czy warto iść na psychoterapię

Czy warto iść na psychoterapię

- jak się mam rok po rozwodzie

Jeśli zastanawiasz się czy warto iść na psychoterapię, przeczytaj koniecznie.

Rozwód był najtrudniejszym, ale najlepszym doświadczeniem mojego życia. Dlaczego? Dlatego, że stałam się człowiekiem, jakim od dawna bardzo chciałam się stać, a bardzo mi nie wychodziło.
Osobie zaznajomionej z psychologią wystarczy krótkie zdanie „elastyczność psychologiczna wyjebana w kosmos”. Niewiele Ci to pewnie powie o nowej mnie. Jaka jestem teraz?

 

Nie przeszkadza mi 8 godzin spędzone w pociągu, a mam chorobę lokomocyjną i pierwszy dzień okresu. Właśnie piszę ten artykuł, jadąc do przyjaciółki do Szczecina. Wideo na YouTube nagrałam dopiero dziś rano, wczoraj nie byłam w stanie, wczoraj miałam kaca i to takiego, że odrzucał mnie zapach żelu do dezynfekcji rąk ☺

 

Odpuściłam sobie. Jestem w to coraz lepsza. Potrafisz sobie czasem odpuścić?

 

Z mieszkania wyszłam nieco za późno, bo tańczyłam do piosenek T.Love, ale nie przeszkodziło mi to wpaść po kawę. Zawsze sobie kupuję dużą na sojowym, uwielbiam kawę w pociągu. Małe przyjemności. Życie to ciąg takich drobnych chwil.

 

Lubię porządek, ale czasem mam stos garów w zlewie i unikam mycia podłogi, bo mnie ta czynność męczy niesamowicie.

 

W kwietniu nie żarłam słodyczy, nie piłam alko i codziennie tańczyłam, bo powiedziałam sobie „sprawdzam”. W czerwcu przechodzę na same warzywa, owoce, kasze. Bo sprawdzam dalej. Dorzucę jeszcze strączki, bo wciąż codziennie się ruszam i mój instruktor będzie krzyczał. Nie ćwiczę, żeby schudnąć, a dlatego, że daje mi to uśmiech.

 

Już na nic nie czekam

Cieszę się na ludzi, spotkania i żarcie na mieście, ale równie szczęśliwa jestem na własnym mini-tyci-balkonie. Sama ze sobą. Z kawą, która spływa po podniebieniu i przenosi mnie do prywatnego nieba.

 

Chodzę spać po 2, wstaję o 8, bo mi się chce żyć, doświadczać, tworzyć.

Robię zdjęcia w studio, totalnie nie w moim stylu, ale ostatnio nie wypuszczam aparatu z rąk, a dobrze czasem wyjść ze swojej comfort zone. A jaki mieliśmy przy sesji ubaw, tylko my wiemy.

 

Nie ma już rzeczy, których „nie mogę się doczekać”, bo mi teraz smakuje każda najmniejsza chwila mojego życia. A tym trudnym pozwalam być. Zajmuję się nimi, przytulam, rozpisuję w dzienniku. W marcu zawalił mi się świat, a teraz mam najlepszy czas swojego życia.

 

To też przeminie. Wszystko mija.

 

Spotykając nowego człowieka, dźwięczy mi w głowie pytanie „Czego mnie nauczysz, mój nowy przyjacielu? Po co mi jesteś? Po co ja Tobie?”

Dzięki psychoterapii nie boję się już tracić ludzi. To wciąż trudne, ale bardzo naturalne. Trochę ich ostatnio zniknęło z mojego życia, bo wreszcie tupnęłam nogą. Albo dlatego, że ja ruszyłam dalej. Albo dlatego, że oni nie.

Myśl o śmierci jest neutralna bądź kojąca, zależnie od nastroju. Od 15 lat jestem ateistką, nie wierzę w życie po życiu. Skoro nie martwiłam się niebyciem przed narodzinami, to czemu mam się martwić tym po śmierci?

 

Dużo przeklinam, bo mi z tym dobrze.

 

Stworzyłam #dbalnik, bo wiem, że to narzędzie pomaga kobietom zadbać o siebie, choć to najbardziej upierdliwy projekt mojego biznesu on-line. Ale tańszy, niż psychoterapia i bardziej dostępny, niż psychoterapia online.

Już mnie nie stresują premiery produktów. Właśnie wypuściłam 12 e-book. Nie zdążyłam napisać newslettera. I guess what?! Nie poszedł. Ot co. Mogłabym napisać go teraz, ale teraz mam ochotę na wynurzenia, a ja swój biznes prowadzę serduszkiem. Piszę więc to, co czuję. Działanie powinnościami się już u mnie nie sprawdza.

