Moja codzienna pielęgnacja – 2018

Początkiem roku na Instagram Stories zapytałam w ankiecie, co myślicie o artykule o mojej codziennej pielęgnacji. Cieszę się, że setki osób kliknęło “tak”, bo pisanie takich lekkich wpisów niesamowicie mnie odpręża i niezmiennie kojarzy się z moimi pierwszymi tygodniami w roli blogera.

 

Poza tym to kolejna okazja, by wymienić się doświadczeniami i nieco lepiej poznać. Nie ma nic fajniejszego w blogowaniu, niż ludzie! A, że kobiet na tym blogu jest grubo ponad 90%, czuję się wręcz w obowiązku, by czasem coś lekkiego na ruszt wrzucić. O kukurydzę na przykład – jeśli nie jedliście jeszcze takiej z grilla, koniecznie nadróbcie to w tym roku.

 

A jeśli należysz do tych ludków, które z rozczarowaniem przeczytały temat moich dzisiejszych wynurzeń, odsyłam Cię do kategorii fotografia – znajdziesz tam bardzo wiele poradników i nie dam sobie wmówić, że już wszystko to przeczytałeś :)

 

Moja codzienna pielęgnacja skóry

Nim przejdziemy do listy, chciałabym przybliżyć Wam moje podejście do kosmetyków w ogóle. Jednym zdaniem – nadmiar mnie przytłacza. Nie mam 7 otwartych szamponów, 3 kremów do rąk. Nie prowadzę kompleksowej pielęgnacji w postaci serum, kremu i jeszcze maski rano i wieczorem. Lubię proste rozwiązania i skuteczne kosmetyki.

Jako osoba działająca prężnie w social mediach, raz na jakiś czas otrzymuję prezent od marki z kosmetykami do przetestowania. To bardzo miłe, ale duży wybór powoduje u mnie dyskomfort. Dlatego też nowe kosmetyki wędrują na półkę, a testuję je dopiero, gdy ich poprzednik ulegnie wykończeniu.

 

Pielęgnacja ciała

 

Złuszczanie: peeling {Iossi} rozmaryn & limonka

Mój hit z zeszłego roku zastąpił ten zielony cudak. Pachnie obłędnie, super odświeża i długo utrzymuje efekt miękkiej, nawilżonej skóry. Zaczęłam używać go latem (ma naprawdę świeży zapach!), ale wciąż zostało mi prawie pół słoiczka, więc używam dalej. Bardzo sobie cenię to, że jest naturalny, bez “chemii”.

 

Pod prysznic: YOPE zimowe oraz mydło w kostce rozmarynowe Ministerstwo Dobrego Mydła

Pan Mąż mnie namówił na tą zimową wersję mydła w płynie i nie żałuję. Subtelny, korzenny, ciepły zapach, który jeszcze chwile zostaje na naszej skórze. Mydła w kostce używam zamiennie, ale nie kupię ponownie – cząstki rozmarynu nieprzyjemnie drapią skórę i musiałam je wszystkie odkroić nożem. A jeśli skóra jest podrażniona, np. po depilacji, niech Wam nie przyjdzie do głowy wtedy go używać, szczypie!

 

Nawilżanie: olejek lub balsam L’Occitane

Nie jestem z tych, co to nawilżają skórę całego ciała dzień w dzień. Czasem w jeszcze mokre ciało wmasowuję trochę olejku, czasem używam balsamu. Olejek – jaki akurat mam pod ręką, a balsam L’Occitane z masłem shea, w butelce z pompką. Bardzo to wygodne.

 

Do zadań specjalnych: masło do ciała

Tutaj bez zmiany względem zeszłego roku – wciąż bogate masło do ciała Go Cranberry. Jest szalenie tłuste, więc w mojej opinii nie nadaje się do codziennego stosowania, ale na bardzo wysuszoną, spękaną, spragnioną natłuszczenia skórę, już jak najbardziej.

 

Pielęgnacja twarzy

 

Złuszczanie: peeling myjący beOrganic oraz peeling domowej roboty

Tego myjącego używam maksymalnie raz w tygodniu – mam skórę naczynkową, więc taki peeling robię naprawdę delikatnie i rzadko. Przepis na domowy peeling zdradziła mi jedna z Was dawno temu, a ja robię go do tej pory: 3 migdały i pół małej łyżeczki sody oczyszczonej. Przed nałożeniem na twarz dodaję odrobinę olejku i taką mieszanką złuszczam naskórek. Peeling genialnie radzi sobie z zaskórnikami i takimi podskórnymi grudkami. Walczyłam z nimi rok temu, a teraz ani śladu! Używam w “linii T”.

 

Żel do mycia twarzy: Vianek i BioLaven

Jeśli nie mam na twarzy makijażu, stosuję mleczko polskiej marki Vianek (rodzina Sylveco) z niebieskiej serii nawilżającej. Skóra jest po nim bardzo miękka. Gdy mam na twarzy makijaż, zawsze korzystam z żelu, który dobrze sobie radzi z tego typu zanieczyszczeniami. Do tej pory spotkałam 2 takie produkty z naturalnym składem: Vianek z serii pomarańczowej oraz HIT żel BioLaven. Vianek kupiłam w zastępstwie – daje radę, ale BioLaven to król.

