nadużycia wobec samego siebie

Nie chcę już siebie więcej wykorzystywać

Jeśli sobie myślisz, że świat bez Ciebie runie, to jesteś w błędzie. Jeśli wydaje Ci się, że musisz skończyć dany projekt, nim to on skończy z Tobą – też jesteś w błędzie. Nic nie musisz. Nic się nie dzieje. Patrz Ruda, dwa tygodnie nie było cię w sieci i, uwaga uwaga, świat nie runął, ten internetowy też ma się świetnie. Tu i teraz, to jedyna sensowna perspektywa. Potrzebowałam się na amen zapracować, żeby te oklepane słowa, ten frazes wyświechtany, wreszcie trafił w punkt.

 

Chcę całkiem sporo

Teraz już wierzę, że swoje złe samopoczucie mogę stopniowo neutralizować. Rozgryzać, zagłębiać się w istotę problemu i docierać do sedna. Wiem też, że z czasem nauczę się sprawy neutralne zamieniać na te całkiem pozytywne. Prawdopodobnie stanie się to w podobnym czasie, gdy na dobre muszę wymienię na wesołe chcę. A chcę całkiem sporo, choć niewiele ma to wspólnego z aktualnie popularną postawą roszczeniową. Chcę dobrze żyć, a i wiem, że takie życie jest tu i teraz. Chcę być ze sobą w dobrej relacji. Przestać się nadużywać.

 

Kodeks nadużyć

Spróbuj kogoś zwyzywać, uderzyć w nos… Potencjalne konsekwencje są aż nadto oczywiste. Ale czemu nie istnieje kodeks, który zabraniałby tych wszystkich nadużyć, które stosujemy wobec samych siebie?

Przepracować weekend – chętnie! Nadgodziny – że też sama na to nie wpadłam. Trzy notki jednego dnia – phi, jak nie ja, to kto? Napisać dodatkową lekcję fotografii w czasie, kiedy powinnam leżeć i pachnieć? – och, doprawdy, czas wolny jest przeceniany!

Brzmi radykalnie głupio, ale to jest dokładnie to, co robiłam do tej pory. Rezygnowałam z przyjemności, czasu na medytację, odpuszczałam jogę, by w spokoju popracować ze dwanaście godzin. Przez jedyne sześć dni w tygodniu. I tak przez kilka miesięcy.

Bo zawsze było coś, co tak bardzo muszę zrobić.

Bo tak się składa, że tylko ja mogę zaradzić kryzysowi.

Taka jestem niezbędna. Niezniszczalna. Nic mi nie jest, nic nie będzie. To tylko dodatkowe kilka godzin w pozycji siedzącej, przed ekranem komputera.

I takie właśnie myślenie, ba! takie działanie doprowadziło mnie na sam kraniec. A na krańcu niemoc i lekki ścisk w żołądku. I ta natrętna myśl „jak nie ja, to kto?” obdzierała mnie z różowego szlafroka, nakładała zdeterminowany wyraz twarzy, w dłoń wsadzała kubek kawy i nakazywała zająć się pracą. Na wiele godzin.

 

A potem padłam…

Nie pomogły wakacje „w ciepłym miejscu”, nie pomogło kończenie pracy o 17, nie pomogły 3 dni offline (mogliście się nie zorientować, bo ja sobie wszystko planuję do przodu), nie uleczył mnie też tydzień, kiedy to pracowałam tylko po 3 godziny dziennie.

Uwielbiam prowadzenie bloga, uwielbiam rozwijanie Mój Szop, a od jakiegoś czasu moje rude serduszko robiło się tylko smutniejsze i smutniejsze. To, co wcześniej budziło mnie podekscytowaniem o 6 rano, to, co dawało mega radość i satysfakcję, teraz wydaje się być kolejnym szary obowiązkiem. Punkcikiem na liście to-do. A ja nie na to się pisałam!

Dotarłam tam. Byłam i widziałam, przeżyłam. Moje nieszczęsne veni, vidi, vici. Taka pilna. Taka dzielna, taka pracowita. A w tak kiepskim stanie.

 

Moje ja

Otóż od dni kilku, żeby nie wchodzić w szczegóły, już nie jestem silna. Nie jestem dzielna. Jestem sobą. Moje ja ma prawo, obowiązek, dobrze wypoczywać. Moje ja chce, żeby je czasem, ach, bądźmy wreszcie wymagający, częściej karmić. Kulturą. Przyjemnościami. Tiramisu na mieście i dobrym słowem dobrych ludzi. Moje ja chce bezkarnych drzemek popołudniami i czasu tylko dla siebie. Więcej śmiechu i strategicznego podejścia do wszystkich przeszkód. Moja ja chce czuć się kochane, zaopiekowane. I ja mu to teraz zapewnię.

