Lifestyle Rudziki! – wrześniowy SUM #28

Kolejna porcja rudego lifestyle’u poleca się do kawki, herbatki, Theraflu, co tam sobie akurat sączycie. SUM jest wrześniowy z ostatnim tygodniem sierpnia, który mieliśmy szczęście spędzić w UK. Pogoda była cudna, temperatury też, ale o reszcie przeczytacie już niżej. Całkiem klimatyczny wyszedł mi ten wpis, zapraszam Was serdecznie!

 

Lifestyle i jedzonko

Tym razem te dwie strefy przenikały się bardziej, niż zwykle. Będąc w mieszkaniu w Warszawie, wciąż czekaliśmy na kuchnię, więc żyliśmy na pudełkach (catering dietetyczny – widać mi teraz wszystkie mięśnie brzucha! :D), jedzeniu zamówionym online i tym jedzonym na mieście. Sierpień i wrzesień to wciąż był czas wypełniony wyjazdami i chętnie Wam o nich trochę opowiem.

 

Anglia

Jeszcze w sierpniu odwiedziliśmy Milton Keynes, czyli miasto, w którym spędziłam ponad 5 lat swojego życia, a Pan Mąż ponad dekadę! Powiem Wam, że każda wizyta tam wiąże się z dużymi emocjami. Raz, że zostawiliśmy cudownych ludzi, za którymi tęsknimy. Dwa, że wracają do mnie wszystkie dobre wspomnienia, gdy odwiedzam niegdyś odwiedzane sklepy, spaceruję uliczkami, którymi chodziliśmy z PM i rozmyślaliśmy, kiedy to wreszcie wrócimy do Polski :D

Poniżej cudne mieszkanko mojej Przyjaciółki. Czuję się trochę matką chrzestną tego projektu, bo to ja zaraziłam Karolinę miłością do białych mebli, przeróbek i szarości. Jest cudnie! Uwielbiam mix starego z nowym, ten dopasowany eklektyzm i serce, które zostało włożone w to mieszkanko.

Ze znajomymi, którzy nas ugościli, spędziliśmy czas na rozmowach, grach w planszówki. Niech żyje Taboo i Party Time!!! O, przy okazji polecam moją listę ulubionych gier planszowych. Był grill i masa pysznego jedzenia przez cały tydzień. I było tak cudownie i tyle się działo, że nie mam zdjęć, które mogłabym Wam tutaj pokazać. Chociaż nie, mam zdjęcie kotów, musi Wam wystarczyć.

Mój Szwagier przywitał nas moimi ukochanymi czekoladkami z HotelChocolat – musicie kiedyś spróbować, jeśli odwiedzicie UK! Koniecznie. Dowiem się, jeśli pominiecie ten arcyważny punkt. Graliśmy trochę w Tekkena, pogoda pozwalała na spacery i aktywności na świeżym powietrzu.

Z kilkoma przyjaciółmi z ex-pracy wybraliśmy się do Kaspa’s – wszyscy zachwalali, a deser, który widzicie na pierwszym planie zjedliśmy z PM na pół. Ledwo. Całkiem rozważnie zaczęliśmy o jednej sztuki, na jednej sztuce też się zakończyło. O wiele za wiele cukru, nawet wersja owocowa-sorbetowa ociekała słodyczą. Jeśli na co dzień raczej nie jecie sklepowych słodyczy, to w tej kawiarni nic Wam nie będzie smakowało.

Lody same w sobie też nie są zbyt szczególne, jeśli macie ochotę na takowe, polecam dużo bardziej Ben & Jerry’s (do kupienia w dyskontach). Chociaż one chyba są już też dostępne w PL, prawda?

Wagamama to kolejne miejsce, które odwiedzamy, gdy tylko mamy ochotę na trochę orientalnego jedzenia. Niespecjalnie krępuje mnie, że muszę poprosić o sztućce. Mimo chęci wciąż nie potrafię jeść pałeczkami. Cóż, nie muszę. Widelec jest spoko. Fanów włoskiej kuchni odsyłam do Bella Italia.

