blog fotograficzny | Natalia Sławek

Kreatywne szaleństwo – moja przygoda ze sztuką + konkurs

Jeśli na wstępie rzucę hasłem, że pragnienie tworzenia czasem boli, a czasem z tym bólem pomaga się uporać, to wskaźnik myszy zbyt pochopnie może się znaleźć w okolicy górnego, prawego rogu.

Dlatego zrobię coś innego.

Opowiem Ci o małej Natalce, której Mama ubierała wzorzyste rajstopki, by choć trochę zatuszować chudość nóżek-patyczków. Potem będzie o Natalii vel @CórceKsiężyca, z agrafką w uchu, ciężkich glanach, raniących stopy przez pierwsze 6 miesięcy użytkowania. Po okresie buntu przejdziemy do Natalii romantycznej, wiążącej chusty na głowie i zaczytującej się na amen w trudnej poezji trudnych poetów. Będzie i o Natalii Sławek, mnie aktualnej, którą prawdopodobnie, o ile tylko zaglądasz tu regularnie, poznałeś już dość dobrze.

 

Ja, ruda, kobieta – artystka

Opowiastka o tym, jak hARTowałam swoją kreatywność. To wcale nie jest baśniowa historia z urodziwym księciem na kucyku Pony i groźnym smokiem w tle, choć w tej historii występują też potwory. Będzie morał bez zatrutych jabłek, za to z super konkursem na deser. I dużo Natalek w kilku odsłonach.

 

WZORZYSTE RAJSTOPKI

Przyznaję się. Jako dzieciak miałam spory udział w wycince lasów deszczowych. Malowałam, rysowałam, kolorowałam na okrągło. Dobrze pamiętam mój upór maniaka, by każdy centymetr kartki pokryć wzorkiem, szlaczkiem czy serduszkiem. Ooo tak, zamiłowanie do czystości bieli przyszło mi dopiero po dwudziestce.

W każde wakacje, wywożona na wieś, robiłam z kuzynką biznesy – złotówka za bilet i teatrzyk kukiełkowy do popołudniowej herbatki. Na urodziny, święta, z okazji bo tak – kartki, laurki, rysowane pocztówki. Choć to z dobroci serca po prostu, za laurki nie kazałam sobie płacić.

W szkole miałam najładniejsze zeszyty – z czasem szlaczki zastąpiłam barwnymi ilustracjami. Geometria to od zawsze mój ulubiony dział na macie, z plastyki szóstki.

blog fotograficzny | Natalia Sławek

 

AGRAFKA W UCHU

Gimbaza w całkiem kulturalnym wydaniu. Śpiewałam w chórze, na muzyce zmuszano mnie do grania na flecie, popołudniami sama uczyłam się na gitarze. To zupełnie nic, że potrafiłam raptem kilka chwytów, głucha byłam (jestem!) jak pień i to zupełnie nic, że tylko kilka piosenek, i to nic, że gubiłam rytm. Radość mi dawało i dopóki to założenie było spełnione, grałam, paszczę darłam. A czarna gitara +10 do lansu, jasna sprawa.

Miałam też swoje drugie ja, z rozdwojeniem jaźni nie mylić. Ta moja subtelniejsza połowa lubiła długimi godzinami malować kolczyki. Zresztą właśnie w ten sposób zarobiłam na połowę swojej pierwszej lustrzanki!

Czasem pisałam wiersze. Dużo wierszy. Dużo łzawych strof i kalekich wersów, ale pomagało mi to uporać się z tym całym syfem, który niespodziewanie atakuje ludzi w tym wieku. Część z nich nawet ujrzała światło świec, gdy wieczorami recytowałyśmy poezję, na kameralnych spotkaniach w jednej z klas.

Przez cały ten czas i jeszcze znacznie znacznie dłużej, namiętnie zapełniałam pamiętniki. Grube zeszyty w kratkę w mig zalewało drobniutkie pismo, suche liście, tysiące ilustracji, szkice przekopiowane z mang. Gdy codzienność stawała się boleśnie nie do przyjęcia, wylewałam tam siebie, nabierałam dystansu, by z uśmiechem na ustach znowu złapać koślawy d-moll.

blog fotograficzny | Natalia Sławek

 

CHUSTY I SPÓDNICE Z KOŁA

To ja licealna. Fanka boho, owocowego piwa, ciężkiej biżuterii, kombinacji ołówka 5B i węgla. Czarno-białe szkice tworzyłam półleżąc, półmarząc. Najczęściej odtwarzałam portrety Tych Znanych z Twojego Stylu, nad wyraz dobrze, nad wyraz od niechcenia. Darowałam sobie już zamykanie świata w wersach, teraz chłonęłam twórczość innych, Białoszewski, Kapuściński, Kapela, chyba trochę się z nimi przyjaźniłam, choć to nie było towarzystwo, jakie rodzina z chęcią zaprosiłaby na niedzielny obiad.

