Ostatnie tygodnie – SUM #27

Rudziki drogie me, hej! Regularność w publikacji artykułów lifestyle’owych ostatnio zaskakuje mnie samą. Dziś mam dla Was porcję zdjęć z drugiej połowy lipca i początku sierpnia. Osobom nowym przypomnę, że czytanie wpisu na głodny żołądek jest surowo zabronione, bo może skończyć się atakiem na lodówkę, albo mijanego przechodnia z kanapką w ręce ;)

 

Jedzonko

Ruda bardzo lubi jedzonko i zupełnie się z tym nie kryje, dlatego też zdjęcia apetycznych dań to zawsze ważny element podSUMowań.

Przez ostatnie tygodnie korzystaliśmy jeszcze z diety EatZone.pl i cieszyliśmy się 5 posiłkami podstawionymi pod nosek. No dobra, pod drzwi.

Tutaj jeden z moich ulubionych śniadań – muszle z serem ricotta, do tego mus z owoców tropikalnych. Zapożyczę sobie ten przepis do mojego codziennego jadłospisu, zdecydowanie!

Pasta paprykowa to mistrzostwo świata! Bardzo mi pasowało połączenie jej z camembertem.

Tarta z kozim serem, pomidorami, szpinakiem i świeżymi ziołami.

I dwa rodzaje naleśników. Nie ma ich na zdjęciu, ale bardzo smakowały mi jeszcze naleśniki w kolorze różu <3 wypełnione masą twarogową z bananem, bakaliami. Pycha!

 

W międzyczasie testowaliśmy także produkty Natural Mojo. Piszę w liczbie mnogiej, bo oboje z Panem Mężem na co dzień używamy odżywek białkowych i nie stronimy od super foods. Pan Mąż to w ogóle jest zaprawiony w testach odżywek, bo swojego czasu ten typ produktów bardzo mu się przejadł i od tamtej pory ma problem z wyborem odpowiedniego smaku, który nie powodowałby u niego chęci wyplucia całości ;)

Mnie smakują wszystkie, PM został największym fanem czekolady i powiedział, że się nie podzieli. Ponadto próbowaliśmy także produktów z serii Daily Greens – mieszanek sproszkowanych warzyw i owoców, które należy rozpuścić w wodzie, by stworzyć napój gotowy do spożycia. Detox ma bardzo świeży, orzeźwiający smak, w sam raz na lato, za to Berry Bust zupełnie mi nie zasmakował. Trochę jak woda z jagód.

Słuchajcie, żeby nie było, że tylko nam jest tak smacznie, mam dla Was 15% zniżki na hasło: JESTRUDO. Wystarczy wpisać kod rabatowy w koszyku, podczas składania zamówienia na stronie NaturalMojo.pl. Smacznego!

blog fotograficzny

blog fotograficzny

 

Lifestyle morski

Oh, jak ja lubię polskie morze! Nie wybrałabym go w roli miejsca na wakacje ze względu na zbyt kapryśną pogodę, ale doceniam te momenty, kiedy mogę wpaść nad morze choć na kilka chwil, przy okazji. Tak było i w tym roku: SeeBloggers zaprosiło mnie do podzielenia się swoją wiedzą z uczestnikami, a ja nie mogłabym odmówić. To jedno z tych wydarzeń dla blogerów, gdzie panuje świetna atmosfera i żal byłoby mi opuścić choć godzinę.

Pierwszego dnia pogoda, jakby to delikatnie powiedzieć, nie dopisała. W Warszawie ciepło, miło, sucho, w Gdyni dopadł nas deszcz i 13 stopni. Dobrze czytacie! Pan Mąż miał ze sobą tylko… koszule :D śmiejemy się, że ta z dnia pierwszego, to koszula zimowa. Zdjęć Wam nie pokażę, bo i tak mnie nie widać zza kurtki (chwała mi za rozwagę), chusty (mam zawsze ze sobą) i skrzyżowanych ramion.

Za to dnia drugiego już była radość na całego i pełna sesja. Wyglądamy trochę jak wklejeni w Photoshopie. Zapewniam jednak, że zdjęcia są prawdziwe, słońce też.

 

Jak już wspomniałam, dla uczestników przygotowałam prelekcję o fotografii mobilnej. Serducho mi się raduje, że 100 miejsc rozeszło się w kilka minut. Byliście cudownie zaangażowani i z miejsca chcę Wam podziękować za dobre słowa po! Cieszę się, że wniosłam do Waszych głów nowe informacje.

Zdjęcia z wydarzenia wykonał Piotr Żagiell Photography.