 

Jak Ty opiekujesz się SWOIM JA?

 

PS Dziękuję za te wszystkie dobre słowa. Dobrze jest się przyznać i napisać jak jest. Nawet jeśli nie ma miodu i strzelającej w ustach, kolorowej posypki.

Rate this post

DOŁĄCZ DO LISLETTERA

.

RÓB FANTASTYCZNE ZDJĘCIA TELEFONEM

Wartościowy artykuł? Udostępnij:

Share on twitter
Share on telegram
Share on whatsapp

SKOMENTUJ:

Subscribe
Powiadom o
guest
52 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
wielokropka

Trzymaj się. :<

Natalia Lis

Już się trzymam :) już żyję, mam się dobrze i jestem mądrzejsza!

lili

Jak ja Cię bardzo rozumiem. Ostatnie 9 miesięcy pracowałam na 150% i w czerwcu gryzłam piach z wykończenia. Zbieram siły i dochodzę do siebie. Ale jeszcze nie wiem czy jestem w stanie zacząć wszystko na pełnych obrotach (nie liczyć z przeciążonymi). Swoją drogą to kiedy wiesz, że już wypoczęłaś? Jakieś symptomy? :) Ja obecnie nie wiem w co ręce włożyć, tyle chcę rzeczy jeszcze nadrobić (filmy, książki itp.) więc chyba jeszcze nie pora na powrót ;)

Natalia Lis

W pewnym momencie, gdy pomyślałam sobie o powrocie do codzienności, poczułam… radość. Taką „iskrę”, że mogę to wszystko robić. To był moment, w którym wiedziałam, że jestem gotowa wrócić do świata online.

Ilona - chillife

Masz rację, szczególnie z krytycznym momentem, do którego w ten sposób zawsze się dochodzi. A potem nawet trudno używać wakacji, prawda? Wpadłam w podobny amok, ale o tyle ,,głupiej”, że poświęcając się dla spraw, które nawet nie były istotne dla mnie personalnie. Cały czas leczę się ze stresu (wcześniej uważałam, że wpływ stresu na zdrowie i samopoczucie jest wyolbrzymiany).

Trzeba być bardziej dla siebie – to prawda, to prawda :)
(P.S. Napisałam o tym teksty – o downshiftingu i overthinkingu, jeśli masz ochotę, to zapraszam!)

Natalia Lis

Jasne, że mam ochotę, zwłaszcza, że te pojęcia nie były mi znane w tym kontekście.

Jola

W najniższym czasie mam zamiar wycisnąć, ile się da z siebie. Postanowiłam zacząć wszystko od nowa, dużo pracy mnie czeka i teraz tak, beze mnie miejsce w Internecie istnieć nie będzie. Sama tego chciałam. :)

Ola

Wypoczywaj ile możesz. Potem może już nie będzie okazji. Nikt o Tobie nie pomyśli. Sama musisz o siebie zadbać. Bez wymówek. I tak wiele robisz dla bloga.

weronika | mavelo

Och, jakbym o sobie czytała :) Cały czas z tym walczę i pracuję nad sobą, żeby czasami odpocząć. Bo przecież skoro mam wolne, to można byłoby zrobić coś pożytecznego, prawda? A to najprostsza droga do wypalenia się, czasami trzeba przystopować!

Asia NaSwoim

Dlatego ja postanowilam nie prowadzić bloga, fp itp w weekendy. Nie mam dużych zasięgów. Wiem że na tym tracę. Ale wiem, że gdyby nie to – popadłabym. Nie miala bym czasu dla narzecza, o sobie nie wspominając. Jestem swoim szefem – i zakazałam sobie prawy w weekend!

A to, co koocham robić dla siebie – to kąpiel o 13-14 :) Nie ma dla mnie większego poczucia wolności, spokoju, odreagowania, zrobienia czegoś dla siebie w ciagu ciężkiego dnia – niż godzinna kąpiel w wannie! Wiesz, z maseczkami, olejkami i pełnym relaksem :).

Natalia Lis

O, takie kąpiele w środku dnia to musi być relaks na całego. Mnie się podoba w pracy w domu ta elastyczność – czasem ćwiczę rano, czasem wieczorem, czasem idę na spacer w środku dnia lub na obiad na mieście i wszystko jest super. Nie ma wyrzutów i pretensji.

