jak prowadzić fanpage na Facebooku poradnik

Jak prowadzić fanpage na facebooku

Jak prowadzić fanpage na Facebooku, wiesz? Nie? Spoko, zaraz pokażę Ci moje metody na regularny, systematyczny wzrost. Nie jestem ekspertem od social media, choć oczywiście miło było by tak o sobie myśleć :) Dlatego wszystko co tu przeczytasz opieram na swoich własnych doświadczeniach.

Proszę bardzo, oto lista praktyk, które sobie wypracowałam sobie i, które do tej pory były skuteczną odpowiedzią, jak prowadzić fanpage na facebooku. Oczywiście jest szansa, że moje metody, okażą  się u Ciebie klapą, ale jeśli fanpage ma już kilka miesięcy, a Ty czujesz, że stoisz w miejscu, zastanów się czy warto czegoś ode mnie odgapić. :) Jeśli chciałbyś dołączyć do grona obserwatorów tego bloga na fb, klikając w poniższe zdjęcie, zostaniesz przeniesiony na fanpage:

facebook jak prowadzić fanpage

 

Jak prowadzić fanpage na facebooku

 

PUBLIKUJĘ REGULARNIE

Najczęściej dwa razy dziennie, w okolicy 8/9 rano i 18/19 wieczorem. Nie trzymam się sztywno tych reguł, zdarza mi się wrzucić tylko jeden wpis (podczas wyjazdu nawet zero), ale po dłuższym okresie absencji Pan Facebook obcina mi zasięgi. Więcej niż dwa posty dziennie mijają się u mnie z celem – jeden zjada zasięg kolejnego, syzyfowa robota, lepiej w tym czasie przygotować szkic notki na blogu.

 

JESTEM SPÓJNA

Mój fanpage jest przedłużeniem bloga – skoro tutaj piszę głównie o fotografii, prowadzeniu własnego biznesu i lajfstajlu, na facebooku pojawiają się podobne treści – dużo zdjęć, wyrywki codzienności i oczywiście linki do wpisów.

 

POSTY NIOSĄ WARTOŚĆ DLA ODBIORCY

No właśnie. Nie boję się przypominać Wam o starych publikacjach – w końcu jesteście tutaj, bo interesuje Was to, co robię i czym się dzielę, nie widzę więc powodu, aby odbierać nowym osobom możliwość poznania archiwalnych, acz wartościowych wpisów. Poza tym pewnie już zorientowaliście się, że w sieci bardzo łatwo jest coś przegapić…* Nie naprzykrzam się z nadmiarem lajfstajlu, te wpisy są raczej śmiertelne, ale w przypadku instruktażowych czy informacyjnych – nie mam moralniaka, a i widzę, że taki post dociera do nowych osób, jest chętnie lajkowany, zbiera też nowe komentarze. Odżywa, a Wy zyskujecie dostęp do wartościowych treści.

* aby uniknąć takiej sytuacji, gorąco zachęcam Cię do zapisania się na mój Rudy Newsletter! Chodź, będzie fajnie :)

 

NIE SPAMUJĘ

Bardzo szanuję swój czas – to aktywo nieodnawialne, dlatego nie pozwalam sobie na jego nieprzemyślaną utracenie. Byłabym hipokrytką (a musicie wiedzieć, że tym i chamstwem brzydzę się najmocniej), gdybym na utratę czasu narażała swoich Czytelników. Dlatego na fanpage Jest Rudo publikuję wyłącznie treści, które sama z chęcią czytam, rozwiązania, które uważam za przydatne czy…

 

…CIEKAWOSTKI I PROMOCJE

Które warto znać. Dzięki szybkiej informacji o obiektywach do smartfona w biedrze, kilkudziesięciu Czytelników kupiło sobie zestaw za 20zł. Wiem, bo dostałam od komentarze zwrotne i nawet kilka maili z podziękowaniami. Innymi słowy – staram się, aby jak największa liczba wpisów na fb niosła coś ze sobą. Rozrywkę, wiedzę czy czysty zysk. W pragmatycznym podejściu nie ma nic złego, w oszczędzaniu czasu tym bardziej nie. Co ciekawe, porady fotograficzne, publikowane w formie bardzo krótkich, napchanych wiedzą statusów, nie mają zbyt dużego wzięcia, a mój fanpage wieje wtedy pustkami i pół lajka ciężko uświadczyć.

