podSUMowanie ostatnich tygodni – SUM #29

Jeeeesień! Gdyby jakiś groźny Rudzik znacznych rozmiarów nakazał mi określić ostatnie tygodnie jednym słowem, powiedziałabym JESIEŃ. Mam dla Was masę klimatycznych zdjęć! To takie nietypowe podSUMowanie – brakuje mi czasu, a bardzo dużo mam do powiedzenia, więc będę mówić obrazami. Pasuje?

 

Jesień na całego!

 

W Mielnie

Wiecie doskonale, że żyję, by jeść. Proszę nigdy nie mylić kolejności i związku przyczynowo-skutkowego. Mówiłam już, że szwagier czasem nazywa mnie pieszczotliwie Głodomorrrrą? :D

Myślę, że naszą czwórkę (do Mielna wybraliśmy się na zaproszenie Kasi i Patryka), spokojnie można nazwać GASTROTURYSTAMI.

 

W Anglii nie jadałam fish&chips, ale nad morzem podobno trzeba. Choć nie przepadam za rybami, jestem grzeczna i słucham starszych. No więc zjadłam.

 

Po obiadku przyszła pora na gofra. Powiem Wam, że zdobycie go we wrześniu to był prawdziwy wyczyn! Wszystko zamknięte, zabite dechami, czekające na otwarcie sezonu w przyszłym roku. My swojego upolowaliśmy w Weranda Lunch & Cafe – szczerze, to nie był szczególnie smaczny, śmietana z pudełka, ale buzia mi się uśmiechała. Pan Mąż kawą nie był zachwycony, więc jeśli macie możliwość, szukajcie innego miejsca, gdy macie ochotę na coś słodkiego.

 

Co dzień chodziliśmy na deser do Stałego Lądu. To kawiarnia z charakterem. Nic dziwnego, że polecaliście mi ją tak żarliwie.  Ciekawy wystrój – jest. Klimat – jest. Tandety- brak. Ciacha – pierwsza klasa (polecam tartę Rafaello!!!), kawa też przepyszna.

Na obiady wybraliśmy się do Dune – to restauracja przyhotelowa, więc otwarta cały rok. Nie jest najtańsza, ale wszystkim nam bardzo tam smakowało. Pan Mąż chwali burgera, mówi, że jeden z lepszych, jakie w życiu jadł. Mają jednak minusa – obsługa jest bardzo nierówna. Wszystko zależy od kelnera. Pierwszego dnia trafił nam się gbur, drugiego zaś kelner w pełni oddany swojej pracy.

 

Domki na wodzie w Mielnie

Okej, ale miejscówka! My zatrzymaliśmy się w domkach na wodzie HT Houseboats, dzięki serwisowi Slowhop. To było coś niezwykłego…

Okno na całą ścianę zapewniało przepiękne widoki. Wieczorami chłopaki grali w tenisa stołowego (widoczny na zdjęciu stół się rozkłada, a w schowku można znaleźć wszystkie potrzebny sprzęty), wypożyczyliśmy też gry planszowe. Taboo i Party Time to zawsze świetny pomysł.  „- Gniecie kobiety w plecy! – Fiszbina?” ^^

W te pochmurne dni siedzieliśmy w saunie. Jeśli kiedyś zdecydujemy się na dom, musi to być chałupka z sauną. Koniecznie!

… a w te bardziej słoneczne odwiedziliśmy morze i wypłynęliśmy tratwą z silnikiem na środek Jamna. Prawdziwą radochę miałam dopiero, gdy przejęłam stery ^^ Myślę, że nie tylko ja. Tego się nie da opowiedzieć, to trzeba przeżyć na własnej skórze! Może zamiast blogować, powinnam zostać kapitanem tratwy…?

za zdjęcie dziękuję Kasi, a dokładniej to jej MM.

 

Śniadanka przynoszono nam co rano pod drzwi. W wielkim koszu były same pyszności. Coś na ciepło, świeże pieczywo, dżemy, jogurty, koktajle, owoce, coś na słodko. Mrrr.

 

W Warszawie

Jeszcze jakiś czas temu nie przypuszczałam, że na spacery będę chodzić do Łazienek. Do TYCH Łazienek. Że będę mieszkać w stolicy i pracować w domu. Tak wiele marzeń udało mi się spełnić, a tak łatwo na co dzień zapomnieć, że jest dobrze. Bardzo dobrze.

Jeśli w Warszawie zawita słońce, wybierzcie się koniecznie do jakiegoś parku. Już jest mniej liści, ale wciąż panuje cudny klimat.