Land of Vanity

Ja niestety wciąż za dużo „muszę” i choć ostatnio trochę mnie nie było na blogu to powodem nie był odpoczynek, a fakt iż „muszę” ogarnąć pakowanie i zakupy przed urlopem. Też mam dni, gdy wszystko co robię traci sens i zamiast mi się chcieć traktuję pisanie jak nieprzyjemny obowiązek, ale przeważnie kończy się to zamknięciem laptopa i dopiero następnego dnia zaczynam od nowa ?

Justyna Janiuk

Odpoczywaj! Każdemu się należy, kurcze!

Rodzina przypomina. Bo moje JA to także ICH Mama i Żona. Więc jak zapominam i za bardzo się zapętlam, to oni przypominają pierwsi, wręcz dopominają się, żebym się sobą zajęła (no dobra, bardziej mąż się dopomina, niż dzieci, ale one też smutnej, wymęczonej mamy nie chcą). Miłego wakacyjnego czasu ! :)

Natalia Lis

Dokładnie! Jeśli na kogoś nie działają te teksty, że odpocząć kiedyś trzeba, warto wtedy uświadomić takim osobom, że są inni (dzieci, rodzina, przyjaciele), którzy potrzebują ich wypoczętych i szczęśliwych, a nie marud i zrzęd wiecznie zmęczonych…

feminine

O tak, zwykle niestety trzeba dojść do tego punktu żeby zawrócić. Grunt żeby w porę! Opiekuj się swoim ja, bo Ty potrafisz to zrobić najlepiej:) świat poczeka!

littlehappyme

Odpoczywaj i trzymaj się cieplutko! :) Ja czasami zbyt wiele od siebie wymagam i zbyt wiele „muszę”. Dobrze, że narzeczony póki co mnie pilnuje i każe przystopować :) Jeszcze tylko muszę nauczyć się robić to sama :)

lawyerka

To co robimy teraz, procentuje nam w przyszłości. Pamiętamy o tym doskonale przy okazji pracy, a często zapominamy jeżeli chodzi o odpoczynek. A każdy musi czasem naładować baterie. Życzę powodzenia w poszukiwaniu idealnej, albo chociaż odpowiedniej (nie wszystko musi być idealne) równowagi na co dzień. Oby rude serduszko poweselało :D

Natalia Lis

Rude już weselsze jest! Dzięki! A równowagi będę aktywnie szukać, być może nawet podzielę się wnioskami na blogu!

Zastanawiam się od pewnego czasu, czy da się dojść do tych wniosków bez momentu załamania. U mnie było podobnie jak u Ciebie – zmądrzałam jak już się zajechałam. Na szczęście nauczka była skuteczna, pamiętam o niej do dziś i myślę już inaczej. Ale myślicie, że da sie do tego dojść bez kryzysu?

Często jest tak, że na te drobne sygnały przymykamy oko. Ja przymykałam nawet oba ;) Potrzebowałam mocnego uderzenia, ale wierzę, że na pewno są mądrzejsi i bardziej wsłuchani w siebie na tym świecie, im być może wystarczą te delikatne symptomy, które przecież organizm wysyła tygodniami…

Klaudia

wspaniale że to zrozumiałaś. każdy musi sam to tego dojść i pokochać swoje ja i dać mu żyć. ja też jetem na tej drodze. szukam i się uczę. powodzenia!

Marta Szatańska

Zawsze coś kosztem czegoś. Praca życiem osobistym.
Ale każdy ma swój środek.
Dobrze, że słuchasz siebie. Powodzenia!

Czy chodzisz na jogę w Warszawie?

Natalia Lis

Szuka tego środka!

A co do jogi – podchodzę do szafy, wyciągam matę, następnie na youtube puszczam film instruktażowy i tak sobie ćwiczę… w salonie :)

Margerytka

Trzymam mocno kciuki i tak bardzo, bardzo Cię rozumiem :*
I wiesz, Twoje słowa to kolejna rzecz w ostatnim czasie, która mówi mi że coś trzeba zmienić w moim życiu, teraz nie „jak to wszystko ogarnę”.. Dziękuję :*

Marta Wilk

Natalio z przykrością twierdzę, że nie jesteś jedyna. Czasem gubimy się w tym co jest ważne. Zawodowy sukces bierze górę nad zdrowym rozsądkiem. Do tego wszędzie są „wampiry energetyczne”, które pięknymi słówkami mamią nas by wykorzystać nasze zdolności. Cieszę się, że odzyskałaś równowagę. Ja sama jej w sobie teraz szukam wypełniona ogromnym żalem do ludzi, którzy przypominają sobie o moim istnieniu gdy potrzebują fotografa na swoje wielkie imprezy. Słyszę wtedy coś w stylu „po znajomości taniej”, „za wino zrobisz mi portret”… Im większy sukces odnosimy tym większe sitko z coraz mniejszymi oczkami potrzebujemy by rozdzielać przyjaciół i wampiry energetyczne od… Czytaj więcej »

Natalia Lis

Ja miałam takie odkrycie wobec osób, które piszą do mnie maile i zasypują milionami próśb. Do tej pory ZAWSZE odpisywałam, doradzałam, poświęcałam czas. Teraz dojrzałam. Boli, ale na pewno się przyzwyczaję.

