praca w domu warszawa

Praca w domu

- jak hakuję rzeczywistość

Może wiecie, może nie, ale od jakiegoś czasu pracuję 6 godzin na dobę, pięć dni w tygodniu. Nie przeszkodziło mi to w osiągnięciu 80% założonego dochodu pasywnego w rozliczeniu miesięcznym! <dumna i blada> Praca w domu bardzo mi służy! Przez te 3,5 roku wypracowałam sobie wiele metod, które wpływają znacząco na moją efektywność i samopoczucie. Co przekłada się na efektywność. I chęci. I zapał. Chodźcie, Rudziki! Powiem Wam co u mnie działa.

 

Docelowo chcę pracować 4 godziny dziennie przez 4 dni w tygodniu, bez pomniejszania przychodu. I wiem, że jest to w pełni wykonalne, muszę się tylko lepiej zorganizować i więcej delegować – in progress.

Praca w domu daje mi masę satysfakcji, lubię pracować mądrze, szukam sposobów na siebie i hakuję rzeczywistość. Zupełnie nie zgadzam się z tym twierdzeniem, że “aby zarobić, trzeba się narobić”. Nikt mi nie wmówi, że tak jest. Nie w tych cudnych czasach, w których żyjemy!

Jestem na drugim końcu skali i mam w sobie sporo determinacji, by dziś pokazać Ci, że istnieje inny punkt widzenia.

Mało tego, nie tylko pokażę, ale i podzielę się moimi sposobami, by praca w domu była efektywna. To taka moja wersja jak zrobić więcej, w krótszym czasie – ale bez kosztów.

 


Wpis powstał we współpracy z marką HYABAK, która pomaga mi hakować rzeczywistość podczas pracy w domu.


 

Praca w domu

moje sposoby i narzędzia

 

Zachęcam Cię do zapoznania się z poniższymi punktami, nawet jeśli nagle przypomniałaś sobie, że zostawiłaś żelazko na gazie. W kilku słowach: to są proste metody, sprawdzone narzędzia i siła nawyku. To działa!

 

Tworzę procedury i instrukcje

Czy to monotonne zajęcie? Tak. Czy jest czasochłonne? Bardzo tak. Czy mogłabym w tym czasie jeść makaron i lody? Oooo, tak!

Dlaczego więc spisuję wszystkie procedury, skoro mogłabym skierować swoją uwagę na przykład na tworzenie nowego produktu, o?! Ano dlatego, że w długofalowej perspektywie to same korzyści.

  • Wiem co i jak, nawet jeśli wracam do danej czynności po kilku miesiącach (np. VAT MOSS rozliczam kwartalnie)
  • Nie tracę czasu na zastanawianie się, czego jeszcze potrzebuję
  • Mogę te zadania oddelegować, udostępnić instrukcję i mój podwykonawca resztę powinien ogarnąć; a więc po raz kolejny nie tracę czasu, tym razem na tłumaczenie
  • Nie tracę czasu na szukanie, grzebanie w mailach, notatkach… wszystko mam w jednym miejscu

 

Jakie to miejsce? Korzystam z Trello i świetnie mi się sprawdza. Wcześniej próbowałam Asany, Google Keep, Facebook Workplace. Trello u mnie wymiata, nie tylko do procedur, ale o tym później.

Jedyne, czego żałuję, to, że zabrałam się za pisanie procedur tak późno!

 

Uczę się w przyśpieszeniu

To porada w stylu #lifechanger, gotowi..?

Wszystkie wideo oglądam w przyśpieszeniu. Jest to możliwe dzięki wtyczce do Google Chrome o nazwie Video Speed Controller. Po zainstalowaniu wtyczkę obsługujemy z poziomu klawiatury. Litera D przyspiesza prędkość odtwarzania, litera S zwalnia. Wiele wideo jestem w stanie oglądać 1,5 raza szybciej! Niektóre nawet w prędkości 2.0. To ogromna oszczędność czasu, który można spożytkować na jedzenie lodów ;) Uwielbiam jeść, wspominałam już?

Podobnie z podcastami – odtwarzam je za pomocą aplikacji Music Speed Changer, która pozwala mi na regulację prędkości odtwarzania.

To jest złoto, Rudziki drogie! ♥

 

Pracuję w blokach

Uwielbiam pracę w blokach, a w moim przypadku – blokowiskach. Jestem blokersem, choć wychowywałam się na wsi!

Przez miesiąc siedzę i piszę artykuły na blog. Albo przez 3 kolejne tworzę kurs. Nie tykam się wtedy innych rzeczy, a całą swoją kreatywną moc pompuję w ten jeden konkretny projekt. Jestem wtedy bardzo skupiona i bardzo skuteczna.

