jak przestać jeść słodycze

Jak przestałam jeść słodycze

Zastanawiasz się jak przestać jeść słodycze? Osobiście nigdy nie słodziłam herbaty, aktualnie owoc w owsiance zastępuje mi jakikolwiek “słodzik”, placki twarogowe pociągam cieniuteńką warstwą nisko słodzonego dżemu, na podwieczorek wypijam jagodowy koktajl. Nie zawsze jednak tak to wyglądało. Poza tym dużo oszukuję, głównie siebie, ale o tym dalej. 

Jak zaczęłam zdrowo jeść już Wam dokładnie opisałam. Tym razem jednak chcę podkreślić, że dopóki sama nie podejmiesz decyzji o zmianie swoich nawyków, także tych żywieniowych, to nici z płaskiego brzucha i białych zębów. Celowo użyłam słowa zmiana, gdyż eliminacja nawyków nie wchodzi w grę. Jak mi nie wierzysz, przeczytaj książkę Siła Nawyku.

Wpis podzieliłam na trzy części, być może po przeczytaniu tej pierwszej, klikniesz w czerwony krzyżyk w rogu ekranu. I masz do tego święte prawo.

 

 

NIE JESTEM IDEALNA, BA! NIE JESTEM NAWET BLISKO

Prawdą jest, że człowiek to taka dziwna konstrukcja, która nie potrafi wyłączyć pewnych, już dobrze zakorzenionych, “opcji”, ale dużo sprawniej wychodzi nam zwyczajna ich podmiana. I tak właśnie przestałam jeść słodycze. Ale zaraz zaraz, żeby nie było zbyt różowo, (neonowy odcień różu jest przecież zabójstwem dla oczu!), muszę mocno podkreślić, że ja te słodycze ciągle jem. Pewnie masz teraz dziwną minę i nerwowo zerkasz to na tytuł, to na to ostatnie zdanie i czujesz, że kręcę. Przestałam jeść słodycze, ale ciągle mam okresy, kiedy je podjadam. Na przykład w okresie wzmożonego stresu i tak zwanego “przeładowania” – spada mi wtedy siła do dbania o proporcje, godziny posiłków, makro czy mikro składniki. Jak mam doła czy padam zwyczajnie na ryj, mojej głowy nie zaprzątają myśli w stylu “ej no Natka, dziś było za mało roślinnych tłuszczy”, po czym żwawym krokiem pędzę do kuchni naprawić karygodny błąd i wrzucić na ząb kilka orzechów. NIE. Nie. Bardzo nie. Za to chętnie, pół-leżąc, pół-drzemiąc, spałaszuję kilka chipsów. Jeśli w pracy dopadnie mnie nadprogramowy głód, a akurat nie mam przy sobie omleta z białkiem, ponad typowym angielskim śniadankiem, postawię frytki. Ewentualnie krakersy. Gdy świętujemy urodziny znajomych, uwierz mi, że jestem pierwsza, która nadstawia talerz na ciasto. Restrykcyjne unikanie cukru także nie wchodzi w grę na wakacjach. Na szczęście, wcale aż tak często nie wyjeżdżam. :) Myślę, że powyższe opisy, dają Ci pewien obraz sytuacji.

Skoro już usłyszałaś co i jak i nadal tu jesteś, chętnie powiem Ci, jak żywię się w okresie pt. 100% dla zdrowia, a potem jeszcze dlaczego.

 

OSZUKUJĘ WIĘC JESTEM

Ekhem, zastępuję! Oszukuję samą siebie, bo smak słodki bardzo lubię. Okazuje się jednak, że pomysłów na zdrowe zamienniki nie ma końca. I tak wcinam:

  • Placki na słodko, gofry, omlety – jaglane, z twarogu, z banana, owsiane, z ciemnej mąki, na jogurcie, maślance, nie pytaj, bo nigdy nie skończę. Najczęściej na śniadanie, wraz z ulubionymi owocami. Czasami owoce zamieniam w mus, innym razem dodaję dżem czy osłodzony jogurt naturalny. Do tego kilka orzechów czy pestek i mamy zdrową bombę.
  • Owsianki, budynie i kasza jaglana – tą ostatnią uwielbiam z masłem orzechowym, miodem, orzechami i świeżym bananem. Po takim śniadaniu żaden dzień nie straszny. Głodna robię się szybko, po jakiś 2h, a takie śniadania “trzymają mnie” dłużej. Hitem tego lata była u nas owsianka na zimno – zalewana mlekiem, wstawiana do lodówki. Potem dodawałam mango i kokosowe wiórki. Nic lepszego zwyczajnie nie istnieje.
  • Ciasta domowej roboty – nie popadajmy w skrajności, coś jeść trzeba, ale można zjeść i pysznie i całkiem zdrowo. Po pierwsze staram się wybierać przepisy, które nie angażują znaczących ilości cukru, białej mąki. Ponadto często kombinuję i sama wymieniam białe, na brązowe. Znacząco także zmieniam ilość i proporcje. To poniżej, bajeczne ciasto z gruszkami powstało na spodzie z płatków owsianych. Serio, da się i smacznie i zdrowo. Nie trzeba wybierać.