Marta Wilk

Byłam jedną z tych osób. Dziękuję i przepraszam :*

Ania Kalemba

No tak właśnie to nie powinno wyglądać! :) Twoje wyznanie uświadomiło mi, że u mnie jest podobnie! Trzeba wyciągnąć wnioski :)

Iri Sunshine

Udanego opiekowania się sobą:) A przede wszystkim długotrwałego!

Natka, jak ja bardzo cię dziś rozumiem! Jestem w TYM punkcie. Coraz bardziej sfrustrowana, przytłoczona. Dlatego robię miesiąc przerwy. Muszę. Inaczej się uduszę. I choć nie wiem jak to będzie, jak przyjmą to inni to ja dojrzałam do tej decyzji. Może uda mi się napisać parę postów na bloga przed wolnym, ale definitywnie unieruchamiam sklep na cały sierpień. Boję się i jednoczesnie cieszę na ten miesiąc wakacji

Ania, nie było mnie pełne 2 tygodnie i wiesz – nic się nie stało. Minimalny spadek w przyroście likes na fb. To w sumie tyle :) Tak więc – ODPOCZYWAJ!

Utwierdziłaś mnie w podjętej już decyzji :)

Tak sobie czytam i myślę, co my współcześni ludzie sobie robimy? I po co?
Dobrze, że w końcu pozwoliłaś sobie na słabość. Bycie nieustannie silnym, zmotywowanym, radosnym, zaangażowanym itd – to jest wbrew ludzkiej naturze. A smutek jest nam bardzo potrzebny, możemy się dzięki niemu wiele dowiedzieć o sobie.
Przechodzę swój mały „kryzys” równolegle do Ciebie, więc trzymam kciuki za nas obie ;-)

Versus

Nie chciałabym zostać źle zrozumiana, ale… W pewnym sensie zazdroszczę Ci Twojego zmęczenia. Ono przynajmniej wynikało z czegoś konstruktywnego. Twoje zmęczenie wynikało z efektywności, z determinacji, z dążenia do wyznaczonych celów i realizowania ich. Tymczasem ja jestem zmęczona tym, że nie umiem się zorganizować; nie umiem zacząć robić, rozwijać się, osiągać i realizować. Jestem zmęczona tym, że nic się nie dzieje, chociaż nie robię tak, żeby się zadziało. Wiele chciałabym osiągnąć, a liczę na to, że z nieba mi spadnie i samo się zrobi. A dupa. Samo to nic się nie robi. Odciski może… I w moim przypadku też nie… Czytaj więcej »

Marzena KK

Mam dokładnie ten sam problem..mnóstwo pomysłów, które aż proszą się o realizację, a wszystko leży i czeka na lepsze czasy. Choć w ostatnich dniach nieco ruszyłam do przodu. A jak tylko pojawia się pokusa, żeby marnować czas, bądź zajmować się innymi „niezwykle ważnymi sprawami” to powtarzam sobie w głowie „Co jest dla mnie na prawdę ważne?” i wtedy rozsądek podpowiada – spełnianie marzeń, realizacja celów, własnych priorytetów i pojawia się upragniona motywacja do działania.

Arrekus

Dokładnie… Mam dokładnie te same przemyślenia. Mimo iż nic nie robię, jestem cholernie zmęczona. Jestem zmęczona sobą, tym, że do niczego nie potrafię się zmotywować, że wiecznie leżę dupą do góry albo przed kompem nie robiąc nic konstruktywnego. Bo nawet jak mam motywację do czegoś, to w głowie mam „za 5 minut to zrobię, przez ten czas nic się nie stanie” i w efekcie nic nie robię, a całe dni mi przepływają przez palce. Doszło do tego, że zawaliłam egzamin na moje wymarzone studia, bo nie potrafiłam niczego zrobić. Jedynie w ostatnią noc zdołałam cokolwiek zrobić. Zawsze tak jest –… Czytaj więcej »

Magda

„Moje ja chce bezkarnych drzemek popołudniami i czasu tylko dla siebie.” – moje też.. Dlatego wzięłam 2 miesiące urlopu. Jestem po raz pierwszy na blogu, ale zostaję na dłużej :) Pozdrawiam

Natalia Lis

Bardzo miło mi Cię zatem gościć!