 

Bieszczady

W Ustrzykach Dolnych spędziliśmy cudowne kilka dni. Głównie odpoczywając, nieco pracując, jedząc dużo pyszności (tagliatelle grzybowe to jedno z najlepszych dań, jakie jadłam w życiu!) i spędzając czas z rodziną. Nie wiem, czy Wam wspominałam, ale moja Mama kilka miesięcy temu wywróciła swoje życie do góry nogami – rzuciła wszystko i wyjechała w Bieszczady :)

Załapaliśmy się też na mini koncert na żywo. Dwóch charyzmatycznych panów, dwie gitary i atmosfera od razu się zmienia.

Pogoda naprawdę była cudowna. Poza jednym deszczowym dniem, było ciepło, niemalże lato w pełni.

Tak wyglądam, jak staram się nie wpaść do rwącej rzeki i zostać obiadem dla krokodyli. No dobra, może lekko dramatyzuję, ale widzicie to skupienie na twarzy?! To była poważna sprawa.

A tu już z Mamą / starszą siostrą :) Pamiętam, jak kiedyś wrzuciłam nasze wspólne zdjęcie na FB – pojawiło się pod nim kilkadziesiąt komentarzy, że to niemożliwe, że wkręcam i toż to siostra moja jest. Siostrę owszem, mam, ale młodszą lat 6.

 

Południe Polski

Gdy tęsknota wzięła górę i jeszcze dopadł nas kryzys o nazwie to już trzeci-miesiąc-bez-kuchni, wybyliśmy na południe odwiedzić rodzinę.

W samym centrum Sosnowca serwują dobre ciacha. Kawiarnia nazywa się Abadaba i jest zaraz obok ruchomych schodów. Piszę konkretnie, bo na Insta Stories zasypaliście mnie prośbami o adres :)

1 dzień w Sosnowcu, z moją rodziną i tyle samo w Pawłowicach, z Mamą PM, a radość wielka!

 

Warszawa

Po raz pierwszy spróbowałam tajskich lodów. Z dodatkiem masła orzechowego były niezwykle kremowe i… zapychające. Porcją ze zdjęcia mogłabym spokojnie podzielić się z drugą osobą. Co do samych tajskich lodów – bez rewelacji, równie bardzo lubię zwyczajne, w wafelku.

Pyszne pierożki serwują w Pełną Parą. Mają dwa lokale w Warszawie i można zamówić sobie mix i wybrać ulubione. Niestety cała reszta kompanii miała ochotę na inne typy potraw i oni zupełnie zadowoleni nie byli. A więc polecam pierożki, a jeśli macie ochotę na coś innego, to lepiej gdzieś indziej?

 

Wrzesień to jeden z „moich” miesięcy (dowiedz się więcej o kalendarzu literackim), wpadłam więc odświeżyć swój kolor włosów do profesjonalnego salonu, zorganizowałam też dla Was mini konkurs. Jeśli lubicie takie atrakcje, polecam śledzić mnie na FB, tam zawsze trąbię o wszelakich atrakcjach dla Was:

 

 

Było też śniadanko w Aioli i domowe tiramisu. Uwielbiam wszystko, co włoskie! <3 Nie mogę doczekać się naszego wyjazdu do Rzymu…

 

Na początku września wzięłam udział w rewelacyjnym warsztacie. Chciałabym, aby więcej agencji i marek miało tak profesjonalne podejście do wspólnych działań. Nie czuję się porzucona, a w pełni zaopiekowana. Widzę, że wszystkim nam zależy, aby każdy czuł się komfortowo w swojej roli i wspólnie dążymy do sukcesu tego projektu. Będziemy razem realizować większą kampanię (będzie super wideo i wpis na blogu), wtedy też dowiecie się więcej. Powiem tylko, że chodzi o soczewki. Zdjęcia z eventu wykonał Orest Tabaka.

