fotografia i lifestyle | blog

Wiosno, czy to ty? – SUM #32

Hej, Rudziki! Nie mogłam sobie odebrać przyjemności opisania Wam mojej codzienności, czyli kolejne podSUMowanie ostatnich tygodni poniżej. Kwiecień – plecień. Wiadomo. A u mnie jeszcze cały marzec i kawałeczek lutego. Przekrój niemal wszystkich pór roku, nie można się nudzić. Patrzę sobie na te fotografię i czuję satysfakcję, bo to był naprawdę dobrze spędzony czas.

 

Lifestyle warszawski

Nasze co-środowe randeczki mają się nieźle. Co prawda w marcu zaliczyliśmy 2 tygodnie paskudnej grypy z powikłaniami w gratisie, więc dużo czasu spędziliśmy w mieszkaniu, na oglądaniu filmów – patrz zakładka KULTURALNIE! tym razem wypchana po brzegi!

Udało nam się jednak m.in. odwiedzić restaurację Oliwa i Papryka. Było pysznie! Margerita powyżej średniej (naprawdę ciężko dostać porządną w PL) i idealna zupa-krem z pomidorów. Do tego herbata z nutą karmelu. Mniam mniam! Miałam siłę zrobić zakupy w Arkadii ;)

blog footgrafia

Jednego dnia cudna wiosna, kolejnego już lato w pełni. Codziennymi spacerami starałam się doładować bateryjki po zimie. Od dawna suplementuję wit. D3, jednak mogłabym zeżreć całą aptekę, a i tak nic nie zastąpi słonka i pączków na drzewach. Pączki w brzuszku też spoko.

fotografia i lifestyle | blog

 

Definitywnie pożegnaliśmy zimę jeszcze w lutym, sesyjką na łyżwach. Dostałam przesyłkę kreatywną od Acitimela, a w niej m.in. wejściówki na “górkę” i lodowisko właśnie.

Oboje z Panem Mężem jesteśmy słabymi łyżwiarzami, więc momentami było naprawdę zabawnie. Albo mniej, kiedy pracownik lodowiska pomagał mi pozbierać tyłek z lodu… Jestem prawdziwie dumna, że podczas wstawania nie ściągnęłam go na taflę :D A moment, kiedy zaliczyłam dotkliwą glebę poprzedzała myśl “No, w końcu idzie mi zajebiście! Pędzę!”

Ha.

Ha.

 

W marcu zaliczyłam koncert na żywo i podziwiałam Warszawę z 20 piętra mieszkania naszych nowych znajomych (Maria, Kacper – ślę uściski!)

 

Był koncert na żywo, to i wystawę w Sheratonie obejrzeliśmy. Art Fresh Festival – AFF. W temacie sztuki nowoczesnej – przy niektórych stanowiskach naprawdę nie umiałam oprzeć się wrażeniu, że w godzinę stworzę coś podobnego… Też tak macie?

 

Jeden weekend marca spędziliśmy z rodziną w Katowicach. Pyszne jedzonko, fajne rozmowy i planszówki. No i wino. Co to za podsumowanie tygodnia bez wina!

 

Widzicie to zdjęcie poniżej? 100% wegańska uczta z okazji urodzin w 100% fajnego Sąsiada :) A fotka po prawej dobrze ilustruje, jak wyglądam, gdy wiem, że zaraz będę jadła. To moje ulubione zajęcie!

 

Bardzo pozytywnie nastrajają mnie spotkania w kobiecym gronie. Fajna energia, pyszne ciacho i rozmowy o wszystkim-niczym. Powinnam to robić zdecydowanie częściej!

 

Lifestyle domowy

Upiekłam pierwszą w życiu chałkę, wiecie? Idealna nie była, ale drugiego dnia w roli tostów francuskich stworzyła kreację godną Oskara.

 

Nieśmiałe próby wpuszczenia do domu nieco wiosennych akcentów:

 

A tu jedzonko część enta. Raz na jakiś czas pozwalam sobie na rozpustę, najlepiej w postaci śniadania na słodko. Tutaj amerykańskie pancakes z syropem klonowym. Do tego truskawki i banany. Pyszka! A w dłoni domowa lemoniada.

