Dobre praktyki w blogosferze

Uderzyło mnie, jak bardzo szybko szerzą się złe wieści… to tak jakby zdrady, śmierć i afery dysponowały gołębiami w wersji turbo, podczas gdy informacje o wartościowych tematach muszą zadowolić się niedorozwiniętą kurą.

Blogerzy między sobą wciąż za mało się wspierają – zamiast dać lajka i zachęcić swoich Czytelników do przeczytania konkretnego artykułu, patrzą z zazdrością i klikają czerwony krzyżyk. Zamierzam szerzyć dobre praktyki i jak najczęściej polecać to, co polecenia jest po prostu warte. I Was też zachęcam. Po internetach afery niosą się, aż miło, ale przydatne artykuły giną po kilku dniach. Jest cała masa rewelacyjnych blogów, które bardzo intensywnie pracują na swój sukces, jednak on nigdy nie nadchodzi. Z jednej strony wierzę, że wartościowa treść zawsze się obroni, jednak internet to jest środowisko wyjątkowo zagracone, a my, użytkownicy, z chęcią zadowalamy się bylejakością, co napędza wysyp takich treści. Prowadzić bloga może każdy, jednak nie każdy robi to dobrze. Już pisałam o tym przy okazji ostatniej edycji Share Weeka, ale się powtórzę, gdyby mój blog nie został polecony przez większe i poczytniejsze autorki (Ania, MagdaPaula, Alina – ślę duże buziaki) to ni hu hu, nie byłabym teraz w tym miejscu albo dotarcie do niego zajęłoby mi znacznie większy kawałek czasu. Prawdą jest również, że topowi blogerzy często nie mają problemów z polecaniem raczkujących blogów (co jest super, bo daje dużego kopa świeżakowi), ale w przypadku kogoś o średnich czy wysokich statystykach, tego polecenia już nie uświadczysz. No chyba, że to prywatna znajomość. Nawet gdy mówimy o blogerze popularnym i lubianym, (Michał Szafrański) gdy zdecydował się wypuścić bezpłatny kurs Pokonaj Swoje Długi, nie zauważyłam zbyt wielu wzmianek na tablicach moich znajomych influencerów. Szkoda, bo idea szczytna, a realizacja na wysokim poziomie.

 

TURBO GOŁĘBIE

Czasem przeglądam wall’a mojego prywatnego facebooka i łapię się za głowę, cyce, za co popadnie, bo to takie „oglądanie wiadomości” w ich najgorszym wydaniu. Unikam telewizji, nie czytam o bieżących wydarzeniach, a słuchanie o zaistniałych incydentach w radio wprawia mnie w momentalną deprechę i mimowolnie szukam jakiejś żyletki. Media kreują świat brutalniejszym, niż jest w rzeczywistości, a ja mam psychikę dziecka i unikam narażania jej na szwank. Dlatego dostaję gorączki, gdy widzę, że my też lubimy nieść nowinę, niestety jakoś nie dostrzegam kto dostał Nobla, nie ma nic o filmach nominowanych do Oskara, o dzieciach wybudzonych ze śpiączki po piętnastu miesiącach. Za to dziś widziałam zdjęcia ciała wyłowionego z rzeki, jest i seks afera i całe morze polityki. Morze czerwone rzecz jasna.

 

CO Z TĄ KURĄ

Oczywiście, że nikt nie czytałby rudego bloga, a fanpage świeciłby pustkami, gdybym tylko na lewo i prawo wrzucała czyjeś teksty. Jasna sprawa. Czytelnik wraca przede wszystkim dla autora, dopiero w drugiej kolejności po to, co tworzy. Dlatego tak istotne jest zachowanie pewnego bilansu, problem jednak w tym, że szala wciąż jest znacząco odchylona. Pamiętam doskonale, gdy kilka tygodni wcześniej udostępniłam na swojej facebookowej tablicy post Kasi Blog a prawo autorskie i dostałam od niej podziękowania. Jakoś tak uderzyło mnie, że polecanie innych powinno być jedną z naturalniejszych rzeczy, a nie jest! Za mało mówimy o tym, co dobre, za mało korzystamy z możliwości, jakie dają nam nasze zasięgi, warto wykorzystać to, co już masz. Wsadzam więc tą upośledzoną kurę w ferrari i wysyłam z wartościową treścią. Moje nawoływanie do pozostawienia swojego komentarza (nie komentując, mordujesz małe sówki), spotkało się z odzewem, za który bardzo Wam dziękuję. Postanowiłam spróbować raz jeszcze i tym razem zachęcić Was do polecania tego, co na to polecenie zasługuje. Nie migaj się, że nie masz bloga, facebook to też świetne miejsce, żeby wkleić jakiś link. Twoi znajomi będą Ci wdzięczni, a jaką radochę sprawisz kurze!

PM powiedział mi wczoraj, gdy zapytałam go dlaczego tak rzadko puszczamy w świat twórczość innych osób:

[readolog_blockquote ]Jeszcze by się okazało, że ktoś inny także ma coś wartościowego do powiedzenia.[/readolog_blockquote]

Być może tego właśnie się boimy, ale ja wolę myśleć, że to niewiedza i nieświadomość, że warto, że powinniśmy czasem wysłać kurę na księżyc. Przecież Ty już masz rakietę.

 

KORZYSTAJĄC Z OKAZJI

Aby nie być gołosłownym od razu skorzystam z okazji i polecę Wam kogoś:

  • Najbardziej klimatyczne zdjęcia w Polsce, spodobają się pewnie głównie kobietom, bo fotografie są „miękkie” i pełne emocji. Poznajcie genialną Fotoobiektywną.
  • Bardzo subtelny i także bardzo kobiecy blog Joulenka – o rozsądnym życiu i szyciu. Siłą zdjęć jest prostota, po prostu kocham tam zaglądać. Przy aktualnym nadmiarze jest to miła odmiana.
  • Nie wiem czy jest w Polsce ktoś, kto uwił sobie piękniejsze gniazdko, niż autorka bloga My Green Canoe. Nie zaglądam często, ale jak już wpadnę, to po uszy. Przecudowne kadry, świetny magazyn i ogromna dawka radości z życia w najprostszej postaci.

 

Wsadź kurę do Ferrari!