czego nauczyłam się w collegu

Lekcje życia wyciągnięte z collegu

Nie dotarło do mnie jeszcze, że moja edukacja w collegu dobiegła końca. Finito. Odwykłam od bycia edukowaną przez osoby drugie, trzecie, piąte, od pracy w grupach i zadań domowych też, a ten rok wcale nie pomógł mi się przyzwyczaić, a raczej utwierdził w przekonaniu, że nie odnajduję się w takim środowisku. Na szczęście lubię wyciągać wnioski i z pasją szukać tęczowych, realnych skutków. :) Po kilku godzinach przemyśleń spisałam te, które prawdziwie pchnęły mnie do przodu. Zapraszam Was do przeczytania listy rzeczy, których nauczyłam się w collegu i nie mam tu na myśli żadnych zagadnień fotograficznych.

 

LEKCJE ŻYCIA WYCIĄGNIĘTE Z COLLEGU

 

CO ODŁOŻYSZ NA PÓŹNIEJ I TAK CIĘ DOPADNIE

A w międzyczasie będzie dręczyć, męczyć, truć kota i zimnym potem oblewać. Miałam taką sytuację z esejem, który wymagał naprawdę porządnego rozeznania w temacie, researchu i innych takich pracochłonnych operacji. Odkładałam więc sprawę miesiącami (miesiącami!), ale wciąż katowały mnie wyrzuty sumienia, przez co nie mogłam skupić się w 100% na aktualnie wykonywanych zadaniach. Błędne koło zdecydowałam się przerwać, gdy minął już termin; usiadłam i w ciągu tygodnia napisałam coś, co, w pewnym sensie, paraliżowało mnie pół roku. Zła byłam na siebie niemiłosiernie, że sobie sama taką pułapkę zastawiłam. Im szybciej coś zrobisz, tym szybciej masz z głowy.

 

REGULARNOŚĆ POPŁACA

No dobra, osobiście nigdy nie miałam problemów z pracą “na bieżąco”. Wiem, że obowiązki mają niezwykłą łatwość w nawarstwianiu się, dlatego staram się to uniemożliwić, przez eliminowanie delikwentów dzień po dniu. Mojego zdania nie podzielała jednak większość grupy – gdy tylko zbliżał się termin oddania workbooka i zaliczenia konkretnego działu, ja dopieszczałam stronę wizualną i szłam kilka godzin wcześniej do domu, a oni tyrali dniami i nocami, by tylko zdążyć na czas. Jakość prac drastycznie spadała, a w raz z nią ocena końcowa.

 

NIE TAKI DIABEŁ STRASZNY

Nigdy nie lubiłam zdjęć w studio – milion godzin rozstawiania sprzętu skutecznie odbierało mi radość z samego wciskania spustu migawki. Poza tym wszystko tam jest wyliczone, wymuskane i… nudne. Gdy zorientowałam się, że 40% czasu w collegu to czas spędzony w studio, pobladłam znacząco. Masa nowego sprzętu, z którym wcześniej nigdy nie miałam do czynienia, dzikie nazwy i matematyczne przeliczenia. W pewnym momencie rzuciłam sobie wyzwanie i zdecydowałam się na wykonanie projektu zaliczeniowego w tym studio właśnie. Bez starcia nie da się pokonać wroga. Dopiero po sesji niepewność zniknęła, a ja zaczęłam nawet (momentami!) cieszyć się z pracy tam.

 

ZAANGAŻOWANIE WYMAGA CZASU

Metoda na odwal się rzadko się sprawdza. Nie praktykuję, bo nie wpisuje się w moje strategie, ale niezwykle łatwo jest zapomnieć, że aby zrobić coś dobrze, trzeba się w to zaangażować, a zaangażowanie wymaga czasu. W trakcie tych kilku miesięcy wielokrotnie rozbijałam się o mur niedoboru czasu, który spowodowany był tym, że nie doceniałam poszczególnych projektów. Nie da się pracować w przyśpieszonym tempie bez utraty efektywności i jakości, zaś te dwie panie wymagają nakładów czasu.