 

Lifestyle domowy

Stabilny, umiarkowany i dość monotematyczny, choć zupełnie nie narzekam. Testowałam dla Was drukarkę Epsona, a o tym, czy warto mieć w domu drukarkę fotograficzną i ile to kosztuje, możecie przeczytać, klikając w link.

Nasze M nabiera kolorów i… kształtów. Nie chcę za wiele zdradzać, bo już na dniach pokażę Wam już biuro!

W dekorowaniu mieszkania wspiera mnie Conchita. Na rozluźnienie wrzucam Wam jeden z zabawniejszych kadrów naszej mini sesji wizerunkowej do projektu #rudeM. Moja mina tutaj i ten rozwiany włos nieprzerwanie mnie bawią.

 

Wieczorny wypad nad Świder z inną Kasią i jej MM naładował moje bateryjki. Wszystkie zdjęcia zrobiłam telefonem i jestem coraz bardziej zachwycona możliwościami, jakie obecnie daje fotografia mobilna.

 

Zaliczyłam też wypad nad Wisłę i pogaduchy z Agnieszką i Kasią. Zawsze kończymy tym samym hasłem „musimy się częściej widywać” :D Znacie to?

blog fotograficzny

blog fotograficzny

 

Ach i jeszcze małe świętowanie. Na nic nie miałam takiej ochoty, jak na… racuchy #omnomnom No i prosecco oczywiście.

 

Fajne rzeczy

Dużo produktów przewija mi się przez łapki i wiele z nich jest naprawdę rewelacyjnych. Mają jednak poważną wadę – ich temat nie nawiązuje do tego, o czym piszę na blogu, więc wiedza ta przepada. No, ewentualnie czasem podzielę się informacją o perełce na Instagram Stories.

Jest to jednak mało trwała forma, a więc pomyslałam sobie, że właśnie SUM jest super miejscem na akapit poświęcony fajnym produktom.

 

Na początek coś, co pewnie zainteresuje nie jedną panią – odżywka do rzęs Long 4 Lashes. Zdjęcie u góry zrobiłam w maju, zdjęcie poniżej po 3 miesiącach kuracji. Zagęszczenie + wyraźne wydłużenie. Jeszcze sobie tylko sprawię soczewki i będę szczuć okiem ;)

Jeśli używacie peelingów do ciała, na lato bardzo BARDZO mocno polecam Wam produkt polskiej marki Iossi o zapachu limonki i rozmarynu. Raz, że zapach ten pobudza do działa i jest genialny na upały, dwa, że super się sprawdza.

Ostatnio mam spore problemy z mocno przesuszoną skórą na twarzy. Po przeczytaniu kilku blogów, wybrałam się do apteki po krem Mediderm. To 100 ml tubka za cenę ok. 8 zł, jednak w moim przypadku – produkt nie poradził sobie z ekstremalnymi przesuszeniami. Niemniej: szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, nadaje się pod makijaż, nie zawiera barwników i substancji zapachowych. Jeśli więc nie macie aż tak suchej skóry, ale szukacie czegoś taniego i bez tych wszystkich dziwnych dodatków, warto kremik wypróbować.

Po miesiącu używania poprzedniego preparatu przerzuciłam się na krem be organic masło kakaowe & kwas hialuronowy. Krem jest treściwy, posiada 97% naturalnych składników. Dobrze się wchłania, choć pozostawia na skórze minimalnie wyczuwalną warstwę. Pod make-up też daje radę. I powiem Wam, że po kilku dniach stosowania moje najbardziej przesuszone miejsca… mają się nieco lepiej! Nie zauważyłam zwiększonej miękkości, ale skóra lepiej wygląda. Ciekawe jak sprawdzi się przy regularnym stosowaniu.

Ach, i jeszcze mój hit do demakijażu. Naprawdę nie lubię tych wszystkich mleczek i wacików. Mam wrażenie, że tylko wcieram i rozsmarowuję resztki podkładu. Dlatego moim pierwszym krokiem do demakijażu jest dokładne umycie twarzy żelem. Długo szukałam czegoś, co nie wysusza, nie „ściąga” skóry, ale dokładnie zmywa makijaż. Wreszcie mam i dzielę się nim z Wami – Bio Laven.

 

Kulturalnie

Po raz kolejny przeczytałam książkę Chcieć Mniej – jesteśmy świeżo po przeprowadzce, a przez kontuzję PM darowałam sobie wszelaką segregację przed. Mam za to dwie półki wypełnione przedmiotami, które tylko czekają na nowych właścicieli. Dlatego też potrzebowałam mini kopa do działania. Wiem już konkretnie, czego chcę się pozbyć, wiem także, w jaki sposób, potrzebuję tylko czasu, który mogę na to przeznaczyć.