 

LINK DO KAŻDEGO NOWEGO WPISU ZAJAWIAM DWUKROTNIE

Pierwszy wpis pojawia się około pół godziny po publikacji posta, drugi dnia kolejnego. Dbam o to, aby taki wpis zawsze szedł w parze z tematycznym zdjęciem (często jest to ta sama fotografia, którą wykorzystałam na blogu) oraz aby zdjęcia do obu wpisów były różne.

Aktualizacja wpisu „jak prowadzić fanpage na facebooku”: Kilka moich metod uległo zmianie – publikuję już tylko jeden post dziennie na fanpage, zajawka wpisu pojawia się także tylko raz. Zauważyłam, że nie wpłynęło to na ilość lajków czy interakcji, a ja mam dwa razy więcej czasu, by zająć się na przykład… pisaniem notki na bloga.

Warto testować częstotliwość publikacji statusów na facebooku, pod kątem ilości komentarzy i polubień, bo być może okaże się, że publikujesz o wiele za często, zniechęcając swoich „fanów” do śledzenia Twojego profilu.

 

POKAZUJĘ SIEBIE

Tak już mamy, że lubimy sobie podglądać życie innych. To pewnie na tym polega sukces instagrama (mój nick @jestrudo) w trzy sekundy zajrzymy do talerza celebryty, popodziwiamy brzuch jakiegoś mięśniaka czy pośmiejemy się z blogerów, co to im się wydaje, że też są pro. :) Na fanpage staram się raz na jakiś czas dodać trochę prywaty, aby pokazać (bo udowadniać raczej nie muszę, praaawda?), że rude wcale nie jest wredne, że czasem sobie krzywo umaluję oko, albo, że potrzebuję porady, gdy się waham, jaki sweter wybrać. Czytając blogi, łatwo można wyrobić sobie idealistyczny obraz, który jest obrazem niepełnym. Takie zwyczajne, często niedoskonałe zdjęcia niedoskonałej mnie, mam nadzieję, działają jako antidotum.

Zauważyłam, że dużą frajdę sprawiają Wam rozmówki z PM – pyskuje mi, co tu dużo gadać; śmieszne selfie też są w cenie. Generalnie prywata ma się bardzo dobrze.

Ważne! Trzeba wziąć pod uwagę, że facebook czy inne portale społecznościowe rządzą się swoimi prawami – o ile na blogu zawsze przemawiały do mnie treści uniwersalne, ponadczasowe i praktyczne, tak okazuje się, że w social mediach kierujemy się potrzebą rozrywki. Chcemy treści lekkich i zabawnych. Stąd duże zapotrzebowanie na proste komiksy, „złote myśli” zamknięte w jednym czy dwóch zdaniach na grafice i zabawne rodzinne dialogi. Wyrwane z kontekstu robi to wyśmienicie, idźcie podpatrzeć! Inną kwestią jest, że popularność (wciąż rosnąca) serwisów typu Periscope czy Snapchat utwierdza nas w przekonaniu, że świat chce być „tu i teraz”. Lubimy podglądać cudze życie, poznawać rytuały ulubionej vlogerki, wiedzieć co lubi jeść, kiedy jest zmęczona, a kiedy smutna. Zmieniło się tylko to, że chcemy te rzeczy wiedzieć od razu, natychmiast, teraz, bezzwłocznie! Na żywo! To jest słowo klucz. Ma być instant, chcemy przeżywać te emocje wspólnie, ale nie dobę później, kiedy łaskawie opublikuje video na You Tube, racja?