 

Lifestyle “pracowniczy”

Marzec był dla mnie miesiącem wymiany wielu maili i spotkań biznesowych. Najwyraźniej wraz z pierwszymi żonkilami budzą się do życia fajne pomysły na akcje z influencerami. I dobrze, bo jest spora szansa, że na blogu pojawią się projekty długofalowe, które bardzo mocno korelują z fotografią i rozwojem kreatywności. Trzymajcie kciuki za podpisanie umowy ;)

 

W domu pracowałam zaś głównie nad blogiem, YT i materiałem wideo do mojego pierwszego kursu – treści na maj już dawno leżakują, czekając na swoją kolej. Zdjęcia poniżej obrazują moje kolejne zmagania z najlepszą jakością wideo i audio. Strasznie mnie wkurza, jak nie wychodzi, ale jest spora szansa, że po ostatnich, entych testach, MAMY TO!

>>> Tutaj <<< można BEZ ZOBOWIĄZAŃ zapisać się na listę osób zainteresowanych kursem. Jako pierwszy poznasz szczegóły i datę premiery. I kto wie, może jakiś specjalny bonusik Wam przygotuję.

 

Kulturalnie

Miałam ostatnio kilka emeryckich weekendów – kocyk, herbatka, czekoladowe ciacha i… dobre filmy. Dlatego jest co polecać! Korzystajcie, bo jak się tylko zrobi cieplej, zamierzam zjeździć na Veturilo pół Warszawy, a czasu na kino będzie wyraźnie mniej.

 

Na początek kino, które rozgrzewa od środka. Porusza i sprawia, że się uśmiechasz przez łzy, by za chwilę wybuchnąć rechotem, którego nie wypada z siebie wydobyć na pierwszych randkach. Mowa o Wonder. Zupełnie nie ruszają mnie argumenty, że to materiał przesłodzony, nierealny. Dobry, ciepły film. Takiego było mi trzeba.

Rozrywka, emocje? To może Zombie Express? Nim skreślisz go z niewidzialnej listy, lepiej od razu napiszę Ci, że to chyba najlepsze kino o tej tematyce. Dłonie się z nerwów pocą. Na Filmweb opisany jako horror, ja horrorów nie lubię i nie oglądam, więc weźcie na to poprawkę.

Skoro już mamy ostrą jazdę, to Non-Stop trzyma w napięciu. Mam słabość do Liama Neesona w rolach twardzieli, którzy ratują świat. Podobnych filmów nakręcono z nim wiele, a ja każdy z przyjemnością oglądam i dobrze się bawię.

Jakimś cudem przegapiłam film Znaki. Nie popełniajcie mojego błędu. Na zachętę powiem, że oceniłam na 9 punktów w dziesięciostopniowej skali ;) Do mnie totalnie trafiał, choć nie brakowało tutaj małych nieścisłości.

Całkiem spoko kino dla nastolatków to Nerve. Nie pogniewałabym się, gdyby produkcję wziął na siebie Netflix, bo temat jest bardzo bardzo w stylu serii Black Mirror. Jeśli macie ochotę na coś lekkiego, o tematyce social mediów, technologii i sprzedawania swojego życia w sieci, obejrzyjcie Nerve.

Film, który okazał się dla mnie zbyt brutalny i mroczny, to Gra Geralda. Kiedyś czytałam książki Kinga, więc mniej więcej wiedziałam, czego mogę się spodziewać (mało tego, czytałam nawet tą konkretną, ale skleroza, wiecie…), jednak klimat Gry bliski jest horrorom i ja jednak podziękuję.

Całkiem spoko, do obejrzenia w jakiś wolny wieczór: Wind River. Na przeklętej ziemi – thriller, Indianie, dużo śniegu i ciało młodej dziewczyny. Ta produkcja zyskałaby bardzo wiele, gdy poszaleć z montażem, nałożyć trochę na siebie te wątki, historię, zbudować warstwy. Oglądałam w napięciu na “momentach”, ale nie jest to jeden z tych filmów, do których chce się wrócić.

