podsumowanie wyzwanie minimalistki minimalizm

Ułatwianie życia

Tak sobie obserwuję świat tymi moimi wielkimi niebieskimi oczami, gapię się wręcz, i dostrzegam, jak bardzo jesteśmy popieprzeni. Z wielką pasją utrudniamy życie, rzucamy sobie klocki lego pod bose stopy, przeżutą gumę wlepiamy we włosy. Jesteśmy nieuważni, żyjemy za szybko, niedbale. 

 

Białe ściany? Minimalista!

Każda komórka mego ciała, por każdy, synapsa, całą sobą popieram nurt slow. Cała ja pragnę zwolnić. Wszelakie „tu i teraz” obiło nam się o uszy tyle razy, że na nikim nie robi już wrażenia. Nie budzi do refleksji z długiego snu Byle-Do-Weekendu. Czy życie w rytmie slow to gacie poukładane kolorystycznie? Osiem godzin snu? Białe ściany! A może joga, kiełki i zbożowa kawa czynią ze mnie wyznawczynię nowego trendu? Jestem przeciwna segmentacji wszelakiej, narzucaniu standardów, wpychaniu w definicje, ramki i zbyt ciasne jeansy – zawsze jakaś dupa się nie zmieści. Dużą część czasu poświęcam na wybranie swojej drogi, dopasowanie jej do moich oczekiwań, standardów i potrzeb. Dlatego podniosłam rękę, gdy Pani Kasia z bloga Simplicite.pl zapytała, kto chciałby wziąć udział w wyzwaniu minimalistki. No to wzięłam.

 

W 21 dni do prostszego życia

Głównym założeniem wyzwania jest podjęcie wysiłku, aby sobie to nasze życie trochę ułatwić. Wyregulować. Znaleźć ciemne zakamarki codzienności i bezczelnie oświetlić latarką z telefonu. Wyeliminować drobnostki, z których usypał by się niezły stosik, a które tak dobitnie siedzą w główce, gadają jak najęte, zagłuszając sprawy bieżące. Ważne. Ważniejsze, niż oderwany guzik.

W pierwszym odruchu wydrukowałam dwie kopie – od dziwo tylko 3 minuty zajęło mi namówienie Pana Męża na podjęcie wyzwania. W odruchu drugim złapałam ołówek i zaczęłam kartkę zapełniać. Nie wiem, jak to wygląda u Was, ale ja miałam masę (czytaj: pierdyliard) takich drobnych spraw, które nijak nie rzutują na moją codzienność (no bo umówmy się, nieogar w folderze z pracami z collegu nie kłuje mnie w oczy raz za razem), jednak gdy uzbiera się z tego kupka, a Ty gdzieś tam, raz na jakiś czas, otwierając zapomnianą szufladę czy próbując znaleźć plik, dostawałeś szału, w pewnym momencie masz dość tego niespodziewanego wybuchu auto agresji. Ja miałam.

W ciągu 21 dni rozprawiłam się naprawdę z wieloma fragmentami mego domostwa. Owszem, miałam nieco ułatwioną sprawę, gdyż 3 miechy wcześniej zaliczyłam przeprowadzkę i gigantyczna część gratów raz na zawsze zniknęła z mego rudego życia, ale jednak bez większego problemu wypełniłam wszystkie linijki.

 

Co znalazło się na mojej liście? Pierdoły maści wszelakiej:

