Też je mam i czuję się z nimi nieraz sama, znaczy mam wrażenie, że tylko ja jestem niemotą i może jednak nie ogarniam tego aparatu (i wszystkiego wokół) tak, jakbym sobie tego życzyła. Tymczasem wątpliwości czy trudne chwile, jak pokazujesz na swoim przykładzie, mogą być machiną napędzającą. Dziękuję!

A znaleźć „magiczny pierwiastek ciekawości” to jak wygrać naprawdę wszystko. Ogromnie gratuluję i trzymam kciuki!

Doskonale rozumiem o czym piszesz :). Ja też w tym roku zapisałam się do szkoły foto, dużo mi dała ta szkoła. Jednak i ja ciemnia bardzo się polubiłyśmy, w planach mam zakup filmu analogowego i pobawienie się z fotografią analogową, tak dla siebie. Dziękuję za tekst, bardzo umacniający :),

Część Mnie

Ciekawe fotografie!

łał! sama spędziłam kilka miesięcy minionego roku w UK i zastanawiałam się nad powrotem, żeby jeszcze „coś” postudiować :) w moim przypadku nie będzie to fotografia (chociaż kto wie?), ale Twój wpis działa motywująco! pozdrawiam <3

Nie spodziewałam się, że to będzie taki motywacyjny kopniak!

a zdradzisz coś na temat rekrutacji na college w UK? i ile macie godzin zajęć, jak to wygląda cenowo? a skoro dobrych rad nigdy za wiele, może w formie kolejnego motywującego wpisu? ;)
<3

10 godz w collegu, 10 na zadania domowe, czyli teoretycznie powinno być 20h/tyg. ale w rzeczywistości jest mniej. HND kosztuje £4500 za rok, choć to może się różnić w zależności od szkoły, wieku itp, nie sprawdzałam.

Co do samej rekrutacji – musiałam przynieść portfolio, ale nie wiem, na co tak naprawdę zwracają uwagę, bo poziom w mojej grupie jest zatrważający

a matura, świadectwa, certyfikaty językowe?

Hm, potrzebowali (chyba!) bo już dokładnie nie pamiętam, minimum 4 A-levels (czyli odpowiednik naszej matury). Pytali mnie też o testy z ang., mam Level2, ale nie donosiłam żadnych papierów, w sumie cała rekrutacja przebiegała dość lajtowo.

Magdalena Kucucha

Cieszę się, że tak wiele daje Ci college i że nie żałujesz tej decyzji :)

Miałam podobnie. Kiedyś fotografia była moją pasją, na początku fotografowałam malutką małpką, ale byłam na tyle kreatywna, że potrafiłam z niej wycisnąć całkiem dobre zdjęcia. Później zaczęłam robić zdjęcia produktowe do mojego sklepu i fotografowanie zaczęło mi się kojarzyć z nudnym, powtarzalnym obowiązkiem. Dopiero kiedy poszłam do szkoły foto odkryłam, że to jest jednak to, co kocham i znów patrzę na świat przez wizjer aparatu. ;)

powiedzmysobietak

Podziwiam za odwagę i wytrwałość w realizowaniu pasji, która może stać się naszą pracą. Bardzo motywujący wpis.

pozdrawiam
http://www.powiedzciesobietak.blogspot.com

Natalia Lis

Tak na przyszłość – nie akceptuję linków w komentarzach, niefajne to jest.

Bardzo fajny i motywujacy tekst?