co mnie zaskoczyło w Polsce

Co mnie zaskoczyło w Polsce

Od mojego powrotu do Polski minęło już trochę czasu i bardzo chciałabym podzielić się z Wami tymi wszystkimi rzeczami, które mnie zaskoczyły po przyjeździe do Warszawy. Zdziwiły. Przysporzyły szoku ze stresem.

Dla tych, którzy nie znają mnie za dobrze wspomnę, że całe swoje dorosłe życie prowadziłam w Anglii. Wyjechałam zaraz po szkole, by w UK spędzić następne 5 lat. W tym czasie pracowałam w kilku miejscach, przez 3 lata prowadziłam swoją firmę fotograficzną, wyszłam za mąż, dojrzałam, skończyłam college, zrozumiałam siebie. O moich doświadczeniach za granicą możecie przeczytać w cyklu wpisów życie w UK.

 

Co mnie zaskoczyło w Polsce

Będziecie się śmiać, walić otwartą dłonią w czoło, a być może ze zrozumieniem kiwać głową.

 

POCZTA POLSKA

Pierwszy tydzień pobytu w Polsce, obiecałam przesłać paczkę. Wlazłam do wielkiego budynku Poczty Polskiej przy Świętokrzyskiej. Pobrałam numer i czekam. Czekam. Napisałam 3 maile. Czekam nadal. Wynagrodzę sobie kawą – myślę. Dwoma, jeśli trzeba. Po niestworzonej liczbie minut docieram do swojego okienka. “Nadawanie paczek w drugiej części budynku” – słyszę na moje uśmiechnięte dzień dobry.

Myślę sobie spoko, nie zniszczą mnie.

Szukam tej właściwej kolejki. Z rozpaczą odkrywam, że tutaj też są numerki. Po raz kolejny zmuszam automat do wyplucia świstka. CZEEEEEEEEEEEEKAM. Nie mam już więcej maili, blogi przeczytane. Docieram. Nadaję. Wypisuję wniosek o ubezpieczenie i coś tam jeszcze, bo w paczce cenne rzeczy. Wypisuję długo, bom głupia i nie ogarniam.

Chcę płacić. Kartą.

Resztę możecie sobie wyobrazić.

 

CUSTOMER SERVICE

Czyli szeroko pojęta obsługa klienta. Mam na myśli czynnik ludzki, nie wnikam tutaj w technologie, sprzęt czy kasę. Podejście osób w wielu firmach nieustannie zwala mnie z nóg.

W angielskim banku przepraszano mnie, że musiałam długo czekać w kolejce, nawet jeśli nie minęło nawet 5 minut. W wielu miejscach w trakcie oczekiwania, ktoś podchodził, dopytywał, w jakiej sprawie, aby upewnić się, że stoisz w odpowiedniej kolejce, a na jej końcu ktoś faktycznie będzie w stanie Ci pomóc.

W Polsce robią Ci łaskę. W Polsce to Ty służysz urzędnikom. To Ty jesteś na przegranej pozycji, bo “coś chcesz”.

 

REKLAMACJE

Nie lubię, jak mi się sprzedaje syf, więc w UK nie raz, nie dwa, odwiedzałam sklep, by zwrócić im wadliwy produkt. Idziesz do kasy, oddajesz rzecz, tłumaczysz co nie halo, pokazujesz paragon, “wymiana czy zwrot gotówki?”, wkładasz kartę, zbierasz przepraszam, że Cię tak na maksa rozczarowali, w 3 minuty jest po wszystkim.

No to teraz wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy w Mohito rzuciłam na ladę rozciągnięty sweter, a kazano mi czekać 15 minut na kierownika kierownika, który docierał do mnie tak długo, że podejrzewam ją o biegunkę biegunki. Pani zadała mi milion pytań, kazała określić precyzyjną (co do dnia!) datę rozciągnięcia swetra, wydrukowała kwitek i pouczyła, by wrócić za 2 tygodnie, abym mogła dowiedzieć się, czy moja reklamacja zostanie w ogóle uznana.