 

Rzadko robię zdjęcia na zlecenie, a jak już coś, to tylko produktowa i tylko u mnie w domu. Dla przyjaciół jednak robię wyjątki – cykam portrety, zdjęcia biznesowe, czy tak jak w tym przypadku, fotki nieruchomości na wynajem dla Kasi i jej MM. Bardzo przyjemne zajęcie i muszę przyznać, że to zlecenie przyniosło mi sporo satysfakcji. Aż sama się zaskoczyłam! Warto czasem zrobić coś innego, odejść od swojej rutyny, bo za rogiem może czekać zaskakująco dużo radości z własnej pracy.

 

Kulturalnie

Ostatnie dni września spędziłam pod kołdrą (hello, jesienne przeziębienie), oglądając Desperate Housewives (uwielbiam!!! ale oszczędzam, bo już jestem na siódmym sezonie), czytając i grając w…

Nic na to nie poradzę, że wciągnęłam się maksymalnie! Nie jestem typem gracza i nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam na telefonie jakąś grę.

Co czytałam?

Wpadły mi w ręce dwie książki o tematyce zero waste, a mianowicie Pokochaj Swój Dom autorstwa prekursorki tego ruchu – Bei Johnson oraz polski podręcznik o niemarnowaniu Życie Zero Waste Katarzyny Wągrowskiej. Książka Kasi podobała mi się bardziej, ponieważ opisuje polskie realia kupowania produktów bez opakowań i życia jak najbardziej w zgodzie ze środowiskiem. Obie książki to typowe poradniki, podzielone na najbardziej problematyczne pomieszczenia, czy kwestie. Wiecie, kuchnia, łazienka, garderoba, porządki. U Kasi znajdziecie więcej osobistych przemyśleń i historii z życia wziętych. U Bei z kolei jest więcej „mięcha” – X domowych sposobów na choroby, X nieszkodliwych detergentów. To, co podoba mi się w obu poradnikach, to brak idealizowania. Obie dziewczyny otwarcie piszą o wybojach na swojej drodze do niemarnowania. Bea robi tabletki do zmywarki, ale domowy kefir marnował zbyt wiele cennych zasobów i to zwyczajnie odpuściła. Nie ma tu zbędnej przesady, fanatyzmu, a są fajne poradniki, które UŚWIADAMIAJĄ, jak bardzo nie eko wygląda nasze codzienne życie. Nie wiem, jak zadziała na Was, ale ja mam potrzebę zmiany. Choć od razu muszę napisać, że wiele elementów życia zero waste już praktykujemy: wielorazowe torby, oszczędzanie wody, energii i papieru w wszelakiej postaci, picie kranówki. To drobne rzeczy, ale wierzę, że mają duży wpływ.

W kolejce czeka jeszcze Rzeczozmęcznie, tematyka podobna, więc dam Wam następnym razem znać, jakie wrażenie na mnie zrobiła ta książka.

Wieczory to zawsze czas zarezerwowany na wspólny czas z Panem Mężem. Najczęściej coś sobie oglądamy i chcemy polecić Wam kilka dobrych tytułów. Przede wszystkim dwa obłędnie dobre seriale: Handsmaid’s tale oraz Flesh and Bones. Oba są równocześnie wyśmienite, co trudne. Ja sama należę do osób wrażliwych i miałam kryzys przy pierwszym czy drugim odcinku, jednak historie zbyt mocno mnie wciągnęły, by odpuścić. I nie żałuję, bo na główne bohaterki patrzy się, jak w obrazek, czekając na każdy ich kolejny krok, decyzję. Nic Wam więcej nie napiszę, zarys fabuły łatwo znajdziecie w sieci, ja Wam tylko mówię, że warto.

Jeśli macie ochotę na coś lżejszego, a ja ostatnio miałam, to bardzo przyjemnie oglądało mi się Baby Driver – mistrzowsko zgrane sceny z muzyką. Wyczulonych na dźwięki zachęcam do obejrzenia, choć to komedia akcji i zapewne nie każdemu przypadnie do gustu.

