Jak skutecznie pozbyć się czytelników – sprawdzone sposoby!

Prosta recepta, jak skutecznie pozbyć się czytelników! Zdradzę Ci sprawdzone sposoby na zaprzepaszczenie zaufania. Dowiesz się, jak zawieść najwierniejszych odbiorców i to zaledwie w kilku krokach. Obiecuję, że ta metoda jest szybka, skuteczna, a przy okazji zarobisz jeszcze trochę kasy. Wchodzisz w to?

 

Wiecie Rudziki, dlaczego właściwie nie mam na blogu współprac z markami kosmetyków? Nie dlatego, że u mnie fotografia, bo sami dobrze wiecie, że oprócz zdjęć, jest jeszcze jedzonko, higiena pracy, zdrowie, blogowanie, i kreatywności kupa, i jeszcze więcej jedzonka, i motywacja w sumie też.

Dlaczego więc?

Ano, bo ja dany produkt testować muszę tygodniami. Wymiziać się tym kremem na noc, na dzień, pod makijaż, w dzień słoneczny i w ulewę, w pełni i w nowiu, sprawdzić, jak poradzi sobie, gdy się wdrapię na piramidę i w kontakcie z niedźwiedziami polarnymi też. Upewnić, że zapach nie drażni, że konsystencja siadła, że jest mi w nim dobrze, i miło, i jak na wakacjach w sumie.

Polecisz mamie swej kremik, który dopiero co wtarłeś w paszczę? Będziesz zachwalać, słać stylizowane zdjęcia flat lay z muzyczką w tle i rozpływać się, jakie to działanie zajebiste, a skóra gładka po tym, i Ty w 15 minut 15 lat młodsza?

NIE?

To czemu robisz to swoim odbiorcom?

 

Autentyczność

To takie archaiczne słowo, które odeszło do lamusa, zostało wypchnięte przez zielone i tylko najstarsi górale pamiętają, że coś, kiedyś, gdzieś. No nie do końca.

Wciąż mocno wierzę, że autentyczność jest ważna. Bardzo ważna. To jedna z moich głównych wartości, którymi kieruję się w tym blogowym świecie. To taka moja kolumna, bez której rudy blog już leżałby pokryty kurzem i pajęczynami, a fanką pająków to ja na pewno nie jestem!

Jest taki nurt wśród blogerów, by się “wcielić w rolę”. Pseudonim artystyczny, wykreowana postać o wykreowanych potrzebach. W kontekście biznesowym to może być prawdziwie dostojna sztuka. Na jej zakończenie odbiorcy obrzucają Cię grubą kasą. Rozumiem, że są różne drogi, które przynoszą odmienne rezultaty. Ta jednak zupełnie nie jest moja.

Mamy też dmuchawce. Blogerzy, którzy są tam, gdzie ich wiatr zawieje. Gdy modny jest minimalizm, stają się orędownikami tego nurtu, piszą o tych 10 ciuchach w garderobie i malują ściany na biało. Gdy na salony wkracza slow life, oni zaraz za nim, niosąc zbyt długi trencz. Gdy czytelnicy zaczynają szaleć na punkcie fotografii flat lay, klasyczny dmuchawiec chwyci za aparat i dołączy do stale powiększającego się grona producentów niemal identycznych zdjęć z kawą w roli głównej. I tak dalej. Na pewno już wiecie, o co chodzi z dmuchawcami.

Nie bawię się teraz w wyróżnianie tych wszystkich subkultur i podkategorii, chcę jedynie zwrócić Waszą uwagę na problem. Problem z autentycznością, który, głównie na łonie Instagrama, rozrósł się bujną winną latoroślą i puszcza nowe pędy.

Wy, odbiorcy, możecie te pędy podcinać, albo pojeni winem pozwalać nabijać się w butelkę.

 

>>> Przeczytaj także: minusy blogowania <<<

 

Pa, pa, pieniądze!

Wiecie, ile propozycji współpracy dostaję tygodniowo? Kilka, kilkanaście. Wyobraźcie sobie, ile ich dostawać muszą znacznie bardziej popularni blogerzy… Setki w ciągu 5 dni roboczych? A teraz odpowiedzcie szczerze, ile współprac widzicie na blogu? Ile z nich faktycznie ujrzy światło dzienne?

W tym roku opublikowałam 22 artykuły. Za 3 z nich otrzymałam wynagrodzenie.

Czy to dlatego, że nie lubię zarabiać kasy? Wolę leżeć i pachnieć? Mam tyle innych projektów? Trzy razy NIE. 