 

Jeden dzień października spędziliśmy na konferencji Mężczyzna 3.0. To był mój pierwszy urodzinowy prezent dla Pana Męża. Na pamiątkę zdjęcie z profesorem Zimbardo i autograf w książce. Każdy, kto choć przez chwilę interesował się psychologią, nazwisko na pewno zna. A jeśli nie, poczytajcie sobie o jego eksperymencie więziennym.

 

Skoro już wyszliśmy z domu, od razu napiszę o świetnym spotkaniu ze znajomymi. Klasycznie – przy dobrym jedzonku. Kasia, Fab – jeszcze raz dziękujemy za zaproszenie! To były bardzo wartościowe godziny.

 

Może spytacie, co robi Matka Wszystkich Rudzików* w domowych pieleszach? Ano odpowiedź jest prosta, albo robi jedzenie, albo jedzenie je, albo o nim pisze :D

Tutaj szykuję mus z jabłek, zrobiłam też powidła śliwkowe. Uwielbiam!

 

*- nie ja nadałam sobie to określenie, zadziwiająco często zwracacie się tak do mnie w mailach i prywatnych wiadomościach ;)

O, a ten rozgardiasz sponsorują 3 rodzaje granoli. Wyszła mi tak pyszna, że poważnie rozważam dodanie przepisów na blog. To byłby pierwszy kulinarny wpis od jakiś… 3 lat?!

Mrożone maliny do brownie i ukochane figi z kozim serem.

 

W urodziny

W urodziny Pana Męża zjechała się rodzina i wspólnie spędziliśmy 4 dni na świętowaniu. To był czas istnej rozpusty.

 

Kolacja – najbardziej niezwykła w moim życiu – zjedzona w całkowitej ciemności. Dine in Dark to przeżycie, na które warto się zdecydować. Nic Wam więcej nie napiszę, żeby nie psuć zabawy. Restauracje tego typu można znaleźć w kilku miastach w Polsce i w każdym większym za granicą.

 

Tutaj sentymentalnie – sporo rozczuleń i śmiechu podczas oglądania starych zdjęć.

 

Wieczorami drinki. Dużo drinków.

Jeśli będziecie na Kruczej i przyjdzie pora na świętowanie, wybierzcie się do Bar Max. Fanom Pinacolady mogę ją polecić z czystym sumieniem. A zaraz obok jest Kita Koguta – tam serwują najlepsze mohito ever.

 

I oczywiście dużo spacerów, żeby trochę spalić te wszystkie dobrodziejstwa. Jeśli chcecie aktywnie spędzić czas, wybierzcie się do Domu Zagadek. Mają dwie lokalizacje w Warszawie. Nam udało się wydostać z dwóch pokoi i całą piątką naprawdę rewelacyjnie się bawiliśmy! Zresztą zerknijcie na moją listę co robić w Warszawie!

dom zagadek warszawa

 

Jesienią i zimą gotujemy nieco inaczej. Cebulowa z grzankami z serem jest cudna. Krem z soczewicy pięknie rozgrzewa. Zimowa herbata to moje must-have. A kakao… wiadomo. Koi po całym dniu. Do śniadania zaś zielona. W wielkim dzbanku.

 

Jeśli w tym momencie czujecie ssanie w brzuchu, może pocieszy Was fakt, że nie jesteście jedyni? :) Robię przerwę i pędzę po talerz aromatycznej cebulowej z tymiankiem.

.

.

.

Okej, brzuszek pełen, to jedziemy dalej.

 

 

Ostatnio na blogu

Wiem, jak łatwo przegapić nowe treści, dlatego podrzucam Wam najświeższe wpisy, które ostatnio pojawiły się na rudym blogu:

 

Z sieci

Ostatni akapit poświęcony jest tradycyjnie linkom do Waszych artykułów. Pod koniec każdego miesiąca proszę Was o podzielenie się swoimi treściami. A więc to kolejna możliwość darmowej promocji! W sieci jest tego naprawdę masa. Obserwujcie mnie na FB i linkujcie do siebie. Czekam na linki do Waszych blogów!

 

To już wszystko, moje cudne Rudziki! Trzymajcie się ciepło i pamiętajcie, że jesienne wyzwanie fotograficzne trwa w najlepsze! Dołączcie czym prędzej!

 

Podzielcie się w komentarzu swoimi sposobami, na oswojenie jesieni, okej? Listopad to taki miesiąc, kiedy wielu z nas odczuwa spadek nastroju, nie dajmy się!