BLOG lifestyle

Wracam do żywych – SUM #13

Gdy 10 miesięcy temu zaczynałam college, snułam idealistyczne wizje kolejnych miesięcy – sprawnie rozwijający się blog, dzięki wspaniałym i angażującym projektom, większa ilość fotograficznych zleceń, kilka prywatnych sesji, dużo fajnych książek, jeszcze więcej fajnych filmów, ogrom aktywnie spędzonego czasu z PM, regularne treningi i pyszne kolorowe jedzonko, jak to z najlepszych profili na insta – a po środku tego wszystkiego ja. Ja – idealna żona, osoba kreatywna, artystka zorganizowana, co to wszystko w dwie sekundy ogarnia, uśmiecha się promiennie, a w kuchni nosi turkusowy fartuszek w różowe grochy. 

Otóż moi mili – NIE.

Gdy wspominam sobie te plany, mam w ustach gorzkawy smak rozczarowania, och ruda, ruda, ależ się przeliczyłaś…

Za każdym razem, gdy słyszałam wcale nieretoryczne pytanie: hej, jak ty to wszystko ogarniasz? rwałam włosy z głowy (a szkoda, bo mało mam) i krzyczałam niemo nie daję, wcale! Kiedy kilka tygodni temu odwiedziła mnie przyjaciółka, na kolanach błagałam, by została jak najdłużej. W przeciwnym razie znów pochłoną mnie obowiązki, pisanie podsumowania podsumowania i setne już evaluation czegoś tam, w bliżej nieokreślonym celu, żeby tylko zaznaczyć, odznaczyć. Naiwna byłam, myśląc, że skoro HND i to na dodatek fotografia, długopis na aparat zamienię permanentnie.

Ja nie mam depresji. Ja mam kurwa dość – powiedziałam jej wtedy.

Plany miałam wielkie, tylko zapomniałam, że ja sama, jedna taka, czasem mogę po prostu nie dać rady. Od czasów wielkiej przeprowadzki nie miałam czasu złapać oddechu, wbić się w rytm. Ciągle coś, a te moje cosie zaczęły się kumulować i nawarstwiać. Pierwsza połowa roku w collegu (do grudnia) dała mi w kość; wbrew obiegowej opinii wcale nie lubię nowych sytuacji. Potem ucichło, ale jak w marcu ruszyło… wszystko na raz i z kopyta. Narosło sobie i we mnie też. Śluby, chrzciny, etat, przenoszenie gratów, zapieprz w collegu… nie było mowy o fartuszku w grochy. I jeszcze tak bardzo starałam się być tutaj, dla Was, dla siebie też, i tak coraz gorzej mi szło. Zmniejszenie częstotliwości publikacji to to mniejsze zło, na stratę jakości nie mogłabym sobie pozwolić. Za bardzo Was lubię. Stado zadań, które mnie wciągnęło (a raczej sama w nie wlazłam) i teraz pozostaje biec, aby nie zostać stratowanym przez własne plany i wyobrażenia. Na szczęście już widzę metę. Ostatnie tygodnie, to zupełne przeciwieństwo tego, co sobie wyśniłam. Zapomniałam o życiu. Siebie odłożyłam na bok. PM trochę też. Wypalenie i zmęczenie. Nie polecam.

Teraz, gdy piszę tego posta, jestem już nieco bardziej wolna, choć jeszcze tego nie czuję. Do oddania został mi jeden projekt. Dyplom do odebrania po wakacjach. Jeszcze nie znam oceny. W perspektywie tygodniowy pobyt w Warszawie już za tydzień, trochę Łodzi, dużo fajnych ludzi i pysznego jedzenia, którego nie trzeba gotować. W lipcu Edynburg. Jak w końcu moje miasto obleje słońce, mam w planach kilka wypadów jednodniowych. Powoli dociera do mnie, że już niedługo będę mieć dla siebie czas.

