SUM #14 – Warszawa

To już moja druga wizyta w Stolicy, z największą radością stwierdzam, że jeszcze bardziej udana. Tydzień upłynął mi na gadaniu z fajnymi ludźmi, popijaniu drinków (tudzież mrożonej kawy) i docieraniu w odpowiednie miejsce, aby oba powyższe były w ogóle możliwe. Pojechaliśmy bez żadnego planu, słowo “powinnam” przestało istnieć, a ja czuję, że rzeczywiście odpoczęłam!

Największą frajdę sprawia mi tworzenie kulinarnej mapy miast. Tak lubię poznawać klimat i nie ma nic fajniejszego, niż pyszny obiad w gronie niedawno poznanych znajomych, którzy okazują się być całkiem fajni ;). “No to zabierz mnie tam, no wiesz, obok tego takiego dużego placu z fontanną, no wiesz przecież, jedliśmy tiramisu, ty chyba jednak coś innego, lody może, a ja to ciacho dostałam na takim pięknym vintage talerzyku. No… wiesz gdzie, tam chcę teraz iść na deser!” – moja pamięć jest raczej wybiórcza, na szczęście mam obok siebie takiego pana, co to moje zagadki rozwiązuje w mig. Po raz kolejny zatrzymaliśmy się w Loft Hotel Przychodnia, który już Wam dobrze pokazałam, przy okazji poprzedniej wizyty. Stamtąd też pochodzi zdjęcie główne, swoją drogą moje ulubione z całego tygodnia. Dziś chcę mówić głównie obrazem.

Poniżej możecie podziwiać zestawienie umiejętności fotograficznych moich i PM. To samo miejsce, identyczne oświetlenie, dystans ten sam i telefon też. Tylko ruda jakaś taka niewyraźna. Miejscówa to Mercato – włoska restauracja połączona z delikatesami. Polecam placki z cukinii!

umiejętności fotograficzne

Tak bawiliśmy się w Centrum Nauk Kopernik. Dzieciaki trochę utrudniały PM swobodny dostęp do wszystkich stacji, a ja zdeptałam tylko kilkoro. Marudne były, więc nie mam wyrzutów. Jeśli jeszcze nigdy nie byliście w tym miejscu, mocno polecam wszystkim fanom “a jak to jest zrobione”, tylko zarezerwujcie sobie wiele godzin, nawet cały dzień. Mnie udało się poleżeć na łóżku z igieł, poczuć uścisk duszenia anakondy, rozwiązałam też kilka logicznych (sic!) zagadek i przeprowadziłam test węchu. Zabawa jest przednia, zwłaszcza, gdy widzisz, jak te małe kurduple obok robią wszystko jakby szybciej i z większą łatwością…

centrum nauk kopernik warszawa

Dobre drinki w Śródmieściu? Kita koguta! Rewelacyjny bar, bardzo w moim klimacie. Zakochałam się w wystroju i w obsłudze też. Powinni się tego od nich nauczyć. Jeśli będziecie na Kruczej, wpadajcie koniecznie.

kita koguta warszawa

A gdzie na śniadanie? Do Charlotte oczywiście albo…. do Aioli. Kawa- rewelacja. Buły – rewelacja. I klimat francuskich knajpek. Lubię tak zaczynać dzień. Muszą sobie taką pod domem otworzyć.

aioli gdzie na śniadanie w warszawie

aioli gdzie na śniadanie w warszawie

PM- “Mam wrażenie, że zaraz spotkamy kogoś znajomego!”

Ja – “Weź znowu nie przesadzaj, Warszawa nie jest taka mała.”

No to tenteges, Michał wyszedł zza rogu, a ja nie mogłam sobie odebrać tej przyjemności. Uwielbiam takie spontaniczne spotkania, zwłaszcza z takimi fajnymi ludźmi. Spacer był, na kawę przyjdzie pora. Jeśli macie ochotę poczytać o finansach osobistych, wpadajcie na www.jakoszczedzacpieniadze.pl

10501798_10153142710593800_550586842218562533_n

Na Starym Mieście (a dokładniej w niewielkiej kafejce To Lubię) miałam okazję bliżej poznać jedną z moich Czytelniczek – Magdę! Sama sobie udzieliłam zgody na publikację foty, więc mam nadzieję, że właśnie nie dorobiłam się nowej hejterki :P No, ale ja nie o tym chciałam! Poznawanie nowych ludzi to jest niesamowita frajda i przy następnej wizycie w PL chciałabym więcej! Śmiało piszcie, jeśli pomysł jest na tak.

jest rudo blog

A te dwie panie poniżej poznajecie…? To dopiero był dzień! Kasię i Monikę poznałam na BFG i od tamtej pory jesteśmy w kontakcie. Jeśli wahacie się czy warto prowadzić bloga – dla takich znajomości tak. Bardzo tak.

simplicite dr lifestyle jest rudo spotkanie blogerów

Wiecie kogo fajnego jeszcze udało mi się poznać, ale zapomniałyśmy o zdjęciu…? Dorotę z Olfaktoria.pl – prawdziwy wulkan energii i niezwykle ciekawa osobowość. Dawno nie spotkałam nikogo, kto widziałby świat w czarno-białych barwach. Albo jest się na tak, albo na nie, według Doroty nie ma nic pomiędzy. To było bardzo odświeżające spotkanie.

Jeśli lubicie Polską kuchnię, a mały głód dopadnie Was w Śródmieściu – odwiedźcie restaurację U Szwejka. Miejsce nie ma nic wspólnego z szejkami, ze Szwedami też nie, za to wyróżniało się genialną obsługą, wielgachnymi porcjami i bardzo świeżymi produktami. Zjadłam krem z borowików i pierogi ruskie – mało letnie potrawy, ale za to jakie pyszne! Ach i jeszcze wiśniówką na pożegnanie częstują.

u szwejka warszawa

Dobre miejsce na obiad (i deser!) to Pasta i Basta. Oczywiście jeśli jesteście fanami makaronów. Najlepszą kawę serwowali w Limoni, a wspaniałe lody jadłam w Sucre (te obok tęczy). Lody Prawdziwe były zwyczajnie zbyt słodkie, choć rzeczywiście smaczne. Skoro już przy lodach jesteśmy – mrożoną kawę na wysokim poziomie serwują w Cava (Złote Tarasy), choć proście raczej bez syropu migdałowego, który sam w sobie jest obrzydliwie słodki.

warszawa pasta i basta

W ciągu tygodnia wypiłam też wyjątkowo dużo drinków, w myśl zasady, jak się bawić to się bawić. Naprawdę polecam każdemu! Nie tyle alkohol sam w sobie, co odpoczynek, zmianę otoczenia i spędzenie kilku dni na samych przyjemnościach. :) Czuję się odświeżona! Mogłabym ten wpis rozciągnąć trzykrotnie, wrzucając dodatkowe foty jedzenia, ale domyślam się, że i tak już zgłodnieliście. Mnie już burczy w brzuchu, pędzę na owsiankę i na siłkę też. Pora wbić się w rytm!

Gdzie powinnam zjeść, co zobaczyć i z kim się spotkać następnym razem…? :)