A latem…

Naprawdę lubię lato. Sałatkę na obiad i trzy godziny nad jeziorem bez grama gęsiej skórki.

Tak spędziliśmy ostatnią sobotę. Lekki lunch, duża woda i aparat do samochodu. 15 minut później byliśmy już nad Caldecotte Lake.


Czerstwe pieczywo odkładam na akcję pt. “karmienie kaczuch”. Miło wspominam z dzieciństwa, wciąż przynosi dużo radości. No i nie lubię wyrzucać jedzenia.
To drzewo bardzo utkwiło mi w głowie, chętnie wróciłabym tam na jakiś plener ślubny…

Brakuje mi kontaktu z naturą, za własny balkon oddałabym wiele, o ogrodzie nie wspominając. Dwie grządki marchewek i słoneczniki pod oknem – to dopiero byłoby coś! Miejskie życie sprawdza się na chwilę, na szybko, w biegu. U mnie nie sprawdza się wcale.

A Ty – znajdujesz czas na odpoczynek..?
Oceń post!