Nie mogę nie wspomnieć o filmie o mega dziwacznym tytule Trzy billboardy za Ebbing, Missouri. Dramat, GENIALNA gra aktorska, która od razu przenosi nas do hermetycznego światka małej miejscowości na krańcu świata. Po raz kolejny mamy motyw zamordowanej dziewczyny, jednak to jej matka jest w centrum. Jej strata. Jej cierpienie. Jej sposoby radzenia sobie. Woody Harrelson zrobił świetną robotę. Ja wyłam. Żeby nie było, że nie ostrzegałam.

Lady Bird to słodko-gorzkie kino. Jakoś tak ostatnio po drodze nam z produkcjami o nastolatkach. Tutaj mamy rok z życia Lady Bird, które non stop sypie jest się w drobny mak. Główna bohaterka nadludzkim wysiłkiem skleja je kawałek po kawałku. Dawno mnie tak nie denerwowała jakaś postać, jak właśnie matka tytułowej “Ptaszyny”.

Chcecie obejrzeć film o miłości opowiedzianej inaczej, niż wszystkie inne? Obejrzyjcie Tamte dni, tamte noce! Jakże oczyszczające, nieśpieszne obrazy. Historia rozwija się stopniowo, pozwalając nam poczuć się, jak na wakacjach – jest czas na czytanie książki, kąpiele w basenie, jazdę na rowerze bez celu. Jest czas na miłość.

Anihilacja – tego raczej nie oglądajcie. Pierwsza połowa jeszcze spoko, ale potem robi nam się dużo brzydko pachnącego błotka. Szkoda mi nawet czasu, żeby o tym pisać.

Dobry thriller? Uciekaj! niewątpliwie można zaliczyć do tej kategorii. Na filmwebie skategoryzowany jako horror, jednak mówię Wam, to trzymający w napięciu dreszczowiec.

Raz na jakiś czas musi być jakaś dobra baja. Tym razem Coco, czyli animacja pełna niespodziewanych zwrotów akcji. Według mnie z odgrzewanym kotletem niewiele ma wspólnego, a to zarzut, który co jakiś czas przewija się przez sieć.

Bardzo głośny Kształt wody otrzymał ode mnie 7 gwiazdek w 10-cio stopniowej skali. Piękne światło, scenografia jak z Amelii, cudownie bajkowe wprowadzenie do historii. Dobrze się oglądało, historia mnie wciągnęła, ale o efekcie WOW niestety mówić nie mogę.

Dwa słowa o rozrywce w czystej postaci – nowe Jumanji. Daleko mu do klimatu dawnej produkcji, tutaj mamy zabawę na miarę naszych czasów. Jeśli macie ochotę pochrupać popcorn i zapomnieć o całym świecie, jest spora szansa, że Jumanji spełni swoją funkcję.

 

… zakochałam się w tej dziewczynie. Trafia do mnie w 100%, a najmocniej uderzają we mnie teledyski. Słucham i patrzę i się wzruszam. I ciarki na plecach mam. Jeśli spodoba Ci się klimat, koniecznie odsłuchaj też Murder Song. Patrząc na teledysk!

 

Z sieci

Ostatni akapit poświęcony jest tradycyjnie linkom do Waszych artykułów. Pod koniec każdego miesiąca proszę Was o podzielenie się swoimi treściami. A więc to kolejna możliwość darmowej promocji! W sieci jest tego naprawdę masa. Obserwujcie mnie na FB i linkujcie do siebie. Czekam na linki do Waszych blogów, a teraz już zapraszam Was do przeczytania kilku ciekawych artykułów:

 

Kochane Rudziki, na dziś to już wszystko. Dziękuję Wam, że tu zaglądacie… <3

 

PS Więcej prywaty i priorytetowy dostęp do promocji, zniżek i fajnych akcji po zapisie na newsletter!

PS PS Wszystkie zdjęcia w tekście wykonane telefonem. Przeczytaj mój poradnik, który pomoże Ci robić lepsze zdjęcia smartfonem.