Balansowałam pomiędzy lingwistami, a tymi, co wiecznie mają deprechę i tylko o niej potrafią pisać czule. Ja sama pisałam wtedy wybitnie dobrze. Być może najlepiej. Najwięcej wiedziałam i najlepiej tę wiedzę potrafiłam ulokować w zgrabnych słówkach o szeroko otwartych, krzyczących ustach. Robiłam wrażenie na polonistce, która konsekwentnie na każde półrocze wlepiała mi czwóry, choć z ocen miałam mocne pięć. Tak mnie chciała zmotywować, a tak bardzo jej nie wyszło.

Wtedy przez chwilę mi się wydawało, że z analogowym aparatem możemy stworzyć niezłą parę, choć nasze drogi szybko się rozeszły. Ściany miałam oblepione ususzonymi różami i zdjęciami bliskich mi kobiet. W tym pokoju na strychu zdarzało mi się też rzeźbić, lepić ramki z masy solnej i brudzić palce akwarelami. Sporadycznie i dość nieudolnie, a w tle zawsze leciała polska, alternatywna muzyka.

kreatywny blog fotograficzny | Natalia Sławek

 

RUDOŚĆ NA GŁOWIE, RADOŚĆ W SERDUCHU

Tu i teraz i ostatnie kilka lat. Mam wśród przyjaciół matki z dziećmi, by bezkarnie ozdabiać pierniki. Na targach staroci nie raz wygrzebywałam stare komody, by w ogrodzie zdzierać z nich lakier i malować na biało. W przypływach potrzeby zmiany używałam też złamanej bieli ;)

Już prawie nie rysuję, sprzedałam gitarę, noszę niewiele biżuterii, nie piszę też wierszy, nie występuję w teatrze. Ale uśmiecham się szeroko na myśl o tych fajnych rzeczach, które wypróbowałam. One wszystkie kiedyś były moje, dla mnie. Ważne i potrzebne.

Nie recytuję już wierszy, ale dzięki kółku teatralnemu wiem, jak zachować się podczas wygłaszania prelekcji. Nie ozdabiam zeszytów, choć bez większych trudności projektuję strony www. Nie pamiętam kiedy ostatni raz ubrudziłam się farbą, lecz intuicyjnie łączę kolory, a moje owsianki zawsze są apetyczne, bez względu na to, czy zdjęcie ma wylądować na insta. Fascynacja językiem polskim osłabła, ale wciąż potrafię wyłapać ubezdźwięcznienie wsteczne i imiesłów przysłówkowy uprzedni.

Dopiero niedawno zorientowałam się, że moją potrzebę tworzenia można przekuć na blog, a blog w biznes i, że to wszystko bardzo ładnie do siebie pasuje. Mogę tworzyć gadżety do domu, projektować kalendarze, covery na Facebooka, ubrać obiektyw w pończochę, wysmarować wazeliną i jeszcze nazywać kreatywną techniką! Mogę fotografować dla siebie, dla przyjemności, dla relaksu i zachęcać innych, by robili to samo. Organizuję fotograficzne wyzwania, zanurzam się w światach moich Czytelników; często powtarzam, że SIĘ DA! I wciąż mocno wierzę, że choć kilka osób myśli podobnie.

To jestem ja. Kobieta-artystka. Wielu rzeczy spróbowałam, wiele się nauczyłam. Większość z nich była tylko na moment, tylko na chwilę, ale nie ma to żadnego znaczenia. Kreatywność hARTowałam przez wiele lat, a może to ona hARTowała mnie…

kreatywny blog fotograficzny | Natalia Sławek

 

 

JAKIM TYPEM KOBIETY JESTEŚ TY? KONKURS

Nie zamierzam wmawiać Ci, że tworzenie jest jedyną słuszną drogą. Mało tego, jestem przekonana, że jest zupełnie odwrotnie. Jednocześnie wiem, że życie z pasją ma przeróżne oblicza.

Twoim wielkim hobby może być jazda na rolkach i tworzenie smakowitych koktajli, czy też podróże małe i duże. Możesz fascynować się designem i modą. A może najwięcej satysfakcji sprawia Ci czas spędzony z rodziną? Wspólne gotowanie, pikniki na łące… Być może, jak nikt inny uwielbiasz włoskie kino i wiesz o nim wszystko?

 

>>  KONKURS  #KobietaJakJa<< 

 

W ramach akcji #KobietaJakJa przygotowaliśmy aż 25 voucherów, o wartości do 500 zł każdy! Bony pomogą Ci realizować Twoje pasje.

Oto, co musisz zrobić:

1. Na stronie www.ibum.pl/kobieta-jak-ja odpowiedz na kilka pytań. Zostaniesz przypisana do jednej z 5 grup kobiet: modna, aktywna, podróżniczka, mama lub artystka.

2. Opisz, nagraj lub przedstaw na zdjęciu (ooo, coś mi się wydaje, że ta ostatnia opcja może być dla Was!) odpowiedź na pytanie: pokaż na co się stać, gdy pokonasz bólMasz czas do 19.06 do godziny 16.

3. Czekaj na wyniki. Ich ogłoszenie nastąpi 30.06

Zapoznaj się z regulaminem konkursu.

 

A więc, jakim typem kobiety jesteś Ty..? ;)

 

Wpis powstał we współpracy z producentem marki Ibum.

Oceń post!