zaangażowana społeczność na blogu

Zaangażowana społeczność na blogu

Co jakiś czas dochodzą mnie słuchy, że mam zaangażowaną społeczność na blogu. Bo komentarze, bo lajki. Bo dużo ciepłych słów. Bo wyzwania foto takie popularne. Nie da się tego obiektywnie ocenić, bo w końcu czym jest zaangażowana społeczność? Niemniej jednak dziś spróbuję opowiedzieć Wam więcej o moim podejściu, które doprowadziło mnie do tego punktu. Samodzielnie oceń, czy możesz się czegoś ode mnie nauczyć.

Nie lubię marnowania czasu – nie tylko mojego, ale generalnie – dlatego napiszę od razu, czego w tym artykule nie znajdziesz. Nie przeczytasz u mnie o komentarzach na innych blogach, promowaniu się w social mediach, artykułach-filarach, linkowaniu na forach i tym wszystkim, co już zostało powiedziane x razy. Jeśli jednak taki temat Cię interesuje, koniecznie zajrzyj do jednego z moich archiwalnych wpisów. Zebrał sporo pozytywnych ocen, być może dlatego, że dzielę tam zadania na te “zewnętrze” oraz “wewnętrzne”, do przeprowadzenia na blogu.

Jak zwiększyć ruch na blogu

 

Zaangażowana społeczność na blogu

 

Ja w blogowaniu najbardziej cenię sobie ludzi. Czytelników poznaję regularnie w sieci. Poprzez newsletter (będzie o tym za chwilę), a na co dzień dzięki komentarzom. Na konferencjach z kolei udało mi się poznać wielu świetnych blogerów. Warto jest mieć takie znajomości – nikt spoza branży nie zrozumie Twoich blogowych rozterek tak, jak inny bloger. Po prostu.

 

Reguła wzajemności

Fundamentem wysokiego zaangażowania społeczności na moim blogu jest reguła wzajemności. Bardzo długo nie zdawałam sobie z tego sprawy. Nie planowałam, nie knułam. Od początku działam w oparciu o zasadę: jak coś robić, to robić na 100%. Żadnych półśrodków i dróg po łebkach.

Dlatego już na starcie bardzo zaangażowałam się w prowadzenie bloga. Moim celem było tworzenie treści, które pomogą ludziom robić lepsze zdjęcia. Byłam tak skupiona na swoim postanowieniu, że nie zniechęcałam się, gdy wzrost nie był taki, jakbym sobie wymarzyła. W zeszłym roku miałam kryzys, bo moje statystyki utknęły na 40K/miesięcznie i ani myślały drgnąć. Nie mieliście jednak okazji tego odczuć – przecież poczyniłam sobie założenia (edukować, inspirować) i one wciąż były zgodne z moimi wartościami, więc dlaczego nagle miałabym się zniechęcić i przestać tworzyć…? No właśnie, też nie znalazłam potwierdzenia.

Wracając do tej całej wzajemności – dużo dałam z siebie i ta energia naturalnie do mnie wróciła. Nie gadam teraz o jakiś trans-magicznych hipotezach, a o czystej psychologii. Zaangażowałam się w prowadzenie dobrego bloga i czytelnicy regularnie mi się odwdzięczają.

 

Czy zawsze jest sens się angażować?

To już zależy od specyfiki Twojego bloga. Już precyzuję – angażować się w tworzenie wartościowych treści (czymkolwiek one są dla Ciebie) warto zawsze, ale nie zawsze możemy spodziewać się takiego samego efektu.

Blogi specjalistyczne

Blogi specjalistyczne, tematyczne (kulinarne, fotograficzne, o prawie, pieniądzach itd…) często notują bardzo wysoki procent wejść z Google. Treści na takich blogach to tak zwane evergreen – ponadczasowe, uniwersalne informacje. W końcu podstawy fotografii są niezmienne od czasów camera obscura ;) Znam podstawy SEO i mam naprawdę sporo wpisów, które krążą na pierwszych miejscach w wyszukiwarce.