 

Dotyka i dotyczy

Jak mnie wkurwi ten kraj, to mi się czasem na Instagramie uleje. Jest Rudo nie była i nie będzie marką skupioną wokół polityki, ale nie zamierzam udawać, że mnie ten nie-mój-rząd nie doprowadza do furii i łez. Nie zamierzam udawać, że mnie to nie dotyka i nie dotyczy. I biorę to, co się zawsze na mnie wylewa, gdy jasno komunikuję, że chcę wolności. Blokuję, usuwam, dyskutuję, żegnam. Nie chcę takich ludzi i takiej energii na swoich kanałach.

Wierzę w wypłaszczenie krzywej, ale potrzebuję drugiego człowieka, więc z zachowaniem wszystkich zasad bezpieczeństwa chodzę już na prywatne zajęcia i widuję się już z przyjaciółmi, którzy mają podobne podejście. Szanuję inne.

 

 

Odzyskuję kontakt z intuicją. Czuję energię domów i ich właścicieli. Łączę się z sobą, wracam do ciała. Fascynuje mnie to doświadczenie.

 

Jest we mnie spokój i światło. 

To co, warto iść na psychoterapię..?

 

To, co się zmieniło?

Kiedyś, choć być może nie było to dla Was widoczne, byłam bardzo neurotyczna. Bardzo obowiązkowa, produktywna do granic. Nie umiałam o siebie dbać, tyrałam, byłam swoim największym wrogiem. Wiecznie niezadowolona, wiecznie NIE DOŚĆ.

Nic mnie nie cieszyło, biegłam od zadania do zadania, od sukcesu do sukcesu… Bez ich celebracji, o cieszeniu się małymi rzeczami nie wspominając… Szare dni zamieniały się w szare miesiące…

To był bardzo mroczny czas. Cieszę się, że już jest za mną. Cieszę się, że dałam sobie uwagę i możliwość na zmianę.

 

W styczniu wybrałam sobie słówko roku „łagodność”, pod koniec miesiąca zaczęłam (kolejną) terapię, tym razem gestalt.

Pół Insightu Pasterskiego, jedna książka z ćwiczeniami o analizie bioenergetycznej Marzeny Barszcz, regularny dziennik, medytacja, 4 miesiące terapii i zawiesiłam psychoterapię gestalt, bo czuję, że już to wszystko mam w sobie.

Już się nie biczuję, nie karcę, nie dźgam paluchem w żebra, pozwalam sobie na uczucia. I te wszystkie inne rzeczy, z którymi poszłam na psychoterapię, a o których nie chcę pisać publicznie – ułożyły się we mnie.

 

Mam teraz taki wgląd w siebie, który znacząco wykracza poza moje możliwości kognitywne jeszcze z początku roku! Już nie jestem człowiekiem, jakim zawsze chciałam się stać. Jestem dalej. I bardzo mnie fascynuje to, co będzie za zakrętem. Bo, że zakręt się pojawi, wiem na pewno.

 

Umiesz tracić ludzi?

Nie wszyscy akceptują nową mnie. Stąd te straty w ludziach. Wiele razy słyszałam „nie analizuj tyle”, „przestań być najmądrzejsza” w odpowiedzi na moje łagodne „daj sobie  czas”. Nie każdy ma w sobie taką gotowość i otwartość na zmianę. W koleinach jest nam wygodnie, nawet gdy boli lub zaraz będziemy dokładnie w tym samym kołowrotku, z którego wyszliśmy poszarpani i na dnie.

To też jest okej.

Ciężko jest patrzeć na te wszystkie koluzje, zależności i schematy, które teraz do mnie krzyczą, bo been there, done that. Ciężko mi patrzeć, jak sami siebie oszukują. I chciałabym ustrzec bliskich mi ludzi, ale nie mam do tego prawa. I tutaj moją pracą do wykonania jest po prostu milczenie.

 

Teraz jestem sobie przede wszystkim WDZIĘCZNA

Za czas i uwagę. I za nieustanne próby. Od 2 lat inwestuję masę zasobów bez żadnej gwarancji sukcesu. Bez przepisu na nową wersję mnie. Ale co mamy innego, niż nieustanne próby..?

Kojarzysz to wyświechtane zdanie, że jedyną pewną jest zmiana? Jak przestaniesz je rozumieć, a wreszcie poczujesz, to będzie wolność w najczystszej postaci.

Życzę Ci tego. To przyjemna odmiana od kolein i za ciasnych jeansów. Może wkrótce wskoczysz w dres..?

 

Jeśli zastanawiasz się czy warto walczyć o siebie i iść na terapię, to niech ten artykuł będzie odpowiedzią.

 

>> Przeczytaj także, jak poradzić sobie z rozstaniem.

___

Zdjęcie: Michał Brzegowy