współpraca z blogerami

Ciemna strona blogowania #2 – współpraca z markami

To już kolejna część cyklu Ciemnej Strony Blogowania. Dziś pogadamy sobie o współpracy z markami, agencjami. Mój artykuł nie ma na celu szykanowania, nie jest to też wpis rozrywkowy. Traktuję go raczej jako materiał edukacyjny, który ma dwie cudowne funkcje: początkującym blogerom otwiera oczy i pomaga przejść przez te pierwsze komercyjne współprace, a wszystkim postronnym uświadamia, że blogowanie to fajna praca, ale jednak praca, która ma też minusy.

Możemy zaczynać? Nie! Bo jeszcze Wam nie podziękowałam za pozytywny odbiór pierwszej części. Czasami jak czytam na innych blogach o tych wszystkich dziwnych zachowaniach odbiorców, to mam wrażenie, że jest rudo = jest fajnie i nie ma tu takich zachowań. Obawiałam się, jak przyjmiecie krytykę wymierzoną prosto w odbiorców, ale moje obawy były zupełnie niepotrzebne. Jesteście super.

Przejdźmy już do właściwej części – jak wygląda współpraca z markami i agencjami od tej ciemnej strony.

 

„Na wczoraj”

Niech mnie ktoś oświeci, jak to jest, że kampania X planowana jest pół roku wcześniej, w TV reklamy są na czas, celebryci też, nagrody za milion pięćset zatwierdzone, regulaminy ustanowione, noty prasowe na portalach dawno opublikowane, a współpracę z blogerami organizuje się na samym końcu?!

Chorym standardem jest współpraca mieszcząca się w roboczym tygodniu. W poniedziałek poznajesz koncept, a do piątku ma już być wpis, wsparcie w socialach i jeszcze 3 dni wcześniej artykuł do zatwierdzenia wysłać trzeba :D I czas na poprawki też znaleźć się musi.

 

 Jak sobie z tym radzić 

Rozwiązanie jest zero-jedynkowe. Opcja 0 – rzucasz wszystko i poświęcasz się nowemu projektowi „na wczoraj”, opcja 1 – rezygnujesz, ze względu na brak czasu i inne ważniejsze rzeczy w tej chwili.

 

Niewywiązywanie się z terminów, przesuwanie dat publikacji

Pewnie osoby po tej drugiej stronie myślą dokładnie tak samo, bo wiem, że blogerzy święci nie są. Mam to ogromne szczęście, że znakomita większość moich komercyjnych współprac odbyła się w terminie, bez nadmiernego naginania cierpliwości drugiej strony. Mam szczęście do ludzi, no!

Czasami jednak jest tak, że klient sobie coś nowego wymyśli, agencja zrobić musi, a ja mam do podjęcia decyzję, czy się dostosowuję, czy odpadam. Pół biedy, jeśli jeszcze nie poświęciłam czasu na przygotowanie materiałów. Wtedy łatwiej odpuścić. Zupełnie inna kwestia, gdy wpis na blogu gotowy czeka, a tu takie kwiatki. I co wtedy? Rezygnować i stracić ten czas? Naginać się i publikować? Wy lubicie pracować za free?

Mam taką zasadę, że nie chcę publikować obok siebie wpisów partnerskich. Czasem bardzo spoci mi się mózg, żeby logistycznie to ogarnąć.

 

 Jak sobie z tym radzić 

W tym przypadku musisz wybrać mniejsze zło. Albo naginasz się i publikujesz w nowo ustalonym terminie (czasami nowy termin publikacji z niczym nie koliduje i jest okej), albo odpuszczasz, licząc się z utratą zarobków i ew. czasu, który już poświęciłeś na przygotowanie się do akcji.

 

Wymaganie więcej po czasie

Samo myślenie o tego typu zagrywkach podnosi mi ciśnienie.

Z doświadczenia własnego i znajomych blogerów wiem, że czasami agencje/przedstawiciele marek, umyślnie, lub zupełnie niewinnie, próbują dołożyć nam dodatkowych obowiązków, nie podnosząc przy tym kwoty wynagrodzenia.

O ile sytuacja ta ma miejsce na pierwszym etapie – negocjacji – wszystko jest okej. Obie strony chcą dla siebie „ugrać” jak najlepsze warunki i to od Was zależy, jakie sobie ustalicie zasady i na ile będziecie w stanie je nagiąć.

Ja mam jawny cennik dostępny w zakładce Współpraca i to jest mój benchmark. Jeśli druga strona będzie chciała zbijać cenę, możecie zaproponować jakieś dodatkowe działania (Insta Stories, newsletter itd…), zamiast od razu godzić się na pomniejszoną sumę.

Nie ma też nic złego w wykonaniu tej samej pracy za mniejszą sumę – czasem projekty są tak wartościowe, umożliwiają spotkania z super ludźmi, lub uczą mnie tak fantastycznych rzeczy, że wynagrodzenie gra tutaj któreś-tam skrzypce.

Inna kwestia, gdy wszystko już ustalone, klepnięte, post niemal gotowy, a agencja/marka wyskakuje z dodatkowymi wymaganiami. Żądają zmiany ceny, dodatkowych aktywności, płatnej promocji na Facebooku, lub innych rzeczy, które będą kosztować Cię nieplanowaną pracę, lub kasę.