  • wirtualnie zahaczyłam o porządek w telefonie (przeszedł pełne formatowanie i przeżył), był też porządek w zdjęciach na komputerze, ogarnęłam dwa google drive
  • uporządkowałam szufladę z bielizną (mam wrażenie, że pierwszy raz od wieków!), wywaliłam część rzeczy „po domu”, przetrzepałam biżuterię, przybory do pisania przeszły ostrą selekcję, posegregowałam też wszystkie papiery około-collegowe i wywaliłam znaczną część przeterminowanych paragonów i gwarancji
  • spędziłam też dużo czasu na planowaniu, co odkładałam od dawna; zupełnie niepotrzebnie
  • wygospodarowałam też regularny czas na czytanie i nie mam tu na myśli książek o biznesie, a te stricte czytane dla przyjemności (Slow Fashion, Atlas Doppelganger)
  • nie udało mi się zrealizować kilku punktów, gdyż źle sobie je rozplanowałam w czasie, na przykład sprzątanie samochodu, gdy tego dnia miałam do ogarnięcia kilka innych, ważniejszych rzeczy, nie bardzo było jak wbić w grafik. Nie gapiłam się też w gwiazdy – pogoda tego lata nie rozpieszcza. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz leżałam nocą na trawie, po prostu BĘDĄC. – do nadrobienia!

 

Utrudniamy zamiast upraszczać

Zawsze kiedy w końcu uporam się z długo odkładaną drobnostką, dobitnie zastawiam się, dlaczego robię sobie takie kuku? Po co krzywdzę samą siebie, wciąż przekładając rzeczy na kiedyś/potem/w przyszłości. Ilość czasu, w którym niewykonane zadanie kołacze mi się po głowie, odbierając energie, rozpraszając, jest niewspółmierna z czasem, jaki potrzebuję na faktyczne wykonanie tego zadania! Zawsze. Dysproporcja jest ogromna, wciąż mam na liście rzeczy, które wymagają zrobienia od kilka miesięcy, a ich wykonanie to maksymalnie pół godziny. Wyzwanie jeszcze mocniej utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie chcę tak żyć. Nie chcę sabotować swojego czasu i energii.

Nie chcę deptać tych kanciastych lego. Wybieram spokój.

Rate this post

DOŁĄCZ DO LISLETTERA

.

RÓB FANTASTYCZNE ZDJĘCIA TELEFONEM

Wartościowy artykuł? Udostępnij:

Share on twitter
Share on telegram
Share on whatsapp

SKOMENTUJ:

Subscribe
Powiadom o
guest
18 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Karolina

Bardzo mądre posunięcie, ja też obie rączki podnoszę w górę :D i do roboty :D zacznę od biurka, gdzie trochę szpargałów już się nazbierało i odstraszają od szycia, bo najzwyczajniej w świecie nie ma już tam miejsca, później selekcja w zabawkach moich dziewczynek :) to na początek, pewnie znajdzie się jeszcze kilka innych rzeczy do zrobienia :)

Ja chcę wykonać wyzwanie minimalistki, gdy wrócę na stałe do swojego wynajmowanego mieszkania. Dopóki jestem w rodzinnym domu, to tak ciężko mi cokolwiek zrobić.Za to postanowiłam, że będę czytać więcej i tej już mam na swojej liście zaliczoną książkę „Slow Fashion”. Oswobodziła moją szafę z 2/3 niepotrzebnych rzeczy. :)

Kolorowe Kadry

To prawda ile drobiazgów odkładamy na później…. a potem nadchodzi wielka kumulacja i trzeba się z nią uporać. Mnie czeka przeprowadzka, wiec tym bardziej teraz jest motywator, żeby ogarnąć m.in. szafę :P

Ania Kalemba

Też koniecznie muszę skorzystać z tego wyzwania bo czuję się ostatnio jakaś niepoukładana :)

Magda Kalinowska

Organizacja życia, tego codziennego, tych małych pierdołek, to nie lada wyczyn. Ja nie umiem, uczę sie. Słabo mi to idzie. Fajnie, ze Tobie udało sie odhaczyć kilka punktów :)
A tak z organizacja telefonu, to moze jakieś wskazówki? :)

Tak to właśnie jest z planowaniem. Większość ma to za stratę czasu a w rzeczywistości nie ma nic lepszego, żeby ten czas zaoszczędzić. Sam się na tym łapię co kilka tygodni gdy mój życiowy porządek zmienia się w mały burdel. Później gruntowne czyszczenie i tak w kółko. Ale chyba lepsze to niż danie sobie spokoju raz na zawsze ;)

Klaudia Jaroszewska

ja zaczęłam porządkować kolejno moje różne sfery życia, jak i pokoju ;)

Olga Siekierska

Bardzo mi się podoba pomysł na takie wyzwanie. Zapisuję sobie i zabiorę się za swoje, ale dopiero koło jesieni, czyli jak w końcu rozpakuję się po przeprowadzce (mam wrażenie, że nie nastąpi to nigdy) :).

