jak odpoczywać by odpocząć |poradnik

Jak odpoczywam

Nie wiesz, jak odpoczywać? Też nie wiedziałam. Co gorsza, łudziłam się, że wiem, potrafię i praktykuję… W pewnym momencie, jak już padłam z wymęczenia, zaczęłam ostro pracować nad swoim czasem wolnym. Dziś podpowiem Ci, jak odpoczywać, aby rzeczywiście wypocząć.

Wspominałam już na blogu, a bardziej szczegółowo i prywatnie w newsletterze, na własne życzenie zupełnie się wypaliłam. Padłam na twarz gdzieś w pierwszej połowie maja i niezdarnie próbowałam zebrać się do jakiejś człekokształtnej rudej kupki. Na początku szło mi różnie, ale wyłączenie się z sieci i codziennych obowiązków na dwa tygodnie pozwoliło mi:

  1. nabrać dystansu i dostrzec, gdzie leży problem
  2. wypracować metody odpoczynku

Dziękuję Wam za tak liczny i ciepły odzew na ten newsletter! Wasze wiadomości pozwoliły mi zrozumieć, jak wielu ludzi nie potrafi skutecznie odpoczywać.

Dlatego zdecydowałam się podzielić sposobami na skuteczny relaks z moimi Rudzikami. Podkreślam, że nie jestem psychologiem, terapeutą, a wszystkie informacje, które znajdziecie poniżej są opisane z mojej perspektywy.

 

Jak odpoczywać aby wypocząć

 

Planowanie

Tak jak ja lubisz planować, korzystasz z kalendarza? Powiem wprost – planuj swój odpoczynek. Tych bez kalendarza też to dotyczy.

Niby wiedziałam, że relaks jest ważny, miałam to w głowie, ale często pozwalałam, by praca przeciągała się na te godziny, kiedy powinnam już odpoczywać w najlepsze. Notka taka niedokończona. Maile takie bez odpowiedzi pozostawione. Szopek taki smutny. Facebook pustkami wieje.

Teraz nie ma zmiłuj. Pracuję do 16 (docelowo do 17), potem rzucam wszystko w cholerę, choćby mi się mieli klienci pobuntować, blog paść, czy inne tragedyje 21 wieku. Dnia następnego oczywiście okazuje się, że wszystko jest w porządku, a ja po raz kolejny podjęłam dość trudną, ale słuszną decyzję. To samo z weekendami. Pomogło mi odgórne planowanie dnia wolnego. Dzień przed weekendem podsumowuję miniony czas, spisuję zadania na następny tydzień i weryfikuję cele.

A więc jak to zaplanować?

Przede wszystkim – umów się ze sobą, że czas odpoczynku jest czasem świętym. Nie do ruszenia. No chyba, że dzieciak sobie paluch odetnie, wtedy ewentualnie trochę zmienisz plany i na pogotowie odwieziesz. Wszystkie sytuacje, które nie klasyfikują się pod emergency, muszą zaczekać do rana. Ty nie musisz nic.

  • Przy regularnym trybie życia wystarczy przypomnienie w telefonie o konkretnej godzinie, by rzucić wszystko i oddać się przyjemnościom.
  • Dla fanów kalendarza/plannera – dobrze sprawdza się zwyczajne wpisanie sobie relaksu w plan dnia. Nie musisz od razu rozbijać odpoczynku na części pierwsze, ale ważnym jest, aby mieć świadomość, że o konkretnej godzinie rzucasz robotę i tyle.
  • Jeśli jesteś ciężkim przypadkiem, poproś innego domownika, aby pomógł Ci pilnować danego sobie słowa.
  • Nie rób wyjątków! Raz przeciągniesz 5 minut, następnym razem 2 godziny.

 

Na offline

Modne jest teraz bycie offline. Bo minimalizm, bo slowlife. Bo tak się robi. Bo bycie offline zwiększa uważność, a ona z kolei prowadzi do pogłębienia świadomości. Świadomość nie ma za wiele wspólnego z relaksem (przynajmniej nie w tej podstawowej, pierwotnej formie), więc ten aspekt zupełnie odpuszczamy. Już Wam mówię dlaczego odcięcie się od sieci jest skuteczne.

Warto być offline, by uniknąć nadmiaru bodźców.

Biologicznie nasze ciała nie różnią się za wiele od ciał naszych prapraprastryjków sprzed 2000 lat. Za to nasze otoczenie, sposób, w jaki żyjemy zmienił się diametralnie. 1 dnia dociera do nas tyle bodźców, co człowieczek żyjący w średniowieczu zgarniał przez całe swoje życie. Czaicie?!

Gdy zdecydowałam się odciąć od internetu na 14 dni (początkowo zakładałam tylko 7, ale spodobało mi się być off), pierwszy dzień był najtrudniejszy. Wiadomo, że z nawykami nie taka prosta sprawa, więc często łapałam się na tym, że telefon lądował w mojej ręce jakoby bezwiednie. Trochę też spędziłam czasu na zastanawianiu się, jak się ma beze mnie facebook i czy gmail na pewno sobie poradzi.

Na szczęście miałam Pana Męża, który zadeklarował się odbierać moje maile. Mniej ważne czekały sobie dwa tygodnie, a na te najważniejsze odpowiadał. I wyobraźcie sobie… nikt nie umarł, nie doszło do rozłamu, nie nastąpił kryzys. No, ale wracając do aspektu, czy to trudne czy nie tak się odciąć, to dnia drugiego już niemal zapomniałam do czego służy telefon, a komputer stał się dla mnie pudełkiem z serialami.

