Jak zaczęłam jeść zdrowo

Nie spodziewajcie się typowego poradnika, nie mam za sobą zaplecza wiedzy à la Dr Lifestyle, a jedynie swoje własne doświadczenie, których chętnie się z Wami podzielę. Kojarzycie Ciasteczkowego Potwora z Ulicy Sezamkowej? Jakiś czas temu żarłam tyle, co całe dorodne miasto wypełnione tysiącami takich potworków! W pewnym momencie zmieniłam swoje wysoko węglowodanowe menu i dziś trochę podpowiem jak jeść zdrowo, a raczej jak mnie się udało.

 

KIEDYŚ NIE LUBIŁAM SŁODYCZY

Moja mama nie jest fanką słodkiego smaku i ponoć coś fajnego udało mi się odziedziczyć – za dzieciaka też nie lubiłam słodyczy. Jednakże moja babcia to jest kobieta na tyle wytrwała, że mimo niesłabnącego oporu z mojej strony, wciąż podsuwała mi pod nos batoniki, ciasteczka i lody, aż w końcu zrezygnowałam z kręcenia nosem i tenże nochal wsadziłam w górę bitej śmietany. Zostałam tak na następne kilkanaście lat.

Dzieckiem byłam chudym, nad wyraz; nosiłam rajstopki w poprzeczne pasy (mądrzy rodzice!) i cała rodzina potrafiła odtańczyć dzikie hulanki, byle tylko mała Natalka otworzyła buzię po jeszcze jedną łyżeczkę zupki. I jeszcze jedną…

jak zaczęłam jeść zdrowo
zdjęcia pochodzą z mojego instagrama

 

NIENASYCONY HULK

Na okres dojrzewania, kiedy to jadłam tyle co cała moja familia razem wzięta, przypadł najgorszy słodyczowy głód. Wtedy z sympatycznego włochatego Ciasteczkowego Potwora zamieniłam się groźnego, wiecznie nienasyconego Hulka! Czekolada z nugatem w godzinę? No problem! Wielka paka paprykowych chipsów, gdy w środku nocy obudził mnie głód? Czemu nie! Trzy kawałki karpatki, jeden sernika i cola do popicia? No pewnie, w sam raz do popołudniowej herbatki. Żarłam, a że młoda byłam i na przystanek co dzień biegałam – nie szło mi w boczki, w uda też niekoniecznie. A nawet jak coś gdzieś minimalnie wystawać zaczęło, dwa brzuszki machnęłam, dwa przysiady, po kłopocie. Nigdy nie miałam dość, często nie potrafiłam zacząć się uczyć bez tabliczki mlecznej z orzechami, keczupowe z Biedronki towarzyszyły każdej rozgrywce w planszówki, lody to taka antipasto, w sumie to się nie liczy. Czasami czułam, że MUSZĘ natychmiast zjeść coś słodkiego, a jak nie było… piekłam ciasto, ucierałam kogel mogel, ruszałam mało-jędrne-dupsko do sklepu, żeby braki uzupełnić. 50cm pizzę zjadałyśmy z przyjaciółką na pół. Bywały momenty, gdy nie potrafiłam myśleć o niczym innym, wciąż chciałam żreć, wpychać w siebie, zajadać, konsumować, przeżuwać, połykać, trawić, jeść. Nie miałam limitów, nie czułam potrzeby ich sobie narzucać. Cały czas wpychałam w siebie słodkie śmieci, a do tego 3-5 porządnych domowych posiłków. Jeszcze nie tyłam. Jeszcze.

 

PIERWSZY ZRYW

Pierwszego stopa dałam sobie w liceum, kiedy to namiętnie przygotowywałam się do matury z biologii. Im więcej czytałam o swoim ciele, odżywianiu, działaniu poszczególnych narządów, tym większą niechęć żywiłam do karmelków i krówek, choć słodziachne to przecież i urocze. Zaczęłam też regularnie się gimnastykować, rozciągać; nic poważnego, ot 30 minut dziennie dla ciała i ducha. Podziałało. A potem przyszedł czas jeszcze intensywniejszej nauki, mniej spałam, zrezygnowałam z ruchu, gorzej też zaczęłam jeść, mojego Pana Męża poznałam, zatęskniłam się na śmierć, smutki, stres i złą pogodę zajadałam. A jakże! I tak sobie żyłam przez kolejne kilka lat, karmiąc się niezdrowym żarciem (matko z córką, ależ ja miałam słabość do Kinder Bueno i Rafaello!), a moje wewnętrzne organy pięknie obrastały tłuszczykiem. Aż pewnego dnia, w maju 3 lata temu, moja przyjaciółka wpadła z urodzinowym prezentem i skalpelem. Chodakowskiej.

