Nie ma miodu…

Pobudka punkt 4:30, po niespełna pięciu godzinach snu, to jest aborcja z macicy pościeli. Już w kuchni orientuję się, że obecne pieczywo szybciej wykruszy mi zęby, niż wykarmi czteroosobową gromadkę (no dobra, jest nas tylko dwoje. A może dwóch.) Kawę przesłodziłam, szczoteczką uszkodziłam dziąsło. Szkoda, że ta szczotka to do włosów była.

Coś mi zajeżdża… sama już nie wiem, czy to z kosza, czy gary wtorkowe. W drodze do samochodu, kroków trzy, siarczysty deszcz osiada na moich świeżo-wyprostowanych-włosach-kosztem-prasówki-porannej. Z wrażenia zapominam wcisnąć sprzęgło przy ruszaniu, auto zrywa do tyłu, morduję jakieś koty. Świetnie, samochód świeżo z myjni odebrany pół roku temu!
Półki z Ikea wieszamy ze trzy tygodnie, na dodatek krzywo. Po ramki jeszcze nie wyjechałam… Nie pamiętam już jak nakładać narzutę na łóżko, stół się od miesiąca o bieżnik doprosić nie może, a kwiaty podlewam raz na dwa tygodnie. Zamiokulas zamiolistny, taki świetny kwiat, nie schnie nic a nic. Te w wazonie inna sprawa.
Mąż kilka dni temu przeniósł się do innej szafy, swoją mam calutką dla pasteli wiosennych, ale brudne mieszają się z czystymi, koszule gniotą w komodzie, składu ładu to to nie widziało, czasem nawet mnie atakują.
Sowi* notatnik pęka w szwach, tyle chcę Wam z siebie dać, ale czas mi się kurczy, zmęczenie mruży oczy. Aktualnie stać mnie na Shameless na sofie, resztki energii wykrzesam na lampki wina wypicie, czy lody Ben & Jerry’s. Jak się nasycę, napoję, i stopę mężowi wystawię, do pomasowania.
Dziś pozwoliłam rzeczywistości połknąć mnie, przetrawić i zwrócić taką nadtrawioną. Choć na co dzień się lubimy. Jestem nadwrażliwa, królewna Jęczybuła bez korony, tron w łazience, też mi tron.
 
Miewam gorsze dni, kiedy mi nawet herbata nie wychodzi. 
 
Powinnam posta skasować, bez jęczenia miało być, rude nie lamentują, z pewnością nie na blogach… A potem myślę sobie, ruda też człowiek, odkrycie roku! Dziś mam w dupie motywację, kreatywność, asertywność i każdą inną ość. Bloger też człowiek, a jak nie ma miodu, to jest drzem… Stewia chociaż, no!
 
* – Nawet dzieci przyjaciół wiedzą o mojej miłości: “ciocia Natalka to lubi sówki, nie?” Ano wielbię je sobie po nocach.