Oczyszczanie organizmu

Powyższy proces spokojnie mogę nazwać perypetiami..
Osiągnęłam dużo – zdrowo jem, regularnie ćwiczę, nie słodzę, wybieram wodę. Jednak to nie są nawyki, które wyniosłam z domu, przez 20 lat jestestwa wpychałam w siebie masę syfu! Mieszkając z rodzicami, owszem, jadłam zdrowe posiłki, śniadanie zawsze, kolacja pożywna, obiadek z warzywami, dużo zup i te sprawy. Moje przekąski – bóg by się za głowę złapał, gdyby mu zależało. Batony na porządku dziennym, czipsy, nawet w środku nocy, gdy dopadał mnie głód, tabliczka czekolady na raz, a i tak czułam niedosyt, kilka kawałków ciasta – żaden problem. Byłam uzależniona od cukru, od słodkości, codziennie je w siebie wpychałam, a na dokładkę: kisiele z torebki, albo jogurt owocowy. I co z tego, że nie jadłam fast foodów, skoro wszystkie moje przekąski to zło wcielone?!

A więc skoro o siebie dbam, przeszłość przeanalizowałam, trzeba by się było z tego syfu oczyścić. Nasz organizm jest cudowny – oczyszcza się sam, samoreguluje, wie, czego mu trzeba, ale… są granicę. I szczerze się dziwę, że tyle wytrzymał.
Ok, więc jak oczyszczam mój organizm:

Woda z cytryną

Zacznijmy delikatnie… Letnia woda z dodatkiem świeżego soku z cytryny + łyżeczka miodu, pita na czczo. Taki napój wpływa na perystaltykę jelit, i bardzo łagodnie pomaga nam usunąć złogi w jelitach. Do tego zapobiega zaparciom i nawadnia organizm, ponoć także zmniejsza apetyt. Do mieszanki śmiało możesz dodać świeżego imbiru, albo wodę zastąpić tą brzozową.
Efekty: czuję się lżejsza, nie mam problemów z zaparciami.

“Monodieta” jaglana

O zaletach jaglanki pewnie się już naczytaliście do bólu, więc tu się powtarzać nie będę. Skoro monodieta- wiadomo, oczyszczamy organizm dostarczając mu tylko jednego produktu- kaszy jaglanej. Już tłumaczę, że dietę obrałam w cudzysłów: ja kaszy nie lubię i nie wyobrażam sobie przez 7 dni spożywać tylko ten suchy wiór. Dietę więc wydłużyłam do 2 tygodni, kaszę jadłam 2-3 razy dziennie z dodatkami. Jako budyń na śniadanie, do zupy, ryby, z warzywami. Zero słodkości, zero tłustości. Warzywa + kasza w 90%. Im mniej przetworzona, tym lepiej.
Efekty: od zawsze mam problem z zatokami, przed “monodietą” ciągle nocą zapychał mi się nos, od nadmiaru śluzu miałam podrażnione i zainfekowane gardło. Jaglanka osuszyła mój organizm – problem zniknął po tygodniu od zakończenia diety! Warto wprowadzić kaszę do swojej codziennej diety, oraz przy katarze, czy właśnie chorych zatokach. Gwarantuję, że pomoże.
Mam też pytanie, czy miałyście jakieś doświadczenie z monodietą kefirową albo warzywną? Jak się za to zabrać, dla kogo, jak z efektami?
 

Kuracja cytrynowa

To jest prawdziwy hardcore w temacie oczyszczania! Z założenia kuracja ma oczyścić jelita ze złogów i toksyn, a masz je i ty, nawet, gdy starasz się sobie wmówić coś innego ;] Kwas rozpuszcza zalegającą masę, a zanieczyszczenia zostają uwolnione – stąd, w czasie kuracji, możemy bardzo słabo się czuć, oraz uwaga, mogą odezwać się stare dolegliwości, nudności (w końcu nasz żołądek nie jest przyzwyczajony do takiej ilości kwasu). Więcej o kuracji, dawkowaniu, skutkach. Dnia 1 i 10 pijemy sok z 1 cytryny, 2 i 9 sok z dwóch cytryn itd…
Efekty: czwartego dnia kuracji, wstałam z łóżka, spojrzałam w lustro i się nie poznałam… Cała twarz w pryszczach, jęczmień na oku (dokładnie w tym samym miejscu, gdzie miałam go w dzieciństwie przez kilka miesięcy!), dwie opryszczki, pęknięte kąciki warg (z tym też mam duży problem) oraz z kilka aft. Wyglądałam okropnie, nie czułam się lepiej, ale działało! Po zakończeniu kuracji efekty wizualne minęły, a ja już wiem, że za pół roku znów będę popijać niestworzone ilości soku z cytryn.

Co ponadto…

Dodatkowo próbowałam także ssania oleju, ale po 6 minutach czułam, jak odruch wymiotny się zbliża ;] Od tego czasu drugiej próby nie było, póki co nie planuję. Chciałabym też spróbować oczyszczania ciała poprzez szorowanie specjalną szczotką, ale brak mi systematyczności, więc dojrzewam do tego pomysłu… Polecacie? Ach i jeszcze bardzo dobrze jest, przy każdym myciu zębów, wyszorować język. Na nim także zbierają się zanieczyszczenia oraz bakterie, warto się tego pozbywać regularnie.
Zabieram się też do odrobaczania, ale do tego trzeba dojrzeć ;]
Ostatnia sprawa – liczę na Waszą pomoc!
Jak pisałam na początku – zdrowo żyję już.. ze dwa lata będzie. W każdym razie, od maja zeszłego roku, na mojej zawsze idealnej cerze, zaczęły pojawiać się niedoskonałości… Bolesne pryszcze, zatkane pory (zwłaszcza broda i czoło) – próbowałam już wszystkiego, niestety stan skóry nie bardzo się poprawia. Zdałam sobie sprawę, że syfy wyłażą mi od kiedy.. regularnie ćwiczę! Poczułam się, jak Kolumb! A więc spalając tkankę tłuszczową, uwalniam toksyny, które sobie krążą po moim organizmie, zanieczyszczając skórę. I teraz pytanie do Was kochane, co mam pić/jeść/palić żeby wspomóc organizm w szybkim uwalnianiu toksyn? Mam jeszcze kilka kg do przepalenia w mięśnie, doradźcie mi coś, bo czasami nie mam ochoty spojrzeć w lustro…
 
A co wy stosujecie? Co polecacie? A może dopiero chcecie zacząć i nie bardzo wiecie, jak się za to zabrać, a mój wpis Was zmobilizował… Czekam na Wasze doświadczenia!! Buziaki

EDIT:  a sok z aloesu pijacie?
Oceń post!