 

JAK JEŚĆ ZDROWO

Od tamtej pory każdy kolejny rok jest lepszy. Dorosłam i pożegnałam się z Ciasteczkowym Stworem. Jem zdrowiej, mądrzej, łatwiej komponować mi posiłki, 3 miesiące z Vitalią pomogły mi znaleźć inspiracje, intuicyjnie dobieram sobie śniadania, zjadam zdrowe podwieczorki, moja waga waha się o 2kg, zależnie od pory roku czy cyklu. Rozumiem, że zdrowy tryb życia to jest proces i tutaj, jak nigdzie indziej, bardzo ważne jest cieszenie się samą drogą. Nie jest idealnie! Mam tak dużo obowiązków, że w pierwszej kolejności świadomie zawsze rezygnuję z regularnych treningów, choć wtedy od razu gorzej wyglądam, gorzej się czuję. Zaliczyłam 3 miesiące na siłowni i wiele kilkutygodniowych romansów z domowym cardio. Przez tydzień też biegałam, nienawidzę biegać. Z dietą jest łatwiej – nie ciągnie mnie do tłustych obiadów, typową „polską kuchnię” też omijam na rzecz tej włoskiej, tyle że czasem śmietanę zastępuję naturalnym jogurtem. Nie zawsze. Nie wariuję. Jedzenie ma smakować. No właśnie, a te słodycze… To nie jest tak, że nie jem ich zupełnie, ale wypracowałam sobie metody, które pozwalają mi omijać słodką chemię, choć to jest temat na osobny wpis, dajcie znać czy się produkować?

Już nie zastanawiam się jak jeść zdrowo, robię to intuicyjnie, doskonale zdaję sobie sprawę, kiedy naginam swoje zasady, a kiedy zupełnie je łamię. Nie pijam dużo kawy, aktualnie obraziłyśmy się na siebie. Lubię domowe soki, a te sklepowe rozcieńczam z wodą, są dla mnie zbyt słodkie. Uwielbiam herbatę, a wodę chleję w hektolitrach. Właściwie to cały czas coś popijam, zwykłą, z cytryną i miętą, latem z lodem, zimą na ciepło. Na czczo i po obiedzie. Podczas treningu muszę się bardzo ograniczać, już nie raz zdarzyło mi się przerwać cardio z powodu żołądka pełnego wody. Dobry nawyk, tylko często się sika. :) Pamiętaj, pragnienie to pierwszy stopień odwodnienia!

Moje ciało doznało szoku (takiego wiecie, na plus) przy pierwszym zderzeniu z wysiłkiem fizycznym, skóra się ujędrniła, spadł brzuch, dupa się podniosła, schudłam. Od tamtej pory na efekty muszę dużo ciężej pracować, dłużej, mocniej. Już nie ma efektu WOW po miesiącu zasuwania. To uczy pokory i skupienia się na danej chwili, na tym konkretnym treningu, bo każde 15 minut wylewania z siebie potów to maleńki kroczek w stronę zdrowia, lepszego samopoczucia i, finalnie, fajniejszej sylwetki.

jak zaczęłam jeść zdrowo
zdjęcia pochodzą z mojego instagrama

 

NIEIDEALNA

Jestem człowiekiem, daję sobie fory, czasami przesadzam z tym pobłażaniem, ale wciąż się uczę siebie, ćwiczę wolę. Na wakacjach czy wyjazdach do Pl nie stosuję się do swoich zasad, choć po 3 dniach gofrów tęsknię za kremem z porów na warzywnych bulionie. Wystarczy zerknąć na mój instagram, żeby przekonać się, jak daleka jestem od ideału. Lubię torty (kto nie lubi!), ale równie chętnie zjem ciasta z ekspandowanego amarantusa czy ukochane brownie z kaszy jaglanej. Od każdego przepisu odejmuję połowę cukru.  Szukam zamienników. Podejmuję wybory i ponoszę ich konsekwencje. Ostatnia zima była pierwszą od 10 lat, gdy nie musiałam walczyć z zapaleniem zatok. Niemalże nigdy nie boli mnie głowa, a jak już się ośmieli, wypijam szklankę wody. Nie pamiętam ostatniego przeziębienia; kiedyś każde przeradzało się w zatkany nos na trzy tygodnie. Mam świetną cerę, nie wiem co to ból żołądka i już nie wypadają mi włosy. I miewam gorszy czas – stres czy zabieganie potrafią wybić mnie z rytmu, jak opętana pragnę wtedy tiramisu, paprykowych karbowanych chipsów czy góry lodów waniliowych. Do obiadu dopycham się ciastkami, kolejna paczka na przekąskę. Ale na myśl o Marsie w gardle rośnie mi gula. Rzadko która sklepowa czekolada ma przyzwoity smak… czekolady, desery w restauracjach są dla mnie zwyczajnie zbyt słodkie!

Nie jestem idealna, ale się staram.

 

…a jak nie dasz lajka, to Ci pójdzie w boczki!