 

Demakijaż: Herbal Care

Wiecie już, że pierwszy krok w demakijażu to u mnie zawsze żel. Nie wyobrażam sobie rozsmarowywać kosmetyków po twarzy, wolę taką kolejność. Gdy już zmyłam 95% kolorówki, na kawałek wacika nakładam płyn do demakijażu. Aktualnie jest to płyn dwufazowy Herbal Care – całkiem spoko, pozostawia skórę delikatnie natłuszczoną, ale jeśli zmywam nim pomadkę, to raz jeszcze muszę umyć okolice ust, bo pozostawia gorzki smak. Innymi słowy – zużyję, ale nie kupię ponownie.

 

Nawilżanie: beOrganic z masłem kakaowym lub NUXE

Tutaj moim hitem jest beOrganic z masłem kakaowym i kwasem hialuronowym. W połączeniu z delikatnym żelem do mycia twarzy BioLaven sprawił, że moja sucha skóra przestała się łuszczyć, szczypać i w ogóle wariować. Planuję powrót do tego duetu.

Bardzo treściwy i przyjemny w stosowaniu okazał się też krem NUXE z linii Creme Fraiche, jednak ma intensywny zapach, który może przeszkadzać. Proponuję zacząć od próbki, a jeśli podpasuje, wtedy kupcie pełne opakowanie. Mam kremik i serum – ten drugi produkt pozostawia buzie niezwykle gładką, a w połączeniu mają dużą moc, jednak jak już pisałam wyżej, niemal nie stosuję 2 produktów na raz.

 

Do zadań specjalnych:

Ostatnio przetestowałam maskę w płachcie (lis!), ale nie odczułam żadnej różnicy. Potem spojrzałam na skład i trochę się przeraziłam, bo sporo tam było alkoholi i innych składników, których raczej nie zbliżam w okolice twarzy.

Jeśli moja skóra jest wyjątkowo spragniona nawilżenia, nie stosuję żadnych specjalnych kosmetyków, a krem nakładam częściej i grubszą warstwą. Do tej pory to wystarczało. Od kiedy poradziłam sobie z wielkim przesuszeniem, nie mam żadnych większych problemów, z którymi musiałabym się zmagać.

 

Pielęgnacja włosów

 

Od wielu lat nieustannie farbuję włosy, które z natury są cienkie i mają skłonności do przetłuszczania. Fryzjerki często mnie pytają, co robię, że moje kudły są jednak zdrowe i błyszczące. Z Waszej strony też co jakiś czas otrzymuję takie pytania. A tymczasem odpowiedź jest bardzo prosta – po każdym myciu używam maski/odżywki. Często daję im wyschnąć naturalnie i nie prostuję końców, gdy nie wychodzę z domu, a i wtedy nie zawsze.

 

Przed oczyszczaniem:

Co jakiś czas, gdy mam ochotę i wenę, robię naprzemiennie 3 zabiegi:

  1. nakładam olejek NUXE na całą długość włosów i pozostawiam na 0,5 – 1 h, potem przechodzę do standardowej pielęgnacji;
  2. nakładam na włosy emulsję L’Biotica i pozostawiam na 10 minut – po tym zabiegu włosy są gładsze, łatwiej się rozczesują;
  3. w skórę głowy wcieram peeling oczyszczający Basil Element, ale przyznam, że nie czuję jakieś różnicy przed i po;

 

Oczyszczanie:

Już rok temu wspominałam, że moje włosy nie lubią w 100% naturalnej pielęgnacji. Lepiej sprawdzają się u mnie “standardowe” szampony z SSL i tymi innymi sztucznymi rzeczami.

Nie przywiązuję też żadnej szczególnej uwagi do marki. Najczęściej wybieram coś do włosów farbowanych lub przetłuszczających się.

A, prawie zapomniałam! Mam też pudełko białej glinki – gdy mam ochotę mieszam ją z odżywką i myję skórę głowy. Bardzo fajnie oczyszcza z sebum i resztek kosmetyków, jednak trzeba ją dokładnie spłukać, a najlepiej dorzucić jeszcze kilo odżywki.

 

Nawilżanie:

Po każdym myciu maska lub odżywka. Koniecznie, bez wyjątków i zawsze spłukuję ten kosmetyk. W tej roli sprawdzają mi się naturalne produkty, jak i te “standardowe”. Używam, co akurat mam pod ręką, a w tej chwili bardzo polubiłam się z maską Basil Element. Na co dzień nakładam produkt tylko na końce, ale raz na jakiś czas na całą długość włosów, by skutecznie je odżywić.

 

Jak widzicie, trafić na hit w pielęgnacji to wcale nie taka prosta sprawa. Wszystko się komplikuje, gdy mamy świadomość, że co skóra, to inna reakcja i moje buble mogą okazać się Twoim strzałem w dziesiątkę. Niestety, Rudziki. Niemniej mam nadzieję, że ten artykuł zainspirował Was do szukania własnej pielęgnacyjnej drogi.

Chętnie zrobiłabym artykuł o ulubionej kolorówce, ale tu już Wasza w tym rola, by napisać w komentarzu, czy macie ochotę na takie lżejsze treści?

 

Dajcie znać o swoich kosmetycznych numerach 1 w kategorii “pielęgnacja”!