Gdy dojdę do siebie, chętnie podzielę się wnioskami po roku nauki, a teraz już pokażę te kilka chwil, które gdzieś tam, pomiędzy, złapałam.

 

ZDJĘCIA

lifestyle jest rudo blog

1 i 2 – materialistycznie. Szukałam wygodnych balerin na lato w jasnym kolorze (najlepiej szarości!), a ostatecznie kupiłam czarne, na jesień :) Ot tak, z rozpędu. Pachną gumą balonową i są bardzo wygodne. Druga fotka to minimalistyczna biżuteria, na którą złapałam bakcyla. Całe życie wolałam wielkie kolczyki, grube naszyjniki i pokaźne bransolety, a jak zobaczyłam te maleństwa – zapragnęłam je mieć. Zrobiłam szybki bilans biżu-wydatków i bez wyrzutów sumienia włożyłam je do koszyka. Zresztą nie tylko w temacie ozdóbek dopadło mnie pragnienie upraszczania. Kiedyś na okładkę płyt dla Klientów drukowałam jedno ze zdjęć z sesji, teraz bardziej przemawia do mnie prosty design i oszczędność kolorów. (fot. 6)

Jednym z przyjemniejszych chwil ostatnich tygodni były moje urodziny, spędzone w babskim gronie, przy dietetycznych (niemalże) deserach i białym winie. I co jest jeszcze takiego fajnego w urodzinach… prezenty rzecz jasna! (fot. 3)

Skoro mowa o fajnych rzeczach, spójrzcie na ostatnie, siódme zdjęcie. Taką cudną kolorowankę dostałam od PM + zestaw mazaczków stabilo i mogłabym zniknąć na długie godziny. Do tej pory miałam tylko chwilę i udało mi się pobazgrać raptem po dwóch kartach, ale ja im jeszcze pokażę! Dla tych, którzy dopytywali na insta, szybkie info: książki tego typu są do kupienia w księgarni Waterstone’s (UK) i Empik (PL), na Amazonie też widziałam; moja to „Colour with me” wydana przez Buster Books. Jacieee, jaka to frajda!

Omnomnom… takie tosty (fot.4) mogłabym wcinać non stop – awokado skropione sokiem z cytryny, na to pomidor, trochę bazylii, pieprzu i soli. Musicie spróbować. Obiecajcie!

Ostatnio jestem mistrzynią robienia sesji na małych powierzchniach (fot. 5). Rozstawiłam studio na 4m2, czego efekty już widzieliście, a dwa dni temu zrobiłam sesje autoportretową na 3m2.  Swoją drogą jestem z niej mega dumna i wkrótce pokażę efekty! Jest bardzo kobieca i bardzo geometryczna.

 

KULTURALNIE

Jeśli istnieje jakiś odwyk dla uzależnionych od seriali – ja tam nie chcę iść! Uwielbiam seriale, a ostatnio uwielbiłam Orange is the new black o pewnej babeczce, co to się dobrowolnie oddaje w ręce federalnych władz i przyodziewa soczyście pomarańczowy uniform. Seria klimatem przypomina mi Shameless choć jest nieco mniej dramatyczna. Odcinki pełne tragi-komizmu, wciągnęły mnie na dobre. Nie zrażajcie się gościem z American-Pie, który gra narzeczonego głównej bohaterki. Aaa, wiem co jeszcze – Daredevil to bardzo przyjemny serialik (póki co jedna seria), który ma dużą szansę spodobać się miłośnikom komiksów, zwłaszcza wszystkim maniakom Marvela. Ponadto… przeżywam wizualne orgazmy, oglądając najnowszy sezon Hannibala i Wam też mocno polecam. Odchodząc od seriali… widziałam jeszcze horror, choć straszydeł nie lubię, ale Tattwa polecała, więc się skusiłam i jasno mówię – Babadook to nie jest film, za jaki go macie (albo wziąć możecie). Bałam się, oj trzepałam gaciami. Nowe spojrzenie, choć nie wiem czy to mądre kino.

