kłótnia w związku

Żeby żyło nam się razem

Kłócić się, czy nie? Po co to komu? Na co? I dlaczemu? Czyli zbiór kilku obserwacji i lekcji wyciągniętych z analizy  bitew dnia powszedniego.

Bardzo dobrze znam się na kłótniach. Przez lata związku z emocjonalną istotą, zebrałem pokaźne zasoby wiedzy empirycznej. Oboje z żoną mamy dominujące charaktery, z zapędami przywódczymi, i przez pierwsze dwa lata, sprzeczaliśmy się prawie codziennie.

Wiele razy słyszałem, że kłótnie w związku są czymś pożądanym, bo oznacza to, że ludzie nie tłamszą w sobie negatywnych emocji. Jestem zwolennikiem rozmawiania o problemach od razu po tym, jak się pojawią. Domysły, własne interpretacje zachowań i intencji partnera, nie sprawdzają się zbyt dobrze. Na problemy, które były zbyt wiele razy przemilczane, rozmowa może okazać się niewystarczającym rozwiązaniem.

Krótka dygresja dla facetów. Wszystkie awantury o pierdoły typu: rozrzucanie ciuchów, nie opuszczanie deski, czy to, że ciągle siedzisz przed kompem, są przykrywką dla prawdziwych problemów. O wiele łatwiej rozmawiać o błahych bolączkach dnia codziennego, niż ni stąd, ni zowąd, zacząć dyskusje na temat podwalin waszego związku lub wystrzelić, że jesteś nieudacznikiem bez perspektyw. Ona nie dostała szału dlatego, że po obiedzie nie wstawiłeś naczyń do zmywarki. Zapewne, pod tą zasłoną dymną, kryje się przeświadczenie, że nie doceniasz jej lub, że nie wkładacie tyle samo pracy w prowadzenie gospodarstwa domowego. Chyba, że rzeczywiście jesteście razem od pięciu lat, a Tobie taki wyczyn jeszcze się nie zdarzył. Jeśli tak, to wiedz, że to nie jest fajne. Związek partnerski to symbioza, a Ty wyraźnie jesteś pasożytem.
Informacje dla kobiet. Jeśli myślisz, że strzelanie focha jest efektywną formą komunikacji, jesteś w błędzie. Myśląc, że on powinien domyśleć się, co siedzi w Twojej głowie, bo przecież jesteście razem już tyle lat, jesteś niepoważna i infantylna. Staż związku nie ma tutaj nic do rzeczy, on wcale nie musi wiedzieć o co chodzi Ci tym razem. Chcesz konkretnego efektu? Skonstruuj konkretny komunikat.
Wracając do tematu, rozmowy o problemach mają zbawienne skutki. Stymulują związek, odsłaniają sfery, które wymagają poprawy i rozładowują stres, związany z negatywnymi emocjami. Należy jednak pamiętać o kilku ważnych rzeczach.

Kilka ważnych rzeczy:

Sarkazm – jest fajny tylko kiedy masz naście lat albo nazywasz się Gregory House. Używanie sarkazmu w kłótni jest niedopuszczalne. Jest on językiem agresji. Zniekształca przekaz, sugeruje w dodatku, że masz przewagę nad rozmówcą (tylko złudną.) Kłótnie powinny być przerostem treści nad formą, ironia jest zbędna. Rozprasza i odciąga uwagę od tematu rozmowy. Skup się na klarowności.

Przekleństwa – ech. Debil czy idiotka to dawne określenia stopni niepełnosprawności intelektualnej. Na pewno znajdziesz inne określenie najbliższej Ci osoby. Wyzywanie partnera jest oznaką braku szacunku i obniża jego samoocenę. To zostaje w człowieku na długo po tym, kiedy kurz po bitwie już opadnie, a wspomnienie jej powodu, ulotni się z pamięci. Po prostu nie używamy, nieładne, niefajne, fuj i be.

Bagatelizowanie własnych uczuć – nie odkładamy problemów na potem, nie dusimy ich w sobie. Ile to się nasłuchałem od znajomych, że ona znów idzie z koleżankami na piwo, podczas gdy on chciał zobaczyć nowy film z Goslingiem i poprzytulać się pod kocem. Mówimy o tym co nas trapi, najlepiej od razu, i robimy to w spokojny i konstruktywny sposób. Jeśli emocje stają zbyt wielkie, nie ma nic złego we wciśnięciu pauzy, przemyśleniu całego zdarzenia i wróceniu do omawianego tematu po chwili, w cywilizowany sposób.

Przepraszam – tutaj chyba głównie do facetów. Wypowiedzenie tego na głos nie wykastruje was. Mówię poważnie, próbowałem wiele razy i nadal jestem stuprocentowym mężczyzną. Wypowiedzenie tego jednego słowa nie boli, nawet nie szczypie. Jeśli wiesz, że przegiąłeś, ona też to wie. Gdy słowo przepraszam zawita pod koniec sprzeczki, gwałtownie podnosi się samopoczucie obniżone w jej trakcie. I wiecie co? Ono ciągle wiele znaczy.

Ciche dni – nie zdarzyły mi się w żadnym związku i nie do końca rozumiem ten fenomen. Mam wrażenie, że ludzie, którzy chodzą nadąsani przez kilka dni, nie odzywając się do siebie, traktują kłótnie tylko jako pretekst, aby odpocząć od partnera. Takie przeczekanie nie rozwiązuje żadnego problemu, jest tylko pasywno-agresywnym wymierzaniem dodatkowej kary, szczególnie w sytuacji, gdy jedna strona szuka kontaktu i chce sprawę wyjaśnić. Rozumiem takie zachowanie u gimnazjalistów, ale gdy występuje wśród dorosłych ludzi, pachnie mi tu sadyzmem.

Gdy zauważam, że kłótnia idzie w złym kierunku, wracam do jej początku. Staram się opowiedzieć krok po kroku, co według mnie się wydarzyło i jak ja to odebrałem. Potem proszę o to samo Natkę. W tym momencie 90% sprzeczek się kończy. Większość wynika bowiem, nie z faktów, lecz z ich nadinterpretacji.

Kłótnia nie jest celem samym w sobie. Nie trzeba wydzierać mordy, ani się szarpać, to nie przybliży nas do kompromisu. A przecież wszyscy wiemy, że celem jest i zawsze było, aby żyło nam się lepiej i przyjemniej, a przede wszystkim, żeby żyło nam się razem.

Rate this post