5/5 - (1 vote)

DOŁĄCZ DO LISLETTERA

.

RÓB FANTASTYCZNE ZDJĘCIA TELEFONEM

Wartościowy artykuł? Udostępnij:

Share on twitter
Share on telegram
Share on whatsapp

SKOMENTUJ:

Subscribe
Powiadom o
guest
79 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Alina N.

Ja zawsze uwielbiałam słodycze i nigdy mi to nie przeszkadzało – mniej więcej dwa lata temu zaczęła mnie od ich nadmiaru boleć głowa i powoli starałam się je ograniczać. Sklepowych teraz praktycznie nie jem (wyjątkiem są lody Haagen Dazs!) i mnie od nich odrzuca.

Zauważyłam, że gdy już zaczniesz się zdrowiej (bo samo „zdrowo” to bardzo szerokie pojęcie) odżywiać, to organizm się zmienia, smaki przestawiają i pewnych rzeczy po prostu już nie da się zjeść.

Cieszę się, że masz rozsądne podejście do życia. Bez przesady w jedną lub w drugą stronę.

Róża Wiatrów

Ja już nie mogę patrzeć na czekoladę. Rok temu dostałam od lubego wszystkie dostępne na naszym polskim rynku rodzaje Milki na Dzień Kobiet, bo wiedział jak uwielbiam czekolady właśnie tej firmy. Pochłonęłam je oczywiście bardzo szybko i wtedy zapaliła mi się czerwona lampka, że to za dużo, że przez zaniedbania sporo też przytyłam. Postanowiłam czekolady nie jeść w ogóle przez miesiąc. Początki były trudne, raz na jakiś czas podjadałam, ale mało. Po około dwóch miesiącach przestało mnie w ogóle do czekolady ciągnąć – już mi tak nie smakuje. Czasem zjem jedną kosteczkę a nie jak wtedy całą tabliczkę ;)

Alina N.

Obecnie mam tak samo – w dodatku czekolada może leżeć w szafce/lodówce tygodniami, a ja jej nie tknę. Milki to już w ogóle – to chyba najsłodsza czekolada na rynku.

To kwestia uzależnienia od cukru. Potem już jest z górki :).

Natalia Lis

A gorzką czekoladę lubicie? Z dodatkiem chilli, malin, jaśminowa, na rynku jest teraz cała masa. To też bardzo fajny dodatek do np. owsianki, byle by nie wkroić tam całej tabliczki :)

Alina N.

Ja niestety nie, choć od dawna próbuję się przekonać…

ka

pamiętam jak miałam z piętnaście lat, a wielodniowe głodówki na zmianę ze stanem „nie mam już siły, pieprze to wszystko” i rzucaniem się na wszystko co dało się zjeść, momentami pełnej motywacji z treningami dzień w dzień po powracające efekty jojo, źle dobierane tabletki antykoncepcyjne i cholernie zmienne humory, sprawiały, że z moją wagą nigdy nie było wszystko w porządku, a ciało momentami przypominało przetyrane i zmęczone życiem ciało czterdziestolatki. pamiętam to doskonale, tak samo jak w wielomiesięczne próby szukania odpowiednich dla mnie diet, lepszych i zdrowszych nawyków żywieniowych, racjonalnych planów treningowych. nie zapomnę też nigdy dwudziestu zrzuconych kilogramów. masy… Czytaj więcej »

Natalia Lis

Popatrz ile osiągnęłaś! Widzę, że była to prawdziwa walka, wiele bitew po drodze przegrałaś, ale ostatecznie to Ty zdobyłaś kontrolę. Gratuluję Ci z całego serducha, super robota!

Grunt to zdrowy rozsądek we wszystkim. A najlepsza dieta to ta elastyczna ;-)

Właśnie wydaje mi się, że dobrze mi idzie balansowanie mniej więcej po środku, żadna skrajność nie jest okej, a jak słyszę, że zdrowe jedzenie to są tylko marchewki ze swojego ogródka, to mnie krew zalewa, bo ten ogródek to by chyba musiał być na księżycu.

Monika

a ja planuje zmienić swoje nawyki żywieniowe ;) małymi kroczkami już działam :)

Lilianna B.

Rzeczywiście opisałaś to bez popadania w skrajności. Popieram i od jakiegoś czasu też się staram. Byleby nie dać się zwariować.

Olga Nina

Ja też mam tak czasami, że jeśli nie zjem czegoś słodkiego to wariuję.. może się wyprodukuj jednak na ten temat, jakie masz metody na niejedzenie słodkiej chemii :)

PS. Dzięki Twojemu bankowi zdjęć mój blog jest śliczniejszy, dziękuję <3 kiedyś zrobię jakieś swoje fajne foty, ale .. no kiedyś!

Natalia Lis

O, no to napiszę, skoro są chęci do przeczytania :)
Co do banku – miło mi!!