Przykład? Proszę bardzo.

Gdy mam do napisania artykuł na rudego bloga, nazwijmy to, “z doskoku”, pomiędzy innymi zajęciami, jego przygotowanie zajmuje mi minimum pełen dzień pracy, a najczęściej 1,5 do 2. To od 6 do 12 godzin. Gdy pracuję w bloku “pisanie postów” jestem w stanie stworzyć maksymalnie 2 do 3 sztuki dziennie. Jest różnica, prawda?

Praca w blokach bardzo służy mnie i mojej efektywności. Spróbuj, może i u Ciebie się sprawdzi!

 

Dbam o higienę pracy w domu

Jako fotograf i twórca treści spędzam długaśne godziny przed komputerem i z telefonem w ręce. Obróbka zdjęć, pisanie tekstów, maile, komunikacja z podwykonawcami, content do social mediów, rozliczenia, spisywanie procedur ;)

To wszystko to praca przed komputerem, w jednej pozycji, wyczerpująca. Cierpią przede wszystkim oczy i kręgosłup. 

Dlatego higiena pracy jest dla mnie ważna, jak krem mascarpone w bezie. Ja pracuję sobą i muszę być w pełni sił.

Co robię? Przede wszystkim przerwy. Jest wielu zwolenników dedykowanych aplikacji, która mają nam przypominać, żeby wstać, poruszać się, napić wody. Ja stawiam na minimalizm narzędziowy – słucham swojego organizmu.

Gdy napina mi kark lub czuję spadek koncentracji – pora na przerwę! Odchodzę od kompa, trochę się ruszam – taka mini gimnastyka, jak w przedszkolu ;) Wietrzę biuro, przynoszę sobie wodę lub herbatę, opieram kark na mojej poduszce z kolcami, choćby na 10 minut.

A od kilku miesięcy wprowadziłam jeszcze jeden niezbędny element – zakraplam oczy nawilżającymi kroplami HYABAK. Nie tylko doskonale nawilżają, nie zawierają także konserwantów. Niemal natychmiast przynoszą ulgę moim zmęczonym oczom – wielkie mam, to mi szybko wysychają ;)

Nie miałam pojęcia, że kropla płynu może zrobić taką różnicę! Nigdy wcześniej nie używałam kropli nawilżających regularnie, ale przekonał mnie dobry skład i możliwość przetestowania produktu, przed nawiązaniem współpracy. I tak po raz kolejny mega się cieszę, że mogę Wam polecić coś, co działa.

Dzięki kropelkom HYABAK praca w domu stała się mniej uciążliwa dla moich oczu. Krople może stosować każdy, kto odczuwa dyskomfort taki jak podrażnienie, zmęczenie, zaczerwienienie… Tak więc jeśli masz poczucie, że coś wpadło Ci do oka – lub faktycznie wpadnie :) – łatwo można je przepłukać. I co ważne! Niezależnie, czy nosisz soczewki kontaktowe, czy nie.

Krople są bezpieczne, łatwe w użyciu dzięki miękkiej buteleczce, która po naciśnięciu aplikuje jedną kropelkę.

A do tego posiadają okulistyczny filtr UV. Pamiętajcie jednak, że krople nie zastępują okularów przeciwsłonecznych! W domowym zaciszu natomiast w trakcie pracy – po kropli do każdego oka i… komfort gapienia się w monitor powraca! :)

 

Praca w domu nie równa się dla mnie byciu online 24/7

Dlatego też wyłączam wi-fi i chowam telefon. W poradniku Pełnia Twoich możliwości przeczytałam, że, gdy smartfon zniknie z naszych oczu, w końcu oduczymy się łapania za niego bezmyślnie. Stosuję i cenię!

Do sieci loguję się zawsze wtedy, gdy mam do realizacji konkretną potrzebę. Jasne, że korzystam z telefonu dla przyjemności – czytam blogi, przeglądam Insta, rozmawiam przez Whatsapp, ale robię to intencjonalnie. Intencjonalnie też zerkam na komentarze, bo mam czas na nie odpisać. Nie robię tego w przerwach! Wtedy szybko bym oszalała. Nie dość, że rude jest wredne, to jeszcze niespełna rozumu… Tego byłoby za wiele…

Moi bliscy wiedzą, że jeśli sprawa jest pilna, trzeba po prostu do mnie zadzwonić. Nie wyłączam dzwonków, mój numer nie jest dostępny dla klientów, nikt mnie nie nęka w czasie pracy.

 

Automatyzuję

Wszystko, co się da! Nie lubię powtarzalnej pracy, a już na pewno nie lubię tracić czasu na bzdury. O automatyzacji napisałam już cały artykuł: automatyzacja bloga – jak oszczędzam czas.