Z rzeczy ważnych chcę przypomnieć, że z mojej inicjatywy powstała bardzo fajna społeczność na fejsie: Fotograficzna Grupa Wsparcia. Klikając w nazwę możecie dołączyć albo dowiedzieć się więcej. Pomagamy sobie rozwiązywać problemy około-fotograficzne, a ja mam mniej pytań na privie. WIN-WIN (szkoda, że nie WINo) Tak czy siak, jest wspaniale!

Rate this post

DOŁĄCZ DO LISLETTERA

.

RÓB FANTASTYCZNE ZDJĘCIA TELEFONEM

Wartościowy artykuł? Udostępnij:

Share on twitter
Share on telegram
Share on whatsapp

SKOMENTUJ:

Subscribe
Powiadom o
guest
35 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Chyba się skuszę na kolorowankę i mazaki… ale będzie zabawa! ;)

Magdalena Kucucha

Rudzik, słuchaj, rozumiem Cię. Mnie studia wykończyły w tym roku maksymalnie, zaczęły mi wracać jakieś stany depresyjne i lękowe, zniknęły wszelkie plany i marzenia. Przede mną jeszcze 2 egzaminy – najtrudniejszy, pisemny z całego PNJA i najłatwiejszy z literatury brytyjskiej. I niczego nie pragnę jak wyjścia z domu na cały dzień i zatopienia się w wolności. Myślę, że mimo trendu na minimalizm i ogólne zorganizowanie, czasem trzeba nam uciec w stronę słońca, bez celu i założeń. Tak się jaram, że będziesz w Warszawie, bo może jakimś cudem Cię spotkam :D <3 Bardzo estetycznie wygląda opakowanie płytą, myślę, że lepiej niż… Czytaj więcej »

Natalia Lis

Stany lękowe? Matko, Ty musisz szybko odpocząć! Najlepiej przy kawie i deserze z kolorowanki (tylko takim wiesz, na żywo, z prawdziwymi owocami). Do Wawy lecimy w nd za tydzień, na tydzień. Nic nie obiecuję, ale może udałoby nam się spotkać i zjeść razem coś pysznego? Podeślij mi swój nr tel. na priv, a będę w kontakcie!

Magdalena Kucucha

Wysłałam na fb :)

MK

PNJA o rany,kiedy to bylo! na szczescie mam już od kilku lat za soba,aczkolwiek pozytywnym aspektem bylo ze po trwajacej niemal miesiac sesji schudlam kilka dobrych kilogramiw, po prostu ze stresu nie moglam nic przelknac :p

Ness | infitness.pl

Właśnie jestem na takim etapie, że pierwsze parę akapitów Twojego refleksyjnego tekstu świetnie do mnie pasuje. Mnie stres bardzo wykończył, a najbardziej zdrowie. Nigdy bym nie wpadła, że usłyszę u lekarza: wszystkim Pani problemom winne jest zbyt szybkie tempo życia. Tak się dłużej nie da. No i hormony szaleją, ale nie tylko osławiony kortyzol :( Mam przed sobą tylko obronę i też, tak jak Ty „będę wolna”. Łączę się w „zapieprzu” i w „nie-daję-rady” :D Życzę Ci, aby szybko nadeszła meta ;)) Wszystkiego dobrego :)

Natalia Lis

Problem pojawia się wtedy, gdy wiesz, że powinnaś zwolnić, bo już żadna Twoja kończyna nie daje rady, ale NIE MOŻESZ, bo zobowiązania.. obowiązki i inne takie, które po prostu trzeba pokończyć. Odpuścić szkoda, skoro to etap końcowy, a już brakuje energii, do zaciskania pośladków i parcia do przodu.

