blog o życiu w warszawie

O życiu w Warszawie

Choćbym się mojemu drzewu genealogicznemu z lupą przyjrzała, nijak nie dopatrzę się korzeni sięgających Warszawy. Wiem, że wczesna pora jest, więc prościej to ujmę – familji mej w stolicy nie uświadczysz. A jednak ośmieliłam się tu kilka miesięcy temu zamieszkać i jeszcze ośmielę się dobrze o Warszawie napisać.

Warszawa da się lubić! To wiem na pewno, choć mój mieszkaniowy staż nie jest zbyt imponujący. Jeśli więc oczekiwałeś, że sobie razem ponarzekamy, to akurat dziś nie. Dziś jestem szalenie pozytywnym rudzikiem. Rudzik cieszy się z decyzji, które okazały się być trafne, jak szóstka w totka. 

Początek stycznia to dobry moment na podsumowania. Pozwólcie, że skorzystam.

Przeczytaj też, co mnie zaskoczyło, po powrocie do Polski.

 

Skoro już wprowadziłam Cię w ten pluszowy, słodki klimat, to opowiem Ci, co czemu tak szalenie lubię życie w Warszawie. Mam nadzieję, że malkontenci zdążyli zwinąć żagle ;)

 

Brak samochodu

Mama w dzieciństwie wytłumaczyła mi, że nienawidzić kogoś, to nie lubić go tak bardzo, że chciałoby się, żeby ta osoba umarła.

A ja naprawdę nienawidzę prowadzenia samochodu. Gdy mieszkałam w Anglii sporo jeździłam – praca na etacie, collage, zlecenia fotograficzne. Nie było szans, żeby dostać się w te wszystkie miejsca komunikacją miejską. Teraz, mieszkając w Stolicy mam ten luksus (tak, dobrze czytasz! luksus!), że mogę samochodu zwyczajnie nie posiadać.

Uwielbiam warszawską komunikację miejską. Niemal pod blokiem mam przystanek autobusowy, tramwajowe, niecały kilometr dalej stację metra. 15 minut do centrum, nieco ponad dwie godziny, żeby dostać się na Śląsk. Co chwilę coś, jakoś, zawsze mogę dostać się na miejsce. Aplikacja jak dojadę i mogę eksplorować wszystkie zakątki. W większości przypadków wszystko jeździ punktualnie, nie brakuje biletomatów i pojazdów przystosowanych do obsługi osób niepełnosprawnych.

 

Zielone placki

Nie odpowiadam za obrazy, które właśnie powstały w Twojej głowie, ale poprzez zielone placki mam na myśli oczywiście parki! Łąki. Skwerki. To jest niesamowite, ile tutaj jest świetnych miejsc do spacerowania, jeżdżenia na rowerze (nie mam), rolkach (kiedyś nawet umiałam) i karmienia kaczek.

 

Szama

Jedzenie pyszności to jedna z moich największych i najczęściej praktykowanych przyjemności. Latem regularnie wybieraliśmy się na targ śniadaniowy, uwielbiam to, co serwuje Aioli, nie mogę przejść obojętnie obok pysznych lodów w Limoni, tiramisu wszystko wynagrodzi i tak dalej. Jestem łasuchem, szwagier nazywa mnie Głodomorrrrą, zresztą całkiem słusznie, bo ciągle bym coś żarła.

W Warszawie mam dostęp do tych wszystkich świetnych, klimatycznych knajpek z przepysznym jedzeniem i bardzo sobie to cenię. Moje spodnie bez lycry nieco mniej.

 

Misz-masz

Gdy tylko wybiorę się w okolice PKiN, czuję się trochę, jakbym się teleportowała do UK – w tym pozytywnym sensie. Słyszę dziwne języki, widzę ciekawie ubranych ludzi, inne kolory skóry.

Jest barwnie, kolorowo i światowo. Spacer po Świętokrzyskiej sprawia, że to wszystko, co dzieje się teraz w rządzie wydaje mi się nierealne. No bo jak to, tutaj jest tak pro, a kawałek dalej średniowiecze.

Lubię tą Warszawską różnorodność, ludzi sprzedających kwiaty na ulicach i te mini stoiska z zieleniną na rogu każdej większej ulicy.

 

Name it!

Często wybieram wygodę, a więc metro ponad tramwaje, jednak podróż “po powierzchni” daje mi zawsze dużo frajdy w odnajdywaniu ciekawych nazw knajpek, restauracji, czy innych pubów: Moko-Tuff, Temat Rzeka, Usiądź Sobie, Kita Koguta, Kucharek Sześć, Bułkę przez Bibułkę, CieKawa Cafe, Krowarzywa, Służę Kawą i tak dalej i tak dalej… ;)

 

Mogę, bo mogę

Warszawa równa się… możliwościom. Nieograniczonym, ogromnym. I ten punkt każdy może interpretować dowolnie. Liczne miejsca, gdzie można nauczyć się czegoś nowego, spędzić czas aktywnie, odpocząć, pójść na warsztaty (także te zupełnie darmowe)… O opcjach zarobkowych nawet nie wspominam.

Tutaj miasto żyje niemal całą dobę i każdy znajdzie coś dla siebie. Niezależnie, czy wybierze party na dachu wieżowca, czy raczej kakao pite w bibliotece.

 

Jasne, że metro bywa przeładowane, na niektórych ulicach walają się śmieci, dzikie tłumy biegną skądś-dokądś… Ja mam komfort pracy w domu, dzięki czemu skutecznie omijam fale ludności płynące po ulicach. Unikam wyprzedaży, dużych skupisk ludzi i premier i jakoś tak, świetnie mi się tu żyje.

 

Hej Ty, podoba Ci się Warszawa? A może wręcz przeciwnie – koniecznie napisz dlaczego. Jestem ciekawa innego spojrzenia.

Oceń post!