Nowości – MAJ

Wiecie co, czasem za mocno się spinam, walczę z tymi postami po kilka godzin, bywa i dni. Choruję na perfekcjonizm (choć bardzo bardzo staram się nie…) i szacunek do Was też ogromny mam. Ale obserwuję sobie przeróżne blogi i takie luźne wpisy też mają wzięcie i, o dziwo, nikt się po nich nie obraża. Tak więc dziś kolejny post, o moich nowościach z maja. Lekko i przyjemnie. W sam raz na lato.

Ta mucha skradła mi serce od chwili, gdy tylko wysunęła się z bąbelkowej koperty. Absolutnie uroczy, przyciągający wzrok gadżet. Opakowanie z tego samego, groszkowego materiału, wszystko uszyte perfekcyjnie, żadnych nitek, materiał porządny.. Same ochy i achy na usta mi się cisną. Gdybyście chcieli nabyć podobną, odsyłam do marthu.com.
maj-4-
maj-2-
No dobra, lubię gadżety. Muszą być ładnie zapakowane, estetyczne i w tym, no wiecie, ekhem, moim typie.. Dokładnie takie są saszetki zapachowe firmy Kenar Home. Kupiłam połączenie werbeny i kwiatu figi – obłędne. Niestety zapach ulatnia się po kilku dniach, a biorąc pod uwagę cenę, naprawdę liczyłam na coś więcej.
maj-5-
Moi przyjaciele ewidentnie wiedzą co mi się podoba (czy to oznacza, że mam świetnych przyjaciół? :) Poniżej absolutnie zachwycający zestaw widelczyków deserowych. Rączki są porcelanowe, na każdej inny kobiecy wzór. Teraz ciągle jadam ciasta… ;))
maj-9-
Kolejne akcesoria do “użytku domowego” ;] Zestaw drewnianych podkładek pod kubki, w kształcie sów. Wkrótce pewnie przywiozę coś więcej – dostałam też Gift Card do The Range, właśnie obmyślam, jak ją spożytkować :P
maj-10-
Na jakąś piękną piżamkę czaiłam się od dawna. Kilka miesięcy temu udało mi się kupić szarą, bawełnianą, bardzo wygodną wersję z krótkimi spodenkami. Ta poniżej jest dużo bardziej seksy – brudny róż, koronki, przyjemny, nieco chłodzący materiał. Ideał!
maj-12-
Opowieść obdarowujących mnie tym prezentem brzmiała mniej więcej tak: “no i właśnie nie wiedzieliśmy co ci jeszcze dokupić, a potem zobaczyliśmy ten zegarek i sprawa stała się jasna”. No jasne! Zegarki na łańcuszku uwielbiam, to samo tyczy się wąsów (za wyjątkiem tych u Pana Męża!). Widzicie, znów trafiony prezent.
maj
W maju stałam się też posiadaczką dwóch tuszy. Potrzebowałam trochę czasu, aby do każdego się przyzwyczaić, odpowiednio nałożyć, wyszczotkować rzęsy. Niestety moje oczy nie są otoczone “firankami”, a więc odpowiedni tusz jest podstawą mojego udanego makijażu. Efekty możecie zobaczyć poniżej.
Maskara Yves Saint Laurent volume effect – klasyczna szczoteczka pięknie rozdziela rzęsy, delikatnie je pogrubia. Dzięki tuszowi uzyskujemy naturalny efekt zagęszczonych włosków. Nic się nie skleja, nie osypuje. Do tego pięknie pachnie.
maj-25286-2529
Maskara Guerlain clis d’enfer – o produkcie słyszałam same pozytywne recenzje, opinia obiegła już chyba wszystkich znajomych (a raczej znajome). W końcu i w moje łapki wpadło to cudo. Rzeczywiście- rzęsy są długaśne, ciemne, wyraźnie zaznaczone, pachnące różami (!), jednak w moim przypadku tusz ma poważną wadę -skleja rzęsy, co możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej. Próbowałam rozdzielać je grzebykiem, niestety bez rezultatów. Tusz pozostaje na rzęsach nawet na kilkanaście godzin, bez osypywania.
maj-25288-2529
Aktualnie rzęsy tuszuję oboma! Najpierw wydłużam tym od Guerlain, następnie YSL. Perfekto. Szkoda że obie te receptury nie są zamknięte w jednej buteleczce. Jakiego tuszu używacie aktualnie?