Jeśli nie cierpisz na wysyp komentarzy, być może masz u siebie sporo Google’owiczów? Pokaźne statystyki odwiedzin, ale stosunkowo niskie zaangażowanie nie jest wadą, a cechą Twojego bloga. Być może reklamodawcy nie będą chętni na przeprowadzenie konkursu, ale wpis sponsorowany z dobrym SEO już jak najbardziej im się przyda.

Zresztą, zastanów się, kiedy ostatni raz szukałeś informacji w Google. Masz? To teraz przypomnij sobie, czy zostawiłeś komentarz, żeby podziękować autorowi za jego pracę, zaangażowanie, albo dodać coś od siebie do treści. No właśnie…

Blogi lifestyle’owe

Inna sprawa z blogami, na których pojawia się sporo treści lifestyle’owych. Albo opiniotwórczych. Ciężko wypozycjonować artykuł “Tydzień w zdjęciach”, a posty, w których poruszamy bieżące tematy żyją tylko krótką chwilę. Na takich stronach większość odwiedzających to osoby, które regularnie (choć niekoniecznie często) zaglądają do nas, by zobaczyć, co robiliśmy, jak się nosiliśmy, czy przeczytać o tym ostatnim tygodniu w zdjęciach.

Wyszczególniłam oba typy, by pokazać Wam, że czasami są pewne elementy, których nie przeskoczymy. Nie ma poprawnych i błędnych modeli blogowania, a w obu przypadkach mamy spore pole do popisu. Do dzieła!

 

Daj coś z siebie

Nie musisz sobie od razy wyobrażać rozdawajek na fb czy innych gratisów. Chodzi o to, żeby czytelnikom dawać to, po co przychodzą. Oczywiście w granicach zdrowego rozsądku i w zgodzie z samym sobą (a także z planem blogowania!) Innymi słowy, chodzi o to całe zaangażowanie.

Jeśli Twoi czytelnicy pytają – Ty odpowiadasz.

Jeśli proszą o radę – radzisz.

Jeżeli się z Tobą nie zgadzają – polemizujesz.

Poszukujemy namiastki “normalności” (piszę w cudzysłowie, bo internet jest jak najbardziej normalny, kontakty online też), także na blogach. Komentarz, to często takie przywitanie, zaproszenie do rozmowy. Bardzo często widuję na forach pytanie “jak mieć więcej komentarzy”, ale niestety niewiele osób wspomina, że wystarczy prowadzić dialogi, rozmawiać poprzez systemy komentarzy, by przyciągnąć/zachęcić nowych, do pozostawienia swojej opinii.

To trochę tak, jakbyś codziennie rano mijał na klatce tego samego sąsiada. Codziennie się witasz, ale nie słyszysz nic w zamian. Naturalnym jest, że w pewnym momencie odpuszczasz.

 

Ludzka strona

Komentarze o mojej autentyczności dostaję najczęściej na maila, w odpowiedzi na… newslettery. To poprzez mailing dzielę się z subskrybentami przemyśleniami, problemami, które nigdy nie lądują na blogu. Tam pozwalam sobie na nieco więcej. Więcej prywaty. Więcej szczerości.

Nie twierdzę, że wylewanie żalów jest dobre. Nie popadajmy w skrajności. Masz też pełne prawo pisać/pokazywać swoje życie bardzo selektywnie. Jednak miej świadomość, że piękne śniadania, biała pościel i świeże kwiaty mogą przerodzić się w bardzo perfekcyjny obraz Twojej osoby. Lubimy podglądać takich ludzi, ale niekoniecznie się z nimi kumplować. A czytelnik, to trochę taki przyjaciel, co nie?

 

Widzicie, nie był to typowy poradnik z punktami do odhaczenia. Niemniej jednak liczę, że zasiałam Wam w głowach kilka myśli, które być może wykiełkują w działania, a te działania sprawią, że już niedługo zbierzecie plon wielu świetnych komentarzy od zaangażowanych czytelników ;) I tego mocno Wam życzę!

 

Czym dla Ciebie jest zaangażowana społeczność?