Sylwia

Joga, Natalka, joga!!!!!! I świadome oddychanie i organizm wróci do równowagi. Też omijałam pewne symptomy…az pierdykło:) A potem kupiłam matę, zaczęłam czytać co robię nie tak, i teraz zawsze pamiętam o chwili dla siebie i radochę mam z tego dawania sobie siebie:) Pozdrawiam

Taak, i te wyrzuty sumienia, gdy spędza się czas na 'nic nie robieniu’ do momentu, aż tak naprawdę nie masz siły na nic innego. Skądś to znam, chociaż nadal uważam, że mało robię.

Taki ustalony z góry 'day off’ dużo daje. Tylko najpierw trzeba przekonać samą siebie, że jest nam to potrzebne. Ludzki organizm jest strasznie pokręcony :D

Trochę jakbym czytała o sobie. Kiedy ostatnio złapał mnie kryzys z 'pomocą’ przyszła siostra „ej loszka weź przecież nie musisz tego wszystkiego zrobić dzisiaj/świat ci się nie zwali na głowę/nikt nie umrze jeśli tego dziś nie zrobisz/nawet murzyni nie pracują 24/7” nerwy puściły, popłynęły łzy i proces „ogarniania się” rozpoczęty bo na dłuższą metę tak nie można.

Ana

Każdy ma czasem dość. Nawet swojej największej pasji – bo to w pasji najtrudniej dostrzec, że się nią przejedliśmy. Ale gdy już ułożymy właściwą dietę, słoneczko znów nam ładnie świeci. Wiem dokładnie, o czym piszesz, bo miałam tak w maju, tuż przed moim pierwszym normalnym urlopem w pracy. Okazało się, że wcale nie byłam taka niezbędna, terminy nie takie pilne, nie musiałam nawet być w sobotę prze urlopem w pracy. Nikt się nie przejął deadline’ami, które pojawiły się pod moją nieobecność. Więc i po urlopie nieco skróciłam siedzenie po godzinach, staranie się za koleżanki na urlopie – przez 2 tygodnie… Czytaj więcej »

Archimeryka

W pewnym momencie umiejętność wyciszenia się i nabrania dystansu staje się równie istotna, co kompetencje zawodowe.

Natalia Lis

Dokładnie!!

Ania Górecka

Doskonale Cię rozumiem i gratuluję szczerego wpisu. Mam teraz dokladnie tak samo. W ciazy korzystalam z dobrego samopoczucia i nie pozwalalam sobie na odpuszczanie. Plany musialy byc zrealizowane w terminie. Ostatnie 2 miesiace czyli teraz od polowy czerwca mialam przeznaczyc dla siebie i mojego ja i relaksu przed porodem i nadal slabo mi to wychodzi a dwa to nie moge spac i z relaksu nici. Własnie teraz czuję ten stan ze nawet nie chcę włączać mi się komputera, ze pora na inne priorytety i odpoczynek. Mam nadzieję ze moja iskra do pracy wróci za niedlugo.

Archis

Chciałbym już być w tym miejscu :)

Joanna

Po przeczytaniu tego posta zastanawiam się czy powinnam brać się za jeszcze lepsze zarządzanie czasem czy może po prostu odpocząć?
2 tygodnie temu wróciłam z urlopu i ciężko mi w to uwierzyć – mam wrażenie jakby minęły 2 miesiące.
Dzięki za otwarcie oczu, życzę dużo odpoczynku :)

[…] Trochę pisała o tym ostatnio Natalia z Jest Rudo. […]

Marina_green77

Pamiętaj, że zdrowie najważniejsze ponad wszystko ;) jesteś świetna w tym co robisz, doceniaj sama siebie bo nikt inny nie zrobi tego lepiej ;) szanuj to co zbudowałaś, do czego doszłaś ….. regeneracja jest potrzebna każdemu z nas, żeby móc się sprawnie rozwijać dalej ;)

trackback

[…] O nadużyciach u Natalii z Jest Rudo – pamiętam, że rok temu przeczytałam ten tekst i pomyślałam „oj tam, oj tam, przecież na początku zawsze trzeba robić wszystko” (serio tak pomyślałam!) ale teraz patrzę na niego zupełnie inaczej i wracam często, gdy czuję, że wzięłam na siebie za dużo i nie wiem jak się z tego za dużo wyplątać. […]

[…] post, szczególnie przed wakacjami, czyli Jest Rudo i kilka słów o odpuszczaniu (mimo, że sprzed roku wciąż bardzo aktualny). Szczególnie przyda się wszystkim freelancerom, […]