 

RZECZY Z DRUGIEJ RĘKI

Anglia biednym krajem nie jest. Jednak to właśnie tam w weekendy, w każdym większym mieście organizowane są pchle targi (carboot). Za £5-£10 możesz zamienić samochód pełen gratów na pustą przestrzeń, luz i niezłą sumkę. Na takich targach kupiłam naprawdę masę zajebiście pięknych rzeczy. W tym starą komódkę, o którą każdy ciągle pyta, czy domek dla lalek (na prezent, żeby nie było!) Sporo ciuchów z metkami i jeszcze wiele innych rzeczy.

Tam się tyle nie wyrzuca. Niepotrzebne meble czy zabawki w słoneczne dni wystawia się na niewielkich skrzyżowaniach, czy przed własnym domem, by chętni mogli zabrać, co im potrzeba. Bez zbędnych komplikacji i bardzo eko.

A w PL ludzie wstydzą się ciuchów z second-handu. Meble wolą kupić na raty. Ramki tylko z IKEA. Zamiast rozdawać, sprzedawać: a) chomikują po piwnicach, b) wyrzucają.

Więcej i mądrzej pisze o tym Kasia w swojej książce (dostępna latem!), więc ja już temat porzucam. Powiem tylko, że jest mi przykro, bo nie lubię marnowania czegokolwiek. Jakkolwiek.

 

SŁUŻBA ZDROWIA

Coś sobie w nogę na Krecie zrobiłam. Myślałam, że przejdzie. Był lód i maść z Ibuprofenem. Po 2 tygodniach odpuściłam płonne nadzieje.

Podejście pierwsze: bukowanie wizyty online. Najbliższa na koniec czerwca.

Podejście drugie: wstałam, 6:45 w kolejce się ustawiłam, nasłuchuję rozmów w stylu “od za piętnaście trzecia stoję i trzeci byłem!”. Po otwarciu budynku sznurek na nowo się formuje, średnia wieku 60+, jakimś cudem lądujemy niemal na końcu. Jeszcze tego samego dnia docieram do lekarza POZ – skierowanie do chirurga z notatką pilne.

W okienku każą przyjść dnia następnego, żeby mi “pan doktor powiedział, kiedy mnie przyjmie”.

A więc lecę dnia następnego. 9 rano. “Proszę czekać, dziś kończę wcześniej, jak zdążę, to panią przyjmę, jak nie to w poniedziałek.

Nie czekam, zwłaszcza, że nie wzięłam Kindle’a. Umawiam się na poniedziałek. Pielęgniarka (asystentka?) twierdzi, że będzie nieobecna, ale “przekaże koleżance”. Strach się bać. Co ona przekaże i jak to się dla mnie skończy.

 

LICZNE TELEFONY

I ja i Pan Mąż mamy telefon na abonament. Podpisaliśmy wszystkie druczki i od tamtej pory jesteśmy niesamowitymi szczęściarzami. Fortuna się do nas szczerzy, jakby łykała jakieś z tych proszków, co to łykać się nie powinno. A jak już się bierze, to się nie mówi o tym głośno.

Otóż co rusz odbieram telefon z tekstem “wspaniała wiadomość – wygrała Pani toster/zmywacz do paznokci/mopa/rok abonamentu telewizyjnego”. I wiecie, nie reagują zbyt pozytywnie na wieść, że nie mam TV, na paznokcie nakładam hybrydy, a mopa mam, działa, nowego mi nie trzeba.

 

CENY PRODUKTÓW SPOŻYWCZYCH

To, że wciąż za bardzo nie wiem, ile to jest tanio, a ile drogo, to jest jedna kwestia. Ale ceny produktów typu: ananas, awokado, rukola czy mleko kokosowe (zarówno to w puszce, jak i mleka roślinne w kartonach), to jest PARANOJA.

Banany się importuje, ananasy i awokado też, więc czemu różnica cenowa jest tak na maksa powalająca?! Toż to są normalne produkty. W UK wszystko kupisz za funciaka. Masło orzechowe na przykład. Albo tą wspomnianą już puszkę kokosowego. Albo mango. Albo mały słoik pomidorów w puszce. A tutaj to jest jedzenie z kategorii pro.

Nie ogarniam.

 

Czy mam wśród Czytelników osoby, które też wróciły do Pl?

Co Was zaskakuje?

Oceń post!