Asia

Cały czas się staram jeść zdrowo i rozsądnie, a potem wstaję o 3 rano i wciągam 30 deko wędliny w plasterkach i dwa banany (choć rano pamiętam pochłanianie jednego plasterka, co szybko weryfikuje inspekcja zawartości lodówki…). Nocny głód to ostatnio mój największy, choć relatywnie nowy, śmiertelny wróg.

Natalia Lis

Hm.. ponoć takie objadanie się po nocach może być objawem.. cholera, nie pamiętam czego, ale skoro w ciągu dnia jadasz normalnie, a nocą masz takie ataki, może warto coś na ten temat poczytać?

Joanna eSz

objawem kompulsywnego jedzenia. bycia kompulsywnym żarłokiem…

Asia

Obstawiam nerwicę… A tak na poważnie to chyba skutek zwiększonego zużycia energii, bo od dwóch tygodni ćwiczę skalpel i dorzucam do tego jeszcze nieśmiały zumbowy pląs. Mniej więcej od tego czasu mam te nocne napady :) Dziękuję za troskę :* :):):)

Piszesz tak wyjątkowo, że pochłonęłam post w całości. Początkowe zdania chyba opisują mnie z przeszłości. A taka jak Ty teraz, chciałabym właśnie być. Już pół kroku dzieli mnie od pokonania słodyczowego problemu, ale czasem wydaje się nie do przeskoczenia. Dlatego z chęcią przeczytałabym o tym coś więcej! Może w końcu pokonam swojego Ciasteczkowego Potwora :)

Okej, to postaram się dać Ci broń, a raczej kilka wskazówek, jak go pokonać!

Maria

A ja napiszę coś z perspektywy osoby, która powoli staje na nogi po miażdżącym z siłą czołgu efekcie jojo i z całą masą odziedziczonych z każdej strony rodziny tendencji do tycia: Coś co serio odchudza to… miłość do siebie i innych. Brzmi banalnie. Moja waga zaczęła się jednak serio stabilizować, kiedy przestałam traktować zdrowe jedzenie w kategorii przepustki do świata bez kompleksów, ale jako coś, co ma realny wpływ na moje zdrowie. Szczerze – nie w głowie mi niebycie grubaską ze względów estetycznych, ale nie chcę nią być, bo chcę kiedyś być mamą i nie wyobrażam sobie powiedzieć dziecku „nie… Czytaj więcej »

Natalia Lis

Napisałaś taki mądry i wartościowy komentarz, że cokolwiek przychodzi mi do głowy, nie wydaje mi się dość wartościowe, żeby tutaj dopisać.
Dziękuję zatem, że pokazałaś drugą stronę medalu.

Maria

Aż się zaczerwieniłam… ja również dziękuję!

Kocham słodycze. JEstem uzależniona od wypieków – co widac po moim blogu. Staram się jednak trzymać równowagę. Unikam soli jak ognia. Herbatę przestałam słodzić jeszcze w liceum. Mało cukru używam. Ale jeszcze nie jestem na etapie zamienników. Mogłabym żyć na owocach, ale cerę mam potworną. Buzia. Pędzę podejrzeć to brownie z jaglanej :)

Moim zdaniem wypieki to jeszcze takie pół biedy, bo wiesz doskonale co ląduje w misce. Poza tym – od czegoś jest to życie, no!

Wisia02

W zeszlym roku szkolnym udalo mi sie ograniczyc cukier – do szkoly zamiast slodyczy owoce, pol lyzeczki cukru mniej do herbaty i „ciasteczko-nagroda” po powrocie do domu, potem owoce byly juz naturalna czescia, slodze lyzeczke mniej niz wczesniej, ale calkowicie nie zrezygnuje, a ciasteczko-nagroda po jakims czasie nie byla mi potrzebna. Za to wiecej pieke z mama. Oczywiscie to wszystko nie tyczy sie okresu :D. No coz, nie mozna miec wszystkiego. A w wakacje jakos tak slodycze same sie do mnie pchaly, ale waga sie nie zmienila, samopoczucie tez. Teraz wrocilam do szkoly to wracam do ciasteczka-nagrody i za jakis… Czytaj więcej »

Natalia Lis

Czyli metoda małych kroczków zdała egzamin. Super, że postawiłaś sobie cel i tak uparcie go realizowałaś. Duże brawa.

Wisia02

Jej :D. Kolejny maly kroczek to salatka do szkoly chociaz 2x w tygodniu :D. 1 tydzien udany, ale mase czasu poswiecam robieniu owych salatek, ale jakos to ogarne ^^

Magdalena Gawenda

Z niecerpliwością czekam, bo mam nadzieję, że będziesz się produkować o tym jak udaje Ci się nie jeść słodkiego ;) No i wielkie gratulacje!