 

STAĆ CIĘ NA WIĘCEJ, ALE NAWET NAJLEPSI MAJĄ SWOJE LIMITY

Już Wam pisałam, że hasło PUSH YOURSELF! było jednym z najczęściej padających. Wszystko jest okej, o ile ambicja mieści się w granicach normy, a ty odpuszczasz serial, aby posiedzieć nad projektem. Ja jestę pracoholikę i pcham siebie aż nadto. Perfekcjonizm i krytycyzm dołożyły swoje cegiełki do mojego ołtarzyka przepracowania i tak powstała ruda, która miała dość wszystkiego, rzygała rzeczywistością i tym całym pchaniem siebie ku lepszemu. Warto czasem samemu sobie nogę podłożyć i złapać oddech.

 

BURZA MÓZGÓW

Jako najlepsze lekarstwo na zastój. Zastanów się z kim nigdy się nie nudzisz, kto dużo czyta lub żyje po swojemu. A teraz opowiedz tej osobie o projekcie, nad którym pracujesz, pokaż swoje koncepcje i otwórz się na cudze. Przykra sprawa, ale pomysłodawcą sesji MĘŻCZYZNA vs KOBIETA jest nie kto inny, jak Pan Mąż właśnie. Wymyślił mi jeszcze jedną fajną, której tutaj jeszcze nie pokazałam (obiecuję nadrobić), ale wracając do meritum – nie bój się opinii innych, ich pomysłów też nie.

 

DA SIĘ BUDZIĆ SZACUNEK, NIE WZBUDZAJĄC STRACHU

Ponoć czasy szkolne, gdzie za spóźnienie i krzywy ryj, dostawało się linijką, są już dawno za nami. W polskiej szkole zdarzało mi się, że ktoś się na mnie darł, na uwagi byłam raczej zbyt grzeczna. Kiedyś musiałam oficjalnie przepraszać babkę z łaciny, gdy otwarcie poinformowałam, że nauka na matematykę, z której mam do napisania maturę, była ważniejsza, niż tłumaczenie tekstu o łaźniach. Gdy słucham opowieści mojej 18-tniej siostry, nie dowierzam. W głowach społeczeństwa, a może co gorsza, w głowach samych nauczycieli, ich rola równa się szacunkowi. Powiedzmy to sobie wprost – szacunek to nie są benefity w Anglii, które dostajesz z marszu. Szacunek się nie należy, szacunek sobie trzeba wypracować. Zauważyłam ogromny dysonans pomiędzy podejściem do studenta nauczyciela polskiego i tego w UK. Nikt tutaj nie wychodzi z pozycji władzy czy autorytetu. Moi wykładowcy nie wywyższali się nad studentami, tylko dlatego, że ich wiedza na temat kompozycji była nieco bardziej rozbudowana, niż nasza. Wręcz przeciwnie, cały czas dążyli do zatarcia granicy wykładowca-student.

 

DAJ SOBIE SZANSĘ NA INDYWIDUALIZM

Szybko zorientowałam się, że dużo lepiej pracuje mi się w ciszy, przy własnym biurku, na przeciw swojego maczka, z kubkiem kawy obok. Podzieliłam się tą opinią z wykładowcami i, bez większego problemu, znaczną część obowiązków około-edukacyjnych, zaczęłam wykonywać w domu. Danie sobie szansy na dostosowanie warunków nauki, znacząco wpłynęło na poprawę wydajności. Ten sam wzór przełożyłam na pracę w studio – o ile projekt nie wymagał modela, decydowałam się realizować go w swoich czterech kątach. Szybciej, sprawniej, w najbardziej odpowiednim momencie.

 

OTWÓRZ UMYSŁ

I pozbądź się zdań “nie lubię” “nie umiem”. Próbuj nowych rzeczy, bo, choć na początku stresujące, z czasem zaczynają sprawiać frajdę. Jak masz odkryć ulubioną potrawę, serial czy miłość swego życia, jeśli wciąż będziesz tkwił w tym, co tak dobrze znasz? Nie bój się nowości, bo to w nich tkwi szansa!

A czego Ty nauczyłeś się dzięki swojej szkole? 

Oceń post!