Missalwaysperfect

Jak sobie przypomne swoje studia i stres z tym zwiazany to az pot mnie zalewa – bylo okropnie. Jednak koniec koncow zadowolenie z siebie, ze cos skonczylas, zrealizowalas jakis cel jest niesamowite! Musze zapytac, tak z czystej ciekawosci, czy te zajecia na ktorych bylas trwaja tylko rok?
I wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!

Natalio, ależ ja Cię rozumiem! Dzisiaj jest mój pierwszy dzień spokoju od dawien dawna. Właściwie to mam w planach napisać wpis, ale to żaden obowiązek, a przyjemność. Leżę właśnie w łóżku (jest 12), w piżamie, czytam blogi i się resetuję. Też przez ostatnie tygodnie biegałam od kolokwium do kolokwium, od egzaminu do egzaminu, a tu jeszcze korki, tłumaczenia, blog, a gdzie tam mój O.!
Żebyś jak najszybciej mogła odpocząć! :*:)

Ja dziś właśnie wróciłam z collegu, to był mój ostatni oficjalny dzień, pozostał mi tylko jeden projekt to wysłania on-line (na co czas mam do pt), a potem już w glowie wakacje!!!!

Super! Gratulacje. :)

Ania Kalemba

no to nie wiem jak to robisz ale kompletnie nie dało się odczuć że coś tu z Tobą jest nie tak! Wręcz przeciwnie- kopalnia inspiracji i motywacji :) Pozdrawiam!

Natalia Lis

No co Ty gadasz? Serio? No to jedno wielkie ufff, bo mnie czasu na blogowanie brakuje bardzo.

Komiteptol

Moje życie wygląda ostatnio dokładnie tak samo jak Twoje i zastanawiam się, jak to ogarniają jeszcze kobitki, które mają dzieci w domu…. Ja na chwilę obecną chyba bym nie dała rady. Musiałabym zrezygnować z kilku rzeczy, którymi się zajęłam… Pozdrawiam, Agata.

Natalia Lis

To chyba te matki, co porzucają dzieci, a same idą w tango ;]

Modest Vagabond

Doskonale rozumiem bo ja już trzeci rok na studiach fiksuję i jakoś końca nie widać aż sama sie sobie dziwię, że jeszcze nie rzuciłam tego wszystkiego w cholerę. Chyba sobie niedługo sprawię takie kolorowanki bo mogą mi się przydać gdy skończę sesję w połowie lipca.

Monika Sokołowska

Pocieszę Cię, ja ledwo godzę pracę z obowiązkami domowymi (nie, nie mam dzieci, nie, nie mam rozpuszczonego męża) , a nauka leży w kącie i woła o pomstę… więc w porównaniu do mnie, uwierz, jesteś mistrzynią :)

Magda

NIE-DAJĘ-RADY. Tutaj tak samo: ostatni egzamin, potem tylko obrona i wreszcie można spełniać marzenia i żyć. Widać metę, a tak cholernie trudno się pozbierać i ciągnąć. Życzę Ci (i sobie też), żeby jak najszybciej to wszystko minęło i nastały lepsze dni.

Dessideria

A ja lubię SUMY i chętnie zawsze je przeglądam. Rozumiem Twój brak czasu i wszystko co się z tym wiąże, też często mam takie chwile… ale my to chyba lubimy ;)

photogroszki.pl

obstawiam, że jak skończy się to co musi być (mam na myśli college) to całe zło związane z wypaleniem minie ;) Za dużo obowiązków i spraw na głowie sprawia, że człowiek zaczyna przestawać myśleć o tym co przyjemne ;) Lepiej sobie trochę odpuścić na którymś z horyzontów aby nie dać się zwariować ;D Potem powróci się ze zdwojoną siłą :D

Magda

o Babaduka widziałam i nie, żebym się po nim bałam, ale fazę nakręcił niezłą ;)
a te kolorowanki kuszą, oj kuszą….

joule

Właśnie wczoraj zaczęłam oglądać serial Orange is the new black. Co tu dużo mówić, na jednym odcinku nie mogło się skończyć ;) Odpycha mnie właściwie ten jeden element – aktor z American Pie, który zawsze gra półgłówków i jakoś nie mogę się do niego przekonać.