Martynosia

Ja otrzasnelam sie po zabiegu usuniecia woreczka w zeszlym roku, wyszly mi bokiem (doslownie hehe) frytki, chipsy, pie. Ze slodyczami nie mam problemu, czasmai zjem ciastko do kawy, ktora i tak pije sporadycznie, czasami jakiegos cukeirka, ale po jednym jestem tak zaslodzona, ze wystarcza mi na miesiac ;) Ale lubie jesc, wlasnie przede wszystkim konkretne rzeczy, schabowy, fryty i inne miesiwa, nie najadam sie salatkami z zieleniny (ktorej nie lubie) czy smoothie, ktore nie przechodza mi przez gardlo;/ Mimo tego wypracowalam sobie wlasna diete, przygotowuje sobie jedzenie do pracy, staram sie gotowac lekko i nie tlusto, choc golonka zawsze jest… Czytaj więcej »

Natalia Lis

Jak jest rower, to już jest dobrze!
Mięsista kobieta z Ciebie, mówisz? Wiesz, jest taka dieta Kwaśniewskiego (nie ma nic wspólnego z prezydentem), część mojej rodziny kiedyś bardzo się w niej lubowała. Opiera się właśnie na tłustym mięsie, jajkach, rezygnujesz z owoców i węglowodanów. Ma wielu zwolenników, może to jest jakaś opcja dla Ciebie?
A co do frytek – ja bardzo często robię te pieczone w piekarniku, z łyżką oleju i masą przypraw. Pycha!

Martynosia

Tlusto staram sie mimo wszystko nie jesc:) Tradycyjnego schabowego nie jadlam od bardzo dawna (rok?) nad czym bardzo ubolewam, ale jakos daje rade;) Robie rozne potrawy z chudego miesa, lubie i czesto gotuje zupy kremy, przekonuje sie do roznych salatek w ktorych nie ma zbyt duzo zieleniny np. ciecierzyca, pomidor, cebula, feta;) W koncu mam bloga kulinarnego – to zobowiazuje ;)
Musze przyznac, ze takich frytek z piekarnika nie robilam, ale chyba musze w koncu wyprobowac;) Robisz ze zwyklych ziemniakow czy z czegos innego (bataty, pietruszka, seler)? Choc podejrzewam, ze nie beda smakowac jak te tradycyjne ;)
Pozdrawiam!

Natalia Lis

Albo ze zwykłych, albo z batatów. Ponoć burak też jest pyszny, ale jeszcze nie miałam okazji.

Ola | Mikmok blog

Ja z kolei kochałam słodycze od dziecka. Pamiętam, jak zakład pracy mojego taty organizował takie gwiazdkowe przyjęcia, po których każde dziecko dostawało pełną reklamówkę słodyczy. Były one tak ciężkie, że ledwo co byliśmy z moim bratem w stanie je unieść. Lepiej szło nam opróżnianie – 3 dni stanowiło standardowy czas :D Później, jakoś pewnie pod koniec podstawówki, zupełnie odstawiłam słodycze – wiadomo, dojrzewanie, chce się fajnie wyglądać itd. I bardzo długo praktycznie ich nie jadłam. Dopiero po studiach, podczas jakiejś choroby, kiedy tylko leżałam w łóżku i na tym upływały mi dni, mama przywiozła mi siatkę słodyczy i tak jakoś… Czytaj więcej »

Natalia Lis

Jak dla mnie to jest całkiem zdrowe podejście, choć przerażają mnie składy sklepowych słodyczy. Oglądam też czasem Wiem co jem (podczas ćwiczeń na orbitreku, a jakże! :D) i wszystko się we mnie buntuję, gdy słucham co dodają nam do jedzenia. To mnie bardzo skutecznie oducza, utwierdza, co jest be. Choć oczywiście nie moralizuję, każdy musi na coś umrzeć. :)

Paulina S

Ha, a ja zawsze uważałam, że odżywiam się całkiem nieźle, a wyjechałam na studia, gdzie musiałam się karmić sama i poległam. Zwłaszcza w sesji wszelakie szybkie przekąski były o wiele bardziej kuszące ;)
A, jeszcze jedna rzecz – duży wpływ na to, jak się odżywiamy ma nasze otoczenie. Serio, przed przeprowadzką praktycznie w ogóle nie jadłam słodyczy, w przeciwieństwie do moich współlokatorek. Pół roku się trzymałam, a potem powoli zaczęłam od nich to uzależnienie przejmować ;)
No cóż, teraz „cierpię” i powoli wracam do formy ;)

Natalia Lis

Otoczenie bardzo dużo zmienia!
PM szczupły jest, to może wcinać co zechce, o której też, a mnie, jak o 22 widzę kolację, zaczyna burczeć w brzuchu i czasami też się łamię.