 

 Jak sobie z tym radzić 

Grzecznie poinformować, że te działania wykraczają poza zakres omówionej wcześniej współpracy. Jeśli propozycja jest okej i możesz się zgodzić na te dodatkowe działania, zwyczajnie je wyceń. Być może będziesz musiał zrobić coś dodatkowo, ale otrzymasz za swoją pracę wynagrodzenie. W korpo też nie tyrasz nadgodzin za free. No chyba, że w korpo się tyra, a ja nie wiem ;)

 

Nierówne i szkodliwe zapisy w umowach

Ostatnimi miesiącami przeszło mi przez łapki bardzo wiele różnych umów o współpracę. Nie były to umowy tworzone na potrzeby naszej współpracy, a ogólne wzory, jakie do tej pory używała agencja/marka. Wiecie co, jestem autentycznie ZAŁAMANA I ZMARTWIONA, jak wyglądają takie zapisy.

Rozbiję to na części pierwsze, aby trochę Was uczulić i przestrzec.

 

Zapisy nierówne

Jeśli Ty za złamanie zakazu o poufności masz do zapłacenia marce 20.000, a o nich nie ma mowy – to jest nierówny, niesprawiedliwy wręcz zapis.

Jeśli w umowie jest zapis o karach za jakiekolwiek opóźnienia/niedotrzymania itp. powinny być nałożone na obie strony w takim samym stopniu.

Jeżeli marka/agencja może zerwać umowę ze skutkiem natychmiastowym, gdy Ty się nie wywiążesz, w umowie powinien być zapis, że zasada dotyczy obu stron. Agencja też czasem „nie dowozi”.

 

 Jak sobie z tym radzić 

Informować, że umowa powinna być równa i tak samo chronić i obciążać obie strony. Wypunktować zapisy, które w naszej opinii krzywdzą/faworyzują jedną stronę i prosić o zmianę. U mnie do tej pory działało.

 

Zakaz konkurencji

Jeśli na blogu mam długoterminową akcję z marką, to zapis o zakazie konkurencji wydaje mi się jak najbardziej uzasadniony i chętnie taki dokument podpiszę. Znacie mnie i wiecie, że nie jestem osobą, która w styczniu przekona Was, że najlepszy jest Nikon, a w lutym już, że jednak Canon to król.

Inna kwestia, gdy akcja jest szybka, jednorazowa, czasem ograniczająca się tylko do działań w kanałach social media, a zakaz konkurencji do podpisania na pół roku. Hola hola, toż to bardzo nieproporcjonalne do zakresu prac, a także do wynagrodzenia.

Bo zakaz konkurencji to nic innego, jak niemożność wzięcia udziału w jakiejkolwiek innej akcji przedmiotu konkurencyjnego.

 

 Jak sobie z tym radzić 

Negocjować. Negocjować. Tłumaczyć. Jeśli marka/agencja będzie obstawać przy swoim, możecie zaproponować podwyższenie wynagrodzenia, które zrekompensuje Wam potencjalne straty. No chyba, że wiesz, że współpraca z marką konkurencyjną w tym terminie nie jest realna, to może szkoda zachodu?

 

Przeniesienie autorskich praw majątkowych

Mój faworyt, ulubiony kotek, no.

Wyobraź sobie, że szykuje się współpraca. Warunki dogadane, wynagrodzenie też. Masz zrobić wpis i dużo pięknych zdjęć. A potem dostajesz umowę, a w umowie zapis o przeniesieniu autorskich praw majątkowych do fotografii, a nie-daj-boże wpisu. I ludzie naprawdę to podpisują, a mi na serio opadają ręce i cyce też.

W praktyce podpisanie takiej umowy oznacza bowiem, że oddałeś marce/agencji prawo do zarządzania fotografią/wpisem, jej przerabiania, rozpowszechniania na wymienionych polach eksploatacji. Słabo, nie?

 

 Jak sobie z tym radzić 

  1. Nie godzić się na zapisy, o których nie było wcześniej mowy.
  2. Jeśli marce zależy na zdjęciach, ustalić, że w ramach współpracy przekażesz drogą mailową X fotografii, które marka może wykorzystać, pod warunkiem oznaczenia autora. Możesz też przekazać zdjęcia, nie oczekując oznaczenia – za free, w ramach dobrej woli, albo za dodatkową opłatą.
  3. Udzielić marce/agencji licencji niewyłącznej na korzystanie z materiałów (zdjęć/filmów/treści) na wskazanych polach eksploatacji.

 

Kochane Rudziki, jeszcze raz powtórzę, że moją intencją jest edukowanie. Otwieranie oczu i uświadamianie. Blogowanie to cudne zajęcie, ale jeśli traktujemy je zarobkowo, może pojawić się kilka minusów. Praca jest fajna, ale to jednak wciąż praca.

 

Koledzy blogerzy, czy doświadczyliście jeszcze jakiś nie-fair zachowań po stronie agencji/marki? Chętnie też poznam perspektywę osób nie blogujących – czy coś Was zaskoczyło?

 

PS Czekam też na info, czy kontynuować ten cykl? Ciekawi Was, jak to wygląda pod podszewką?

PS PS Współpraca z markami to tylko 1 z kilku sposobów na monetyzację bloga. Dowiedz się, jak zarabiać na blogu poprzez afiliację, własne produkty czy reklamy AdSense.