Zapragnęłam obejrzeć Tomb Rider i równie szybko pożałowałam tej decyzji. Wytrwaliśmy może 30 minut i jest to czas zmarnowany. Uwielbiam Angelinę, ale zdecydowanie wolę ją podziwiać w fajniejszych produkcjach. To już Skarb Narodów, choć nie jest to film nazbyt ambitny, nie można powiedzieć też, żeby był nieprzewidywalny, podobał mi się bardziej. Ale wiecie, bez szału.

Bardzo bardzo bardzo miałam ponownie ochotę na American Beauty i czekałam chyba z miesiąc, aż PM zapragnie obejrzeć go ze mną. To jedna z tych produkcji, którą warto raz w życiu zobaczyć. Adwokata diabła zresztą też.

Chętnych na futurystyczne wizje i zainteresowanych tematem sztucznej inteligencji polecę Ex Machina.

OMG, prawie zapomniałam! Przepiękny film to Służąca, autorstwa Koreańczyka – Chan-wook Park. Przyznam, że długooo zwlekałam, bo Oldboy zrył mi psychę i mówię to zupełnie poważnie. Moje obawy okazały się jednak bezpodstawne. No raczej. Bo mocnych scen jest tu kilka, jednak ten film jest przede wszystkim cudowną grą światła i kolorów. I są 3 akty i wszystkie mogą Cię zaskoczyć.

 

Z sieci

Ostatni akapit poświęcony jest tradycyjnie linkom do Waszych artykułów. Pod koniec każdego miesiąca proszę Was o podzielenie się swoimi treściami. A więc to kolejna możliwość darmowej promocji! W sieci jest tego naprawdę masa. Obserwujcie mnie na FB i linkujcie do siebie. Czekam na linki do Waszych blogów!

  • Blog z klasą czyli sporo treści o tym, co wypada, a co jest w złym guście. Pochłonę go całego!
  • Zupełnie inne spojrzenie na zarabianie przez fotografowanie.
  • Prosty przepis na domowy kisiel. Mniam! Ostatnio mam ochotę próbować nowych przepisów, siedzieć w kuchni, choć działa nam tylko 1 na 4 palniki :D
  • Kiedy kobieta powinna zgłosić się do ginekologa – po pierwsze polecam Wam całego bloga, bo wręcz ocieka konkretną wiedzą bardzo przystępnie podaną. Po drugie być może publikacja tego artykułu, posłanie go dalej sprawi, że któraś z Was, która zwleka z wizytą, jednak się umówi. Wśród moich dalekich znajomych, u kobiety ponad 40-letniej, która nigdy nie rodziła, wykryto, uwaga, 11 mięśniaków. Komórki złośliwe. Zapytacie, jak to możliwe? Ano wierzcie lub nie, ale NIGDY nie była u ginekologa. Nie popełniajcie jej błędu, wizyta minimum raz w roku to konieczność. Dbajcie o siebie, no!
  • Idzie jesień, a wraz z nią niedobory, np. arcyważnej witaminy D3. Dlatego przeczytajcie wpis co warto suplementować.
  • I na koniec przepis na wegańskie ciasto ze śliwkami. Mam sąsiadów wegan, więc pora nauczyć się kilku przepisów bez mleka, jajek i masła. Może i Wam się przyda.

 

Rudziki, dzięki za odwiedziny, mam nadzieję, że wiecie już, co czytać, co warto obejrzeć, na jakie blogi zajrzeć. W końcu jesienią i zimą spędzamy w domu znacznie więcej czasu, co uwielbiam. Znowu będziemy grać w planszówki, karty i wypijać ogrom herbaty. Ach!

Właśnie, polećcie mi jakieś przepisy do wypróbowania jesienią! Liczę na Was!

 

PS Ja mocno polecam Was mój przepis na brownie z malinami. Właśnie się nim zajadam <3