Lila

Ja zaczęłam moją przygodę w średniej szkole, najpierw otręby pokochałam później herbatki ziołowe, naturalne jogurtu, kasze wtedy jeszcze cuda. Stopniowo, bo wiadomo, że żadna drastyczna zmiana nie jest mile widziana przez żaden organizm. Wydaje mi się, że to był klucz do tego stylu. Tak mimochodem już mi to weszło w krew. Poprawiła mi się moja leżąca na dnie odporność, cera. Z ćwiczeniami trochę gorzej, bo mam problemy z kolanem i ciężko mi polubić ćwiczenia na leżąco. Kocham biegać, wysiłek do ostatniej kropli potu. Wszystko albo nic, a takie ćwiczenia na macie to takie… nic. Co tydzień robię n-te podejście ale… Czytaj więcej »

Natalia Lis

Super, że się ruszasz na rowerze, wierzę, że kontuzja kolana nie zachęca do aktywności fizycznej, ale zdajesz się mieć do tego dobre podejście.

Lila

PS. tak, produkuj się dalej -prosze ;)

Monika Ciesielska

Bardzo ZDROWOrozsądkowe podejście Rudziku! Jestem z Ciebie dumna, a przy okazji bardzoooo szczęśliwa, widząc siebie we wstępie :)!

Natalia Lis

<3
Jak już będziemy miały okazję widywać się częściej, będę musiała dopisać do diety Mohito :D

sidan

tymi boczkami mnie przekonałaś :D
ja dopiero zaczynam przygodę ze zdrowym odżywianiem, proszę o kciuki i kopa na rozpęd!
PS. Czemu ja Cię jeszcze nie obserwuję na insta? :O

Natalia Lis

W takim razie zamachnęłam się konkretnie i poszło! Kop znaczy.
Ważne, żeby sobie przypominać po co się to robi, każdy ma inną motywację i każda jest dobra.

Bogusia Probierz

Ja nigdy nie przepadałam jakoś szczególnie za słodyczami ale od kiedy mieszkam z moim B. który wcina czekoladę na obiad, śniadanie i do spania.. to jakoś no tak .. nie potrafię tylko patrzeć :/ .. słabo u mnie z silną wolą.. Ale.. Nie ma się też co katować.. ale wielkie gratki za osiągnięcia. Ja ciągle zmagam się z moją silną wolą. Znaczy jest ok .. wszystko pięknie. Ćwiczę 4-5 razy w tygodniu przez jakiś miesiąc może nawet i więcej.. widzę efekty mega szczęśliwa ale – wystarczy, że coś w moim życiu pójdzie nie tak, coś mnie zestresuje, zasmuci.. odpuszczę jeden… Czytaj więcej »

Natalia Lis

Mam tak samo – trudniejsze wydarzenia wybijają mnie z rytmu. Tak jak pisałam, gdy zaczyna brakować mi czasu, od razu rezygnuję z treningu – z pracy nie mogę, z bloga nie chcę i tak… zostaje trening.

Próbuj, w końcu stanie się to dla Ciebie normą!

Alexandra

Świetny pomysł na wpis. Też przechodziłam przez to, też wciąż nie jestem ideałem. Nie zamierzam być. Dla zdrowia psychicznego warto czasem odpuścić. Podobny wpis pisałam u siebie o bieganiu, czyli jak polubiłam znienawidzone przeze mnie bieganie :)

Natalia Lis

W takim razie skoczę poczytać, bo ja i jogging to się nigdy nie lubiliśmy. Na siłowni wytrzymuję 5 min, wolę orbitreka, rowerek, cokolwiek!

My Living Space

Hehe, Natalia śniłaś mi się ostatnio. Mieszkałaś w moim Dupowie i miałaś stadninę koni:) Nie mam wielkiego problemu ze słodyczami. Nie jem ich, gdy nie mam ich pod ręką. Dlatego w moim domu nie skosztujesz cukiereczka. Nie lubię dostawać bombonierek, czekoladek itd. Na szczęście po 2 kostkach ptasiego mleczka zaczyna mnie mdlić. Od jakiegoś czasu ćwiczę regularnie i jem posiłki o stałych porach. Również zaczynałam od biegania i Chodakowskiej. Teraz chodzę na siłownię. Dawno temu obiecałam sobie, że jeżeli poczuję się w swoim ciele źle to zabieram się za siebie. Nauczyłam się pić wodę. Wypijam max 1-2 herbaty dziennie. Nie… Czytaj więcej »

Natalia Lis

Stadninę koni? Hahahah, dobre dobre!

To ja Ci powiem, że mam ogromną słabość do produktów formy Hotel Chocolate. Ich czekolada jest prawdziwa, nadzienie cudowne, jest taaaaki wybór i wszystko rewelacyjne. PM podziela moje zdanie i tak sobie czasem, podczas wizyty w centrum handlowym, dogadzamy.

Karina

Imponujesz mi wszystkim tym, o czym piszesz : ) to jest kwintesencja zdrowego podejścia, brawo ; )

Natalia Lis

Ojaaa, bardzo dziękuję!
Staram się zachować umiar i nie przechylać szali w żadną stronę, bo wtedy już wszystko będzie dla mnie nie-dość-zdrowe.