To dlatego, że w tych propozycjach zawsze było coś nie tak.

Czasem idę marce na rękę. Dodam jakiś link, o którym nie ma słowa w umowie, nawet małym druczkiem. Zrobię dodatkowe zdjęcia, a i te zdjęcia im udostępnię. Zmienię termin. Stanę na głowie. Napiszę po nocach.

Ale nie ma takiej opcji, abym złamała swoje zasady! Na jest rudo nie ma miejsca na kłamstwo. Nie ma miejsca na chamską reklamę. Nie ma miejsca na produkty, których sama nie używam. Nie ma miejsca na usługi, których nie przetestuję własnoręcznie, własnonożnie czy jeszcze inaczej. U mnie nie ma miejsca na gotowe teksty reklamowe, a już na pewno nie ma tu miejsca na łamanie własnych wartości.

Na pierwszą zarobioną złotówkę z bloga musiałam czekać… 2 lata. Nie ugięłam się.

 

SALE!

Wyprzedaż! Okazja! Nie przegap! Nosiłam tylko do zdjęć! Mówiłam, że jest świetne, a teraz sprzedaję! Bo hajs musi się zgadzać! Chodź! Kup! Jest super! Nie testowałam, bo nie zdążyłam, ale przecież mówię, że super! Do zdjęcia miałam, no! A teraz sprzedaję! Nówka sztuka! Będzie pan zadowolony!

 

Dżyzys.

 

Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale dla mnie wydźwięk jest właśnie taki. To jawna hipokryzja. Oszustwo. Odwrót na pięcie i liczenie kasy.

 

Doprecyzuję, bo zapewne nie wszyscy z tą jakże dziwną sytuacją już się zetknęli, albo nie mieli świadomości, że to TO:

Krok 1 – wrzucamy na Instagram na nasze konto @XYZ zdjęcie z lokowaniem produktu. Oznaczamy markę. Piszemy, jakie te kremy są super, jak nawilżają, chronią, pachną i robią kawę, kiedy Ty jeszcze smacznie śpisz. Podkreślamy, jacy jesteśmy z produktem związani. Ochy, achy, superlatywy i kupujcie natychmiast, bo przecież warto.

Krok 2 – zakładamy osobne konto @XYZ.sale i reklamujemy je na swoim koncie głównym (!!!) To bardzo ważny krok i nie należy go pomijać.

Krok 3 – wystawiamy owe produkty na sprzedaż na koncie sprzedażowym.

 

Koniec.

Hajsy z nieba.

 

Nim przejdę dalej muszę podkreślić, że ja rozumiem, że są różne sytuacje życiowe. Czaję, że popularne konto na Insta może mieć samotna matka 3 dzieci, dla której sprzedaż tych produktów to “być albo nie być”. Wiem, że to, co widoczne na zdjęciach niekoniecznie pokrywa się z rzeczywistością. Rozumiem, ile mam szczęścia w życiu, jest mi lekko i nie mam wielu problemów, z którymi na co dzień być może borykają się te osoby od kont @…sale

ALE.

Ale ale.

Ta autentyczność. Co z nią?

 

Handel nieżywym towarem

Naprawdę chcemy handlować naszą autentycznością? Sprzedać się za balsam i peeling. Przepraszam, teraz mówi się scrub! Naprawdę możemy sobie pozwolić na zachwalanie nowego produktu, którego nawet nie otwarliśmy? Na serio “pasuje mi do wszystkiego, nigdy się z nim nie rozstanę. Must have tej wiosny!”, a 2 dni później ten zegarek sprzedajemy?

Really?

Ty tak serio?

PRZECIEŻ MOŻNA INACZEJ.

 

Opcja pierwsza – Utopia

Po pierwsze polecam nie reklamować produktów, których naprawdę nie chcesz nosić, używać, testować. Nie brać wszystkiego, jak leci. Jak szeroko rozstawisz rączki, to sporo się tam zmieści, pytanie tylko, czy musi?

To nielogiczne, a w dalszej konsekwencji nieetyczne, by reklamować jednego miesiąca 3 kremy do twarzy. Jeden mały słoiczek zużywam w 2-3 miesiące. A Ty co? Zjadasz je? A nieeeee, sprzedajesz.

Jako reklamodawca/właściciel marki A, dostałabym szału, że po tygodniu widzę u Ciebie krem B, a kolejne dwa – C. Nigdy więcej nie chciałabym współpracować ze “słupem”. Medal ma swoją drugą stronę, to reklamodawca jest odpowiedzialny za dobry risercz. Albo klient płaci za określoną liczbę publikacji, ma być słupek odpowiednio wysoki, a resztę się ignoruje.