 

Rytuał przejścia

Tak to sobie nazwałam. Podobno ludzie lepiej reagują (zwiększa się poczucie bezpieczeństwa), gdy wiedzą, co mają robić. Dlatego też wiele osób szykuje sobie ciuchy poprzedniego dnia, albo ma ustaloną ścisłą poranną rutynę, by rano nie biegać w panice.

Ja zachęcam do ustalenia “rytuału przejścia” – czynności lub zbioru zachowań, które będziecie powtarzać zawsze po zakończonej pracy. To taka metaforyczna krecha, która oddzieli Wam robotę od przyjemności.

Ja po wyłączeniu komputera robię trening i idę pod prysznic. Wysiłek fizyczny nie działa na mnie tak zbawiennie, jak to powszechnie się przyjęło, ale czuję się dobrze z myślą, że robię coś dla siebie i wzmacniam swoje ciało.

 

Medytacja i joga

Medytuję dopiero od kilku miesięcy z przerwami. Nie jestem w tym dobra, pewnie ze względu na te przerwy, ale uparcie się staram spędzić 15 minut dziennie na porządnym oddechu i nie myśleniu. Dla mnie medytacja jest zupełnie pozbawiona kontekstu duchowości. Można powiedzieć, że traktuję ją jak lekarstwo uodparniające na trudy tego świata ;)

Jogę praktykuję od lutego, ale przez kontuzję stopy jeszcze nie jestem w stanie wrócić do wygibasów na macie. To dla mnie urozmaicenie treningu, ćwiczyłam co drugi dzień, naprzemiennie z cardio. Już po miesiącu takich 20-30 minutowych treningów zauważyłam u siebie większą elastyczność mięśni/ścięgien.

 

Pamiętnik

Pamiętniki prowadzę od 11 roku życia. Mam w piwnicy kilkanaście opasłych zeszytów, być może kiedyś wrócę do tamtych tekstów. Przez ostatnie 5 lat częściej stukałam w klawiaturę, niż trzymałam pióro, ale zrozumiałam, że taka forma bardzo pomaga mi utrzymać głębszą relację z samą sobą.

Rozumiem, że pisanie pamiętników może wydawać się infantylne. Nie jest. Nie musi być. Szczegółowy opis swojego śniadania raczej nie popchnie Cię w ramiona wewnętrznej harmonii, ale przepracowywanie swoich myśli, emocji i zachować, ooo, to już jak najbardziej!

Poza tym to nie musi być zeszyt. Równie dobrze sprawdzi się dowolny program tekstowy. Pan Mąż poleca na sprzęt Apple aplikację Day One. W wersji bezpłatnej i bezproblemowej dobrze sprawdzi się np. narzędzie Zen u Pawła Opydo.

Ach, jeśli ta myśl jakoś otworzy Ci oczy – możesz też pisać listy… do samego siebie!

 

Rozrywka

Teraz dopiero zaczyna się zabawa! Pod “rozrywką” kryje się wszystko to, na co zwyczajnie mam ochotę. Skoro już odcięłam się od pracy pewnymi rytuałami, moja głowa przestawia się w tryb relaksu. Zero wyrzutów sumienia czy myślenia o tym, co jutro muszę zrobić. Jasne, że czasem zaczynam snuć scenariusze i układać plany zadań, ale wtedy świadomie je od siebie odpycham. Czas na pracę będzie jutro, teraz #chillout #timeoff #relax #funtime i nic poza tym.

Nie zastanawiam się, jak odpoczywać, tylko to robię; mam głęboko w poważaniu ten cały kult na produktywność i nieustający rozwój. Zresztą będziecie mogli o tym przeczytać już wkrótce.

Teraz znowu się wyda, że jestem nudziarą 2.0, ale na liście moich ulubionych wieczornych rozrywek są: seriale, czytanie blogów i książki – koniecznie niezwiązane z pracą i koniecznie nie-powieści.

Czasem poświęcam też trochę czasu swojemu ciału – robię super ekstra peelingi, depiluję nogi (też mi przyjemność!) czy nakładam na paznokcie hybrydę. Takie babskie rzeczy, które nieszczególnie mnie kręcą, ale że lubię być piękna i pachnąca, to coś tam czasem robię ;)

Czas relaksu można też wypełnić rozwijaniem pasji, nowych umiejętności czy sportem. Po prostu rób to, co sprawia Ci radochę! Tylko pamiętaj, żadnych działań, które wiążą się z pracą.

Jeżeli brakuje Ci pomysłów, jak spędzić czas wolny od pracy, zajrzyj do książki Slow Life. Zwolnij i zacznij żyć autorstwa Asi Glogazy. Sporo tam tematów związanych z relaksem, świadomymi decyzjami. Naprawdę przyjemna lektura.

 

Weekendy

Wszystkie powyższe zasady dotyczą standardowych dni pracy. Co najmniej raz w tygodniu robimy sobie z PM wspólny dzień off, który jednocześnie jest dniem offline. Od jakiegoś czasu jest to niedziela (uwielbiam poranki na targu śniadaniowym!) lub poniedziałek. W te dni sporo spacerujemy, jemy na mieście, odwiedzamy przyjaciół i czytamy sobie na głos. W te chłodniejsze miesiące gramy także w planszówki.

Wtedy zupełnie odpuszczam codzienne nawyki, treningi, medytacje, niespecjalnie też staram się zdrowo jeść. To taki czas zupełnego luzu, kulinarnej rozpusty i maksymalnego resetu.

 

Nie łudzę się, że dzięki moim wynurzeniom magicznie dowiesz się jak wypoczywać i automatycznie nabędziesz odpowiednie umiejętności. Ale jeśli choć jedna osoba zrozumie, że odpoczynek jest tym, czego jej brakowało, to całe te 1400 słów będą miały sens.

 

Wiesz, jaka teraz pora? Pora, być podzielił się swoimi sposobami na skuteczny relaks!