Patrycja

Sama wziełam się za siebie po maturze, wcześniej byłam też byłam obżarciuchem. Od tych 5 lat udaje mi się utrzymywać zdrowy tryb życia z ćwiczeniami. Jednak pozwalam sobie od czasu do czasu na niezdrowe jedzenie, czy też na jakiś wyjazdach czy imprezach. Dla mnie to taki złoty środek :)

Anka W

a jak dasz lajka, to pójdzie w cycki ;)

Sylwia Marcinek

Dawaj koniecznie ten wpis o ograniczaniu słodyczy :)

Dawid M

Dla mnie objawieniem była owsianka. Będąc dzieckiem zraziłem się do niej – zawsze jadłem ją ugotowaną na mleku. W ubiegłym roku, podczas pobytu w USA, skosztowałem owsianki na wodzie. To było to! Do takiej owsianki możemy dorzucić cokolwiek mamy pod ręką – bakalie, świeże owoce, kokos, a całość polać miodem lub syropem klonowym. Kluczem jest też to by nie używać płatków błyskawicznych – po nich szybko zrobimy się głodni. W deszczowe dni takie jak dzisiejszy nie potrafię za to odmówić sobie owsianki z posiekanym imbirem. Fantastycznie rozgrzewa i poprawia humor.
Właśnie kończę swoją porcję ;)

Natalia Lis

A powiedz jadłaś owsiankę na zimno? Latem wybieram tę opcję! Płatki owsiane zalewasz mlekiem, na kilka godzin wstawiasz do lodówki, potem dorzucasz ulubione owoce czy dodatki (mango + kokos, mniam!) i wcinasz.

Dawid M

Kosztowałem :) (Bloga prowadzę razem z żoną Kingą i tym razem to ja pisałem komentarz ;) ). Jednak przepis z którego korzystam jest odrobinę inny. Płatki przekładam jogurtem naturalnym lub greckim i owocami. Takie warstwowe płatki świetnie wyglądają w wysokiej szklance (np. do latte)
Dawid

Natalia Lis

Ale mnie zmyliłeś, wybacz za to! :)
97% użytkowników to kobiety i tak z góry założyłam płeć.
Wypróbuję przełożyć wszystko do szklanki.

Zazdroszczę z tym słodkim, bo ja słodycze ubóstwiam, zawsze i w każdej ilości, a ze jeste, chudzielcem, to się tym nigdy nie martwiłam:-)

ja będąc dzieckiem byłam Nutellowym potworem :) w sumie to nadal jestem :)

Ola - Petit Story

Ja niestety miałam od zawsze słabość do słodyczy… Na stres najlepsza była oczywiście milka :) Do momentu, w których okazało się, że nie toleruje wszystkich pokarmów i problem sam się rozwiązał bo musiałam zrezygnować z większości słodyczy :)

Katie's Muffins

Jestem właśnie w klasie maturalnej, i tak jak ty uwielbiam słodycze, w szczególności czekoladę. Niedawno dowiedziałam się, że mam alergię na mleko krowie i muszę z nich zrezygnować. Przez co wiadomo, wychodzi że odżywiam się zdrowiej. Ale ciężko czasami patrzeć jak mama, czy przyjaciółka je moje ulubione pierniczki albo wuzetkę, gdy ja nie mogę. Wiadomo, nic mi się nie stanie jak raz na jakiś czas zjem troszkę, ale na pewno nie może to być często :C

Natalia Lis

Przynajmniej masz konkretną motywację, żeby zmienić swoje nawyki – spójrz na to z tej strony! :)

Katie's Muffins

Racja! Wszystko zależy od podejścia :)

Katie's Muffins

Właśnie zaczynam 3 tydzień bez mleka i muszę powiedzieć, że już tak mnie nie ciągnie :) Mogę jeść chałwę i ciasteczka owsiane z Kupca, więc gdy już nie mogę się powstrzymać, czyli jakoś raz w tygodniu to sięgam po nie i daję radę! :)

Ania Kalemba

’Z dietą jest łatwiej’… ja mam zupełnie na odwrót ;) Ja do ćwiczeń motywuję się bezproblemowo ale jedzenie 'dobrze’ to dużo większy problem :D Ale fajnie, że nie masz aż tak restrykcyjnego podejścia tylko normalne :)

Jane599

Ja obecnie jestem na etapie ciasteczkowego potwora ;) Codziennie czuję potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego, pomimo tego, że mam sporą nadwagę. Powoli dojrzewam do decyzji o zmianie nawyków żywieniowych i w końcu o zadbaniu o siebie, a nie męża i synka :) Pozdrawiam :)

Natalia Lis

Pewnie, że na te zmiany potrzeba trochę czasu, ale cieszy mnie, że już Ci ten pomysł kiełkuje!

honori

Z moją wagą nie jest najgorzej, ale własnie z tłuszczykiem jest dramat :( ostatnio liczę kalorię i kontroluję białka, tłuszcze i węgle, znalazłam kilka apek do liczenia kalorii i chyba najbliższe mojemu sercu jest Fitatu. Też staram się szukać zamienników niezdrowych przekąsek. Fajne przepisy na Ania Lewandowska, ale czasami trudno znaleźć mi te wszystkie wymyślne składniki – mieszkam w mniejszym mieście. Ale najgorsza jest moja słaba wola, najpierw mam zapał, a później on jakos tak opada i wracam do niezdrowego, kijowego jedzenia ;/

Natalia Lis

Musisz znaleźć w sobie motywację i odpowiedzieć DLACZEGO CHCĘ ZDROWO JEŚĆ. Dla mnie najważniejsze jest zdrowie, ale zaraz po wizualne aspekty, chcę się dobrze ze sobą czuć, a jak przestaję ćwiczyć i zaczynam jeść chipsy, to już nie jestem dla siebie dobra.

honori

Natalia, napisałaś coś prostego, ale świetnego. Muszę sobie odpowiedzieć na to pytanie szczerze, zawrzeć ze sobą pakt ;)
Dzięki!

Jola Piasta

Ja miałam identycznie – kompletnie nie tyłam (tak jest do tej pory), więc pozwalałam sobie na wszystko. W szkole średniej uzależniłam się od słodyczy, a bez nich popadałam w słodyczowe delirium. Nie dość, że jadłam ogromne porcje, to dodatkowo wszystko było bardzo niezdrowe. O ile mama starała się przygotowywać odpowiednie posiłki, o tyle wszystkie dodatkowe, śmieciowe zapychacze fundowałam sobie sama. Później przyszedł pierwszy rok studiów i mój beznadziejny styl odżywiania się sięgnął apogeum. Wszystko sztuczne, wszystko nafaszerowane chemią. Nie jadłam do 14, a później objadałam się aż do bólu. Jadłam złe proporcje, nieregularnie i krótko mówiąc – strasznie niezdrowo. Oczywiście… Czytaj więcej »

Natalia Lis

Jolu, dziękuję Ci za ten komentarz. Przykro mi, że musiałaś tego doświadczyć, ale jak zauważyłaś, sama sobie zafundowałaś taki rollercoaster, na szczęście już wysiadłaś i wybrałaś inną ścieżkę. Dumna jestem z Ciebie!

Jola Piasta

Matko… uderzyła mnie długość tego komentarza już po dodaniu. Natalia, to prawdopodobnie mój najobszerniejszy komentarzever.
Stado małych sówek :-D

InspiracjeOnline

Jestem teraz poza tym, bo siedzę właśnie przed laptopem, na półmetku ciąży, obok słodka herbatka, a moje mysli krążą wokół czekolady w szafce kuchennej:)
Nie znaczy to jednak, że nie odżywiam się zdrowo, w naszym menu jest mnóstwo zdrowych i pelnowartościowych produktow, unikam mocno złych nawykow żywieniowych u siebie i u moich chłopaków, a dwulatek w miarę możliwości zapewnia mi sporo ruchu.
Nie da się jednak ukryc, że ciągnie mnie do słodyczy i innych takich:D Jeszcze kilka miesiecy, a wszystko się zmieni:D

Natalia Lis

W sensie, że w ciąży zaczęło Cię bardziej ciągnąć do słodkiego?

InspiracjeOnline

oj bardzo. W pierwszej ciązy ciągnęło mnie niesamowicie do masła orzechowego, a teraz bez słodkości ciężko mi przetrwać dzień i ulegam pokusie np. podczas zakupow, a nie raz w nocy.

Ania Z

Ja niestety od zawsze lubiłam jeść słodycze. jak byłam mała to rodzice podtykali mi puddingi czekoladowe, żebym coś zjadła, potem jako starsza, sama selekcjonowałam słodycze i numerem jeden były batoniki, oczywiście czekoladowe. Do tej pory nie potrafię zrezygnować z wyborów czekoladowych w 100 %, ale ograniczyłam je. Nie wiem, jak wyszłoby procentowo, ale staram się kupować zdrowsze jedzenie,nasiona, trochę bakalii, suszone jagody goji i robić z tego desery. Puddingi teraz wyglądają tak: mleko kokosowe, nasiona chia, łyżeczka miodu granat lub kiwi na wierzch. Sporo zdrowszych produktów biorę z Intenson

Natalia Lis

Najważniejsze, że sama podjęłaś decyzję i tego się trzymasz. Masz rację, to nie jest łatwe, nawyki pielęgnowane latami nie są ot tak, do wyłączenia, ale można je zwyczajnie zamienić. Brawo.