Często jest też tak, że marki/agencje “nie mają budżetu” i na IG to tylko barter, więc nawet nie chce Ci się starać, masz to w nosie, lub jeszcze gdzieś głębiej. Zrozumiałe. Ale to temat na osoby wpis.

 

Opcja druga – kasa

Nie barter. Naprawdę istnieją marki, które PŁACĄ ZA REKLAMĘ NA INSTAGRAMIE. Serio, serio. I byłoby ich tylko więcej i więcej, gdybyś nie brał wszystkiego jak leci, z tymi szeroko rozwartymi ramionami, które już omówiliśmy. To oczywiste, że nie ma kasy, jak być nie musi. Biznes. Złotówki. Przychód. Dochód. Zgadzać się musi, a najlepiej na plus.

Instagramerki ten plus sponsorują. Całe stado plusów. O, takie: +++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

 

I skoro już Ci ktoś za to zdjęcie zapłacił, to może nie musisz od razu lecieć na swoje sale konto i sprzedawać wszystkiego minutę po publikacji?

 

Opcja trzecia – sale inaczej

Być może jednak chcesz, musisz sprzedać to, co dostałeś/dostałaś. Niezależnie, czy była kasa, czy tylko barter. Rozumiem. Są takie momenty. Są inne poglądy. Wartości. Okej.

Ale gdyby tak – tak sobie głośno myślę – nie reklamować wszystkiego na równoległym koncie? Gdyby tak założyć anonimowe konto na Allegro i tam pozbywać się tej “górki”? Aby ci nasi odbiorcy, co to ich tak kochamy, namawiamy do komentowania, lajkowania i serduszkowania, nie poczuli się oszukani? Zwyczajnie oszukiwani.

 

Czytelnicy mają oczy

I widzą takie zachowania. I nawet powiem więcej, takie akcje nie są im obojętne. Przynajmniej dla większości z nich, co bardzo mnie cieszy, bo przecież już mówiłam, że ja #teamautentyczność

Zresztą zobaczcie sami:

 

Wszystko zaczęło się od Ani, która oznaczyła mnie w ramach #followfriday, podkreślając, że kryterium była autentyczność:

Tak powstał pomysł na ten wpis.

Dostałam bardzo wiele wiadomości od Rudzików na Instagramie, że widzicie, że Was to wkurza, czasem boli. Że czujecie się oszukiwani. Oczywiście było także kilka głosów, które próbowały sprowadzić mnie na ziemię, twierdząc, że rozdmuchuję coś, co nie ma żadnego znaczenia. Jakie to szczęście, że można mieć odmienne zdanie :)

 

Tak więc dmucham…

…ile sił w płucach, bo mam tę moc, że czyta mnie sporo osób. Wielu z nich to blogerzy młodsi stażem, u których chcę promować właściwe wzorce. Chcę uświadamiać, zarówno czytelników, jak i twórców, że kasa, to kasa. W blogosferze jest jej coraz więcej, ale co z zaufaniem…? Czy ono także rośnie?

I Ty też możesz wiele zdziałać!

 

MEGA KRÓTKI PORADNIK DLA TWÓRCY

Puść ten post w świat. Udostępnij swoim czytelnikom. Pomożesz mi w ten sposób promować dobre wzorce, właściwe zachowania i wartości, które nie powinny zanikać. Wypowiedz się w tej kwestii. Wyraź swoje zdanie. Czytelnicy Cię słuchają, powiedz im, co TY o tym sądzisz.

… a jeśli jesteś jedną z tych osób z kontem @XYZ.sale, cóż, nie powiem Ci, co masz robić, bo moją opinię już doskonale znasz. Proszę jedynie, byś poświęcił 5 minut na refleksję, czy można inaczej…? Czy chcesz inaczej? Czy odbiorcy są dla Ciebie ważni?

 

MEGA KRÓTKI PORADNIK DLA ODBIORCY

Jeśli widzisz takie szemrane reklamy, deklaracje bez pokrycia, reaguj! Nie bądź obojętny, bo wtedy nic się nie zmieni. Napisz do twórcy o swoich uczuciach. Napisz, co Ci się nie podoba. Zrób to kulturalnie, postaraj się emocje trzymać na wodzy. I najważniejsze, skontaktuj się prywatnie!

Nie chodzi nam o tanie show, upokorzenie, czy formę kary. Chcemy, by ten internet był nieco bardziej pluszowym miejscem, gdzie zaufanie nie jest jak yeti. Okej?

 

To co, pomożecie???