jak przestać jeść słodycze

  • Woda z cytryną i miodem na czczo, pyszne herbaty, domowe soki, a czasem także te sklepowe. Ponadto na umór chleję niegazowaną wodę, o każdej porze roku, dnia i nocy. Powyższe zastąpiły mi słodkie napoje, a tych nie piję od wielu lat i wcale nie tęsknię. Pamiętaj, owocowa woda, to też napój słodzony, a nektar to nie sok!
  • Domowe powidła i przetwory – w tym roku odpuszczam, ale te śliwkowe, z zeszłego, to było coś… absolutnie wspaniałego. Idealny smak, idealny aromat i zero (zero!) cukru czy chemii. Nakładając takie na pieczywo nie mam ani krzty wyrzutów sumienia! Oczywiście, że owoce to też cukry proste, więc należy zachować umiar i proporcje.
  • Owocowe koktajle i smoothie – tak to także owoce, także cukry proste, ale jakie pyszne! W takich mieszankach można przemycić także owoce/warzywa, których na co dzień nie lubimy, a wypadałoby czasem zjeść. PM nie przepada za szpinakiem (cyt. “ciągnie mnie w zęby” cokolwiek to oznacza), ale w smoothie zupełnie mu nie przeszkadza. Ponadto często dorzucam płatki owsiane (wtedy mamy już prawdziwe danie!) lub siemię lniane. Ulubione połączenia..  moje 2 przepisy na smoothie. Ostatnimi tygodniami bardzo smakował mi też szpinak + świeży ananas + sok pomarańczowy + woda. Opcjonalnie można dorzucić sok z cytryny lub miód, w zależności od upodobań.
  • Domowa nutella – to nic innego, jak dojrzałe awokado z dużą ilością prawdziwego kakao i miodem. Delicje! Swoją drogą, tą oryginalną zjadałam za dzieciaka wiadrami, teraz mam wstręt.

Nie robię sobie wyrzutów sumienia i +3h na bieżni w zamian za kawałek ciacha. Rozgraniczam sklepową chemię, zupełnie nie ciągnie mnie do batonów, ciastek czy smakowych czekolad (zjadam czasem gorzką, ale ta jest całkiem sprytna, i nie da się jej całej zjeść :)); w chwilach słabości wolę ugnieść “trufle” z orzechów i daktyli czy upiec owsiane ciasteczka. Domowa granola też nieźle daje radę!

 

CO MI DAJE ZDROWE ODŻYWANIE

Innymi słowy, dlaczego warto przestać jeść słodycze:

  • Znacznie rzadziej choruję – owszem łapią mnie przeziębienia, ale po dniu, dwóch już dochodzę do siebie, kiedy jeszcze 3 lata temu przeziębienie zamieniało się w zapalenie zatok, a ono z kolei trzymało mnie w łóżku po 3 tygodnie. Ten pierwszy punkt jest dla mnie zdecydowanie najistotniejszy. Nikt nie lubi być przykutym do łóżka, a w tym sezonie grypowo-przeziębieniowym konkretnie dopadło mnie tylko raz na weekend.
  • Nie boli mnie brzuch czy żołądek – a kiedyś zdarzało mi się to nagminnie. Może nie były to bóle odbierające zdolność do funkcjonowania, ale radość już owszem.
  • Zmienił mi się smak – znacznie wyostrzył, nie potrzebuję tylko przypraw, soli. Wszystko po prostu lepiej smakuje.
  • Nie rzucam się na jedzenie
  • Czytam etykiety – i jestem znacznie bardziej świadomym konsumentem. Kiedyś bardzo chętnie wcinałam zbożowe ciastka (reklamowane jako świetne drugie śniadanie), a to sam cukier jest. Tak samo ciasteczka muesli – olej palmowy i syrop glukozowo-fruktozowy. Bleee.
  • Mam mocniejsze włosy i ładniejszą buzię – nie widzę różnicy na paznokciach, ale włosy, które kiedyś gubiłam całymi garściami, teraz mają się nieźle. Po chwilach słabości na mojej twarzy od razu pojawiają się nieproszeni lokatorowie.

 

Zupełnie nie zależy mi, aby przekonać Cię do zmiany swoich nawyków. Liczę jednak, że moje wnioski zapadną w pamięć i będą sobie tam siedzieć, aż poczujesz się gotowa. Jestem zadowolona ze swoich decyzji, nie wyrzucam sobie chwil słabości, nawet jak trwają tygodniami, bo wszyscy jesteśmy ludźmi, a ci, z natury, popełniają błędy. Jeśli mój organizm wciąż krzyczy “daj mi te cholerne chipsy o smaku koziego sera i chilii” no to przecież nie mogę mu całe życie tylko odmawiać.

Oceń post!