Zenja

Kiedyś też robiłam zdjęcia na małej przestrzeni. Tak właściwie, to zaczynałam od garażu rodziców (zabrzmiało nawet amerykańsko!). Uważam, że to dobre – wzmaga kreatywność, przez co uczymy się kombinować ze światłem. Ciekawe, o co chodzi z tą fioletową kartką? Chyba nie zmieściłaś się na niej? :)

Natalia Lis

Zrobiłam to! A jakże, tu efekty: https://www.jestrudo.pl/mezczyzna-vs-kobieta/

Zenja

A to jest to! Jeny, aleś Ty szczuplutka!

stefanyak

O, faktycznie nowy sezon Orange… już się pojawił. Swoją drogą bedziesz publikować jeszcze w przyszłości jakieś porady dotyczące foto mobilu, np. robienia zdjęć telefonem? Wcześniejsze były w dechę. #polecam

Natalia Lis

Z pewnością! Fotografia mobilna idzie bardzo do przodu, nie planuję pomijać tego wątku! :)

Uwielbiam kolorowanki! Odkryłam to niedawno, a szczególnie upodobałam sobie mandale i traktuje je jako formę medytacji. Działa! Spinaj się, kończ, co masz kończyć i przyjeżdżaj do Warszawy, bo sprawę do Ciebie mam ;).

Natalia Lis

Spinam spinam, a PL już w niedzielę! Ekscytacja miesza się u mnie z niedowierzaniem, że to już. Sprawę? Byle coś fajnego ;]

Crazy Two

Najgorzej jest wtedy, kiedy człowiek ulegnie poczuciu, że ciągle coś „musi”, nakładając na siebie coraz więcej obowiązków, które w pewnym momencie przerastają nas samych. Dlatego w takiej chwili najlepiej znaleźć właściwy balans, który pozwoli nam się odprężyć, odpocząć i spojrzeć na swoje wyzwania, bardziej spokojnie, by nie zgubić w tym wszystkim najważniejszego – czyli siebie i swoich swoich potrzeb. Nie jest to łatwe, zwłaszcza, kiedy człowiek żyje w biegu, ale możliwe:)

Część Mnie

Niestety nie tylko Ty cierpisz na ogrom obowiązków i planów czekających na realizację… Ważne, aby nie robić niczego na siłę, a skutecznie organizować przestrzeń i czas :)

Zaniczka

Kolorowanki są fajne :) sama się w takową zaopatrzyłam i zerkam na nią chciwie pracując w tak zwanym międzyczasie :)

Dostrzec

I tak się kiedyś chciało dorosłości… A może to jakieś wiosenne przesilenie, u mnie podobna sytuacja, dopiero teraz mam czas na oddech.

Pod „Babadookiem” też się podpisuję, warto zobaczyć. Dla mnie świetne ujęcia, straszne same w sobie ;)

[…] praktycznie codziennie udało mi się wkręcić w kolorowanki, ale podziękowania należą się Rudej, bo to u niej na blogu po raz pierwszy je […]

Paulina S

Na szczęście jestem już po sesji i fajrant, ale przed sesją miałam to samo – byłam zawalona zajęciami na tygodnie, że ledwo mam czas aby oddychać, o spaniu nie wspominając. O tyle dobrze, że dobrze działam pod presją, ale prędzej czy później ma się tego wszystkiego dość. Kolorowanki robię sobie sama, chociaż ostatnio nie mam do tego zacięcia. A Twoje są piękne! I jak ja dobrze rozumiem Cię z serialami – większość co wymieniłaś oglądam, a i Babadooka już całkiem dawno widziałam. To niezwykłe, że niby nic się tam nie dzieje, a klimat jest niesamowity! Jeszcze biorąc pod uwagę, że… Czytaj więcej »