Laura

Oh jak ja to znam i oh jak to ciezko sie zabrac za takie wykreslanie z listy :( Niby po przeprowadzce niecaly miesiac temu powinno byc pierdól mniej,a jednak nie jest! I te wszystkie segregacje papierów w glowie mi zaprzataja mysli,a jednak cos nie moge si eprzekonac do zrobienia porzadkow…
Gratuluje Ci zrobienia tylu tych rzeczy!

Iga Stanek

Niby to są takie pierdoły (zajmujące tak, jak mówisz – 15 – 30 minut), a tak potrafią psuć nastrój i energię w otoczeniu dopóki się ich nie ogarnie. Mnie czekają porządki w dokumentach wszelkiej maści i podróż do Ikei po segregatory. :) To pewnie będzie ten najprzyjemniejszy moment w całej akcji.

Ja mam ostatnio takie zrywy do czyszczenia swojego otoczenia, ostatnio uprzątnęłam całą biblioteczkę, wcześniej papiery uczelniane i jakieś stare notatniki, wczoraj przebrnęłam przez moje dokumenty osobiste, historie chorób od czasów dzieciństwa i inne ważne i mniej ważne śmieci. Ale jeśli chodzi o wyzwanie minimalistki, to nadal nie czuję się gotowa, kojarzy mi się to z radykalnymi decyzjami, a ja jeśli chodzi o moje szpargały nie umiem za bardzo takich podejmować świadomie, muszę mieć impuls. Całe dzieciństwo zbierałam figurki, małe zabawki, miałam je poustawiane po całym pokoju, nie umiałam sobie poradzić z nimi, nie wiedziałam, co z nimi zrobić, aż któregoś… Czytaj więcej »

z tym niebem to był chyba mój nieśmiały pomysł pozostawiony w komentarzach do wyzwania minimalistki więc tym bardziej Cię zachęcam, tylko wieczorami już pierońsko zimna rosa na trawę osiada ;)

tak, ja mam podobnie z niektórymi zadaniami – pol godziny i byłoby za mną, a wlecze się od x miesięcy. Najgorzej dla mnie jak zbytnio intelektualizuje nad czymś, a to trzeba zwyczajnie zakasać rękawy i do roboty.

Jestem z Ciebie dumna!!

czmiel

Choć nie uważam, żebym miała problem z nadmiarem rzeczy, takie wyzwania są rewelacyjne, pozwalają nam na ogarnięcie przestrzeni, o której nawet nie pomyślałabym, że może być zagracona. Zapomniałam zupełnie o Google Drive!

My proponujemy jeszcze uwzględnienie na liście tzw. quality time z bliskimi. Wbrew pozorom życie rodzinne też może być sferą pełna bałaganu i nierzadko kłuje bardziej niż nieporządek w którymś z folderów na kompie ;). Dobre relacje rodzinne naprawdę świetnie zaprowadzają atmosferę slow, której i my jesteśmy wielkimi zwolenniczkami i staramy się propagować to podejście, gdzie tylko się da :)

[…] Jak ułatwić sobie życie – wyzwanie minimalistki na blogu Jest Rudo […]

Świeczek

Ostatni akapit to totalnie ja. I też nie mam pojęcia, dlaczego. Nie można wszystkiego tłumaczyć irracjonalnymi strachami przed telefonowaniem i innymi takimi. Wierzę jednak, że powoli, powoli, uda mi się to ogarnąć. W tej chwili mam nad sobą tylko jedną „przeterminowaną żabę”, taką sprzed kilku miesięcy – może zjem ją dziś?
Dziękuję <3

Natalia Sławek

8f5f4e2e73bf7763bf13bb6ebb0b269bbaa344a6