 

Deleguję

Już kiedyś pisałam o mojej zasadzie pracy “na swoim” – wiedzę, z której będę regularnie używać, zdobywam. Każde inne zajęcie deleguję. To spore uproszczenie, bo mam w swoim kodeksie kilka wyjątków, ale co do zasady tak to u mnie wygląda.

I tak deleguję całą obsługę techniczną bloga i sklepu. Ten cały HTML, CSS i inne dzikie kody to nie moja baja. Skupiam się na tym, co robię dobrze i płacę innym za ich dobrą pracę.

Korzystam z wiedzy i doświadczenia specjalisty od SEO.

Gdybym nie umiała w Photoshopa i grafikę, zapewne delegowałabym tworzenie oprawy graficznej kursów, projektowanie bannerów i tym podobne.

Mam managera ds. współpracy na blogu – Maciej ogarnia za mnie mega monotonną, ale mega ważną część mojego biznesu, a więc rozmowy z markami, przygotowanie umów, negocjowanie warunków… Ponadto jest nieocenionym wsparciem psychicznym i pilnuje ze mną terminów :) Nie oddam!

 

Planuję i rezygnuję

I to wszystko na zwykłej kartce A4, tak mi najwygodniej; dopiero potem przenoszę te projekty do kalendarzy czy innych narzędzi.

Każdy projekt w moim wykonaniu rodzi się na papierze. Nieważne, czy robię konspekt artykułu (ten dzisiejszy też rozpisałam na kartce, zerkam właśnie na niego), czy rozpisuję cele na cały rok!

Wypisuję wszystko, co podsunie mi moja głowa. Robię odniesienia, rysuję, tworzę skojarzenia, a przede wszystkim nie oceniam, kartka łaskawie też nie.

Kolejnym krokiem jest punktacja zadań i… rezygnacja. To nieuchronne, bo przecież nie da się robić wszystkiego. Ja nie mam takich ambicji; ustaliliśmy na początku, że moją ambicją jest mało pracować, a zarabiać przy tym kupę siana :) A więc rezygnuję ze wszystkiego, co uzyskało mało punktów. Słucham też serduszka, ono dobrze gada i mnie nie zawodzi.

 

Następnie:

  • pomysły na artykuły wpisuję w Trello w zakładce BLOG, z podziałem na kategorie
  • wybrane artykuły na bloga wpisuję do mojego papierowego kalendarza do druku, który wisi obok biurka
  • do Trello wpadają także wszystkie większe przedsięwzięcia, jak np. kurs, kalendarz marketingowy, lista nowych produktów, pomysły do zrealizowania w kolejnych miesiącach czy latach
  • lista zobowiązań wobec marek, cykle, newslettery, sprawy administracyjne i księgowe – to zapisuję w kalendarzu iOS – częściowy dostęp do niego ma także mój manager, prowadzimy go wspólnie
  • i finalnie kalendarz papierowy, taki w formie zeszytu – tam zapisuję co rano zadania na dany dzień, prywatne i służbowe spotkania, wizyty u lekarza itp.; wygląda na to, że niedługo z niego zrezygnuję zupełnie – wystarczy mi kalendarz w formie cyfrowej + jedna kartka z zadaniami na dany tydzień

 

Wymyślam nowe cykle

Ile lat można robić jedno i to samo z zaangażowaniem i chęciami? Nie wiem. Wiem, że mnie by się nie udało tak konsekwentnie blogować, gdyby nie nowe cykle czy projekty, które wprowadzam, a które mnie cudnie napędzają. Was zresztą też. Gdy tylko czuję, że moja praca w domu zaczyna mi doskwierać – rozbieram problem na czynniki pierwsze i zazwyczaj jest to jeden z winowajców: monotonia lub zmęczenie.

 

Odpoczywam

To może brzmieć banalnie, ale kluczem do efektywnej pracy jest efektywny odpoczynek. Jak to wreszcie zrozumiałam, bardzo wiele się zmieniło w mojej codzienności i wciąż pracuję nad nawykami, które pomogą mi wypocząć naprawdę.

Odpoczynek. Tylko i aż tyle. Bardzo długo ignorowałam jego moc, tak, jak ignoruje się babcię, która każe Ci założyć szalik, a Ty masz naście lat i w nosie jej porady. Moich nie miej – odpoczywaj!

 

 

Praca w domu to może być duże wyzwanie, zdaję sobie sprawę.

Ja bardzo lubię ciszę i elastyczność, z jaką się wiążę. A przy zastosowaniu metod, którymi się z Wami podzieliłam, można pracować mniej, ale efektywniej. Do boju, Rudziki!