Na pewno znacie cudny wizualnie poradnik Sekrety Urody Koreanek? Książka jest naprawdę pięknie wydana, ale cały czas miałam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony zdaję sobie sprawę, że mieszkam w stolicy i nawet, gdy na twarzy mam równe 0% makijażu, to zbiera się na niej całe miasto. Z drugiej strony wieloetapowa pielęgnacja skóry nie do końca przemawia do mojej dość pragmatycznej duszy w tym względzie. W pielęgnacji (i makijażu też) raczej stosuję zasadę: minimum poświęcenia, maksimum efektu. Lubię swoją buzię z makijażem, ale rzadko zajmuje mi więcej niż 10-15 minut.

Dlatego też to dwuetapowe oczyszczanie dwa razy dziennie + nakładanie na twarzy 3 kremów, by to, co właśnie usunęłam, uzupełnić… nie przemawia do mnie. Brakuje mi tu złotego środka, wyważenia. Będę szukać na własną rękę.

Zaczęłam też dwa poradniki: o kobiecości i stresie, ale jestem dopiero na początku i swoimi przemyśleniami podzielę się z Wami przy następnej okazji.

Zbrodnia niedoskonała to książka, którą przeczytaliśmy z Panem Mężem wspólnie, na głos. Z polecenia. Kojarzycie Bonde? A zawód profilera? Pisarka przeprowadziła obszerną rozmowę z polskim prekursorem tego zawodu: Dr Bogdanem Lachem. W efekcie mamy pełną napięcia, przepełnioną ciekawymi historiami książkę o mocnym zabarwieniu kryminalnym. Nie polecam osobom o słabych nerwach, bo opisy zbrodni są dokładne i szczegółowe. Ja sama ominęłam rozdział, który, wiem to na pewno, zmiażdżyłby mój umysł dziecka.

Klimat nam się zagęścił, więc na rozluźnienie baja. Widziałam już kiedyś, ale z moją pamięcią nie ma żadnych przeciwskazań, by obejrzeć raz jeszcze. Mowa o animacji Big Hero 6. Cudna, ciepła. Dwa razy doprowadziła mnie do łez, ba, do wycia. Ale warto.

Zaczęliśmy oglądać The Kettering Incident. Bo klimat, bo polecany, bo krótki, na kilka wieczorów. I wiecie co, dupa. Serial zupełnie nas nie wciągnął, tylko odcinek pilotażowy oglądaliśmy na 3 razy. Ponadto postaci bardzo nam się myliły, cały czas, zamiast skupić się na fabule, musiałam głowić się kto jest kim. Szalenie to męczące.

Wciąż w temacie filmów, naszło nas ostatnio na odgrzebanie starości. I tak obejrzałam ponownie Forresta Gumpa i Ciekawy przypadek Benjamina Buttona. Widzieliśmy także Dwunastu gniewnych ludzi, jednak w moim przypadku – po raz pierwszy. Wszystkie te filmy mocno Wam polecam. Zwłaszcza Forresta, jeśli macie ochotę na „ciepłe” kino.

 

Z sieci

  • bardzo proste, a jakże efektowne DIY – „marmurowe” pudełko
  • temat ekologii ostatnimi czasy jest mi bardzo bliski, dlatego cieszę się, że trafiłam na blog nanowosmieci – poznałam prawdę o kontenerach na odzież, dowiedziałam się, czy szkło jest naprawdę takie eko i wiele wiele innych rzeczy; autorka także chętnie dzieli się swoimi pomysłami na upcycling – dalekie są te projekty od mojego wyczucia estetyki, ale idea warta podpatrzenia; jest też blog pani strzelec, ale mam wobec niego sporo mieszanych odczuć. Autorka ma bardzo kategoryczne poglądy; trochę tak, jakby życie eko było białe, a wszystko inne czarne, a sami wiecie przecież, że po drodze jest mnóstwo odcieni szarości
  • dwa blogi parentingowe, które bardzo lubię podglądać: ZatrzymujacCzas oraz SuperStyler
  • minimalistyczne plakaty ze znakami zodiaku
  • bardzo prosty, a jakże efektowny pomysł na organizer kuchenny DIY
  • blog studentki kosmetologii – o pielęgnacji i makijażu

 

Ostatnio mam ochotę na lekkie kino, wiecie, takie „ciepłe” filmy. Polecicie coś, Rudziki?

Dobrego tygodnia!