 

OTWIERAM SIĘ NA INNYCH

Lubię czytać Wasze komentarze, bo taki rzetelny feedback realnie pcha mnie do przodu. Analizuję sugestie i często się z nimi nie zgadzam, gdybym się zgadzała, nie byłabym sobą :), ale, wracając do meritum, dążę do interakcji, a raczej jej podtrzymania, poprzez odpowiadanie na komentarze. Gdy nie mam nic do powiedzenia, daję lajka, jako znak „przeczytałam, przyswoiłam, dzięki, że się odzywasz.” Dzięki takim krótkim rozmowom mam szansę ruszyć swoją rudą łepetyną i przemyśleć sprawy, nad którymi wcześniej się nie zastanawiałam. To rozwija! Poza tym dzięki Waszym komentarzom nie raz trafiłam na świetne blogi, strony internetowe czy portale, które na stałe wylądowały na mojej liście czytelniczej. To jest ta prawdziwa wartość blogowania i właśnie dlatego warto spędzać te bezsenne noce na stukaniu w klawiaturę…

 

NIE KUPUJĘ REKLAM

Nie dlatego, że się u mnie nie sprawdzają – do tej pory zainwestowałam całe £3 w jedną jedyną kampanię, więc ciężko tu o jakieś statystyki, ale dlatego, że po prostu nie czuję takiej potrzeby. Zasięg pojedynczego wpisu to, na ogół, 2,5 do 6 tysięcy, jego klikalność to kilka setek, taki wpis zbiera także kilkadziesiąt lajków i/lub komentarzy. Skoro już gadamy o liczbach, regularnie przybywa mi około stu osóbek tygodniowo. Jeśli chcesz być sto pierwszą, śmiało. :))) Właśnie uczę się trochę o marketingu na fb, niewykluczone, że kiedyś tę wiedzę wykorzystam.

 

NIE KUPUJĘ FANÓW

Dla jasności rozwinę i ten punkt, skoro niektórzy z Was myślą, że kupuję reklamy (patrz punkt wyżej), bo tak często im się na wallu przewijam, to lepiej nie pomijać i kwestii kupowania lajków. Raz, że to mało etyczne. Dwa, co mi z takiej społeczności, która nie istnieje? Podobne podejście mam do bloga – liczba unikalnych użytkowników miesięcznie cieszy bardzo, ale znacznie bardziej cieszą te wyczerpujące komentarze, bo unikalnych można nabijać z google, a co to za radość z czytelnika, który przyjdzie, luknie i sobie pójdzie, na zawsze o Tobie zapominając. W kwestii technicznej – Pan Mąż dodaje, że wielkość fanpage wpływa też na liczbę osób, do których „standardowo” dociera każdy publikowany komunikat. Im więcej fanów, tym trudniej będą się te posty wyświetlać i łatwiej ginąć w gąszczu innych komunikatów. Ponadto o października 2015 Facebook znacząco obciął zasięgi – na portalu pojawia się zdecydowanie zbyt dużo treści, które użytkownicy nie są w stanie przyswoić, przez co jedyną radą była zmiana algorytmów. My, użytkownicy, którzy tak bardzo starają się powiększać swoją społeczność, cóż, cierpimy mocno.

 

ZAGROŻENIA
  • Poranny post „zjada” zasięg wieczornego – posty na blogu publikuję głównie wieczorami, post wieczorny na fb jest więc często zajawką nowego wpisu. Jeśli na fp, kilka godzin wcześniej, wrzuciłam coś, co bardzo dobrze się lajkuje, jest duża szansa, że ten wieczory dotrze do znacznie ograniczonej liczby odbiorców. Zaobserwowałam to już kilka razy, ale sprawa jest o tyle beznadziejna, że czasem zupełnie nie jestem w stanie przewidzieć, co Wam się spodoba, a więc i zapobiec takiej ograniczonej widoczności.

 

Facebook to mój główny kanał komunikacji z Wami na poziomie social media. Wyniki, które opisałam wyżej, uważam za naprawdę dobre, zwłaszcza, iż, pozwólcie, że przypomnę, mówimy o zupełnie bezpłatnym, a jakże potężnym narzędziu do promocji swojej działalności. Biznesu nie musisz opierać na blogowaniu, ale jeśli myślisz poważnie o promowaniu produktów/usług w sieci – nie możesz pominąć fb, zwłaszcza, że już wiesz, jak prowadzić fanpage. Liczę, że powyższy zbiór moich doświadczeń skutecznie odpowie na Wasze pytanie, jak prowadzić fanpage na facebooku.

No to jak na post o